Biblioteka obrażona na radnego. Najpierw kontrowersje, potem protest, a teraz skarga

Spór wokół wydarzenia zorganizowanego w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rybniku wchodzi w kolejną fazę
Po protestach mieszkańców i krytyce ze strony radnych pojawiło się pismo dyrektorki biblioteki do przewodniczącego Rady Miasta. W dokumencie zarzuca ona jednemu z radnych „nagonkę” i „szczucie” na instytucję.
Problem w tym, że – zdaniem radnego Sączka 0 cała historia nie zaczęła się od żadnej nagonki, lecz od kontrowersji wokół wydarzenia zorganizowanego w miejskiej instytucji – i pytań, które zadali mieszkańcy oraz radni.
Najpierw pytania radnych
Już wcześniej wokół zapowiadanego wydarzenia „Babski comber” pojawiły się duże emocje. W programie znalazły się m.in. panele dotyczące zdrowia kobiet, ale także tematy związane z aborcją oraz udział prelegentek znanych z wyraźnych poglądów w tej sprawie.
To właśnie ten element wywołał reakcję części mieszkańców i samorządowców. Grupa radnych skierowała w tej sprawie interpelację do prezydenta Rybnika, pytając m.in. o organizację wydarzenia, jego finansowanie i ewentualny patronat miasta.
Radny Andrzej Sączek podkreślał wówczas, że zapowiadane tematy mogą budzić poważne kontrowersje wśród mieszkańców, zwłaszcza że wydarzenie odbywa się w miejskiej instytucji utrzymywanej z publicznych pieniędzy.
Radni wskazywali również, że skoro biblioteka ma być miejscem integracji i debaty, warto unikać tematów, które od początku wywołują silne podziały światopoglądowe.
Protest przed biblioteką
Gdy wydarzenie się rozpoczęło, przed budynkiem biblioteki pojawili się działacze środowisk pro-life oraz mieszkańcy sprzeciwiający się zaproszeniu niektórych prelegentek.
Podczas pikiety padały bardzo ostre słowa. Demonstranci zarzucali organizatorom promowanie środowisk proaborcyjnych i wykorzystywanie miejskiej instytucji do ideologicznej agitacji. Protestujący zwracali uwagę, że w Polsce nie brakuje ekspertów mogących mówić o zdrowiu kobiet, dlatego ich zdaniem zapraszanie postaci znanych z radykalnych wystąpień ma przede wszystkim wywołać kontrowersje.
Na miejscu pojawił się również radny Sączek, który mówił, że wielu mieszkańców zastanawia się, dlaczego właśnie takie osoby zostały zaproszone do wystąpień w miejskiej bibliotece.
A teraz… skarga
Po całej tej burzy dyrektorka biblioteki postanowiła skierować pismo do przewodniczącego Rady Miasta. W dokumencie zarzuca radnemu działania prowadzące do „nagonki” oraz negatywnej atmosfery wokół instytucji.
Trudno jednak nie zauważyć, że radni – niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z ich poglądami – mają prawo zadawać pytania o wydarzenia organizowane w miejskich instytucjach i finansowane z publicznych pieniędzy – mówią indagowani przez nas uczestnicy protestu
Co więcej, sama dyskusja wokół biblioteki nie wzięła się znikąd. Najpierw były kontrowersje wokół programu wydarzenia, potem interpelacje radnych, następnie protest mieszkańców. Dopiero na końcu pojawiła się skarga.
Biblioteka czy pole ideologicznej walki?
Cała sytuacja rodzi jednak szersze pytanie: czy miejska biblioteka powinna stawać się miejscem ideologicznych sporów, czy raczej przestrzenią kultury i spokojnej debaty?
Bo jeśli każda krytyczna opinia radnego ma kończyć się oficjalną skargą, to wkrótce zamiast dyskusji o książkach i kulturze będziemy w Rybniku obserwować kolejne odsłony… urzędowej korespondencji i politycznych awantur.



