Publicystyka

Damian Twardawa: „Sport w Rybniku jedzie dziś bardziej na pasji, niż na systemie”

O finansowaniu sportu, byciu gościem i braku szkoleń w rybnickim MOSiR z radnym Damianem Twardawą rozmawia Paweł Polok

Paweł Polok: Rozmawiamy po ostatniej Komisji Sportu w Rybniku. Byłeś tam jako gość. Jakie masz pierwsze wrażenia?

Damian Twardawa: Tak, byłem jako radny, ale gość, ponieważ będąc już członkiem 5 komisji nie mogę być i w tej (śmiech). Przede wszystkim mam poczucie, że wybrzmiał bardzo ważny głos środowiska. To nie było narzekanie, tylko konkretna diagnoza problemów. Ludzie ze sportu przyszli przygotowani, z przykładami i doświadczeniem. I to, co mnie najbardziej uderzyło, to fakt, że sport w Rybniku dziś funkcjonuje bardziej dzięki pasji tych ludzi niż dzięki systemowi.

Najwięcej emocji wzbudziła infrastruktura. Co dokładnie nie działa?

Skala problemu jest duża. Mówimy o 18 obiektach zarządzanych przez MOSiR i – niestety – o braku odpowiedniej dbałości o nie. Nie ma profesjonalnego greenkeepera, brakuje szkoleń dla pracowników. Padały przykłady działań, które po prostu nie powinny mieć miejsca – jak koszenie trawy przy przymrozkach czy prace sprzętem przy ujemnych temperaturach. Do tego dochodzą błędy przy zakładaniu murawy, które skutkują jej szybkim zniszczeniem.

Padł też przykład Polonii Niewiadom.

Tak, to jest bardzo obrazowe. Tam koszt naprawy nawierzchni szacuje się na około 3 miliony złotych. A pod boiskiem jest jeszcze rurociąg, którego przebudowa ma nastąpić dopiero za kilka lat. To pokazuje, że problemy są nie tylko bieżące, ale też systemowe i wieloletnie.

Ale to nie tylko infrastruktura. Dużo mówiło się o relacjach miasta z klubami.

I to jest drugi, równie ważny temat. Z wypowiedzi klubów jasno wynika, że brakuje dialogu. Brakuje konsultacji, rozmów, wsłuchiwania się w ludzi, którzy na co dzień pracują w sporcie. Pojawia się też obawa – i to mnie bardzo niepokoi – że kluby boją się mówić otwarcie, żeby nie stracić finansowania. To nie jest zdrowa sytuacja. Kluby powinny być partnerami miasta, a nie petentami.

No właśnie, finansowanie. Tu też padły mocne słowa.

Bo liczby są bezlitosne. Około 1,3 miliona złotych na sport przy budżecie miasta na poziomie 1,7 miliarda. To nawet nie jest jeden procent. A mówimy o środowisku, w którym trenuje około 7 tysięcy dzieci i młodzieży. Jeśli chcemy traktować sport poważnie, to te proporcje muszą się zmienić.

Jak to przekłada się na codzienne funkcjonowanie klubów?

Bardzo konkretnie. Mamy odpływ trenerów, problemy z pozyskiwaniem kadry, brak wsparcia dla lokalnych ekspertów. Do tego chaos organizacyjny – choćby informowanie o odbiorach inwestycji na ostatnią chwilę. To wszystko utrudnia normalne funkcjonowanie.

Padły też przykłady konkretnych klubów, jak TS ROW Rybnik.

Tak i to są historie, które powinny dawać do myślenia. Klub nie ma własnego pomieszczenia, sprzęt trzymany jest w piwnicy, dostęp do boisk jest ograniczony do minimum. Zrezygnowano z drużyny seniorek mimo sukcesów. Kiedyś były elitarne klasy sportowe – dziś ich nie ma. To nie jest jednostkowy przypadek, tylko efekt szerszego problemu.

Czyli problemem jest też brak wizji?

Dokładnie. Brakuje spójnej polityki sportowej. Nie ma pełnowymiarowej hali sportowej, niektóre zapowiadane inwestycje nie zostały zrealizowane. To wszystko się nawarstwia przez lata i dziś widzimy efekty.

A jednak pojawiły się też pozytywy.

I to warto podkreślić. Mimo tych wszystkich trudności sport w Rybniku żyje. Kluby się rozwijają, dzieci chcą trenować, działacze działają – często społecznie. Mamy też konkretne sukcesy, jak rozwój kobiecej piłki nożnej. W ciągu 10 lat to już około 500 zawodniczek i mistrzostwo Polski. To pokazuje potencjał.

Na komisji pojawiły się też zapowiedzi zmian. Wierzysz w nie?

Chcę w to wierzyć. Pojawił się plan zatrudnienia greenkeepera, budowy nowych boisk, jest nowy dyrektor MOSiR, który sprawia wrażenie osoby otwartej na dialog. I to jest dobry sygnał. Tylko teraz najważniejsze, żeby za tym poszły konkretne działania.

Jaki jest dziś największy problem rybnickiego sportu?

Podejście. Jeśli nie zmienimy myślenia o sporcie – z zarządzania nim na współpracę z ludźmi, którzy go tworzą – to niewiele się zmieni. Możemy mieć pojedyncze inwestycje, ale bez systemu to nie zadziała.

I największe wyzwanie na przyszłość?

Właśnie ta zmiana podejścia. Rybnik ma ogromny potencjał: dzieci, trenerów, zaangażowane środowisko. Teraz trzeba to wesprzeć mądrym, długofalowym działaniem. Bo dziś naprawdę jedziemy na pasji – a to prędzej czy później może nie wystarczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button