Broniła rybnickich nutrii, jest oskarżona o wyprowadzanie pieniędzy. Ruszył proces sądowy

Słynna dyrektorka przed sądem. Rozpoczął się głośny proces byłej dyrektorki ogrodu zoologicznego
Kobieta, która przez lata budowała wizerunek obrońcy zwierząt, dziś odpowiada przed sądem za zarzuty finansowych nadużyć.
Zarzuty i początek procesu
Prokuratura oskarża byłą dyrektorkę o malwersacje na około 100 tys. zł. Według śledczych miała wykorzystywać fikcyjne faktury do wyprowadzania publicznych pieniędzy, a także finansować prywatne wydatki – m.in. leczenie swoich zwierząt czy korzystanie ze służbowego samochodu do celów osobistych.
Łącznie postawiono jej osiem zarzutów. W sprawie pojawiają się także inne osoby – część z nich przyznała się do winy, a niektórzy zostali już prawomocnie skazani. Na pierwszej rozprawie sala była wypełniona po brzegi. Sprawa budzi ogromne zainteresowanie, bo dotyczy osoby znanej z medialnych akcji ratowania zwierząt, również z terenów objętych wojną.
„Jestem niewinna”
S.W. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że padła ofiarą spisku i linczu medialnego. W sądzie przekonywała, że została wrobiona m.in. przez byłą główną księgową, która – jej zdaniem – próbuje przerzucić na nią odpowiedzialność za nieprawidłowości. Zapewniała również, że działała wyłącznie w interesie zwierząt i często dokładała do ich utrzymania z własnych pieniędzy.
Co ciekawe, mimo wcześniejszych deklaracji o chęci wyjaśnienia sprawy, próbowała doprowadzić do utajnienia procesu. Sąd jednak nie przychylił się do tego wniosku – rozprawa pozostaje jawna.
Pracownicy: to była inna twarz
Jeszcze przed procesem pojawiały się głosy pracowników zoo, którzy zarzucali byłej dyrektorce tworzenie prywatnego folwarku i wykorzystywanie instytucji do własnych celów. Śledztwo obejmowało znacznie większe kwoty, jednak ostatecznie zarzuty ograniczono do tych, na które – zdaniem prokuratury – istnieją twarde dowody.
Wątek Pet Patrol i kolejne kontrowersje
Sprawa S.W. ma też swój lokalny, rybnicki wątek. W 2024 roku opisywaliśmy sytuację, w której była dyrektorka próbowała podważyć wiarygodność fundacji Pet Patrol działającej przy problemie nutrii.
Z dostępnych ustaleń wynika, że przekazywała niezweryfikowane informacje, w tym rzekome materiały medialne i wiadomości SMS mające obciążać wolontariuszy. Część tych „dowodów” okazała się fałszywa, a sprawa trafiła do organów ścigania. Pojawiły się także ostre oskarżenia wobec działaczy fundacji, które – według świadków – nie miały pokrycia w rzeczywistości i mogły być próbą odwrócenia uwagi od własnych problemów.
Długi proces przed sądem
Na kolejnej rozprawie, zaplanowanej na czerwiec, sąd ma rozpocząć przesłuchiwanie świadków. A tych jest aż kilkudziesięciu, co oznacza, że proces może potrwać miesiącami Jedno jest pewne – sprawa byłej dyrektorki to już nie tylko historia o ratowaniu zwierząt, ale także o pieniądzach, zaufaniu i najzwyczajniejszych w świecie oszustwach.



