Publicystyka

Dyskryminacji kierowców w regionie ciąg dalszy

Agenda na rzecz zrównoważonego rozumu wkracza z buciorami do Rybnika i całego ROW. Odbędą się „konsultacje

Począwszy od poniedziałku, 24.04.2023 w kolejnych miastach subregionu rybnickiego odbędą się tzw. konsultacje społeczne dla Potrzeb Planu Mobilności Subregionu Zachodniego. Dokument sfinansowany w ramach reakcji Unii na pandemię COVID-19 opracował Związek Gmin i Powiatów Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego z siedzibą w Rybniku grupujący głównie notabli wywodzących się Platformy Obywatelskiej.

Po co to komu? Co nam szykują urzędnicy?

Przygotowany dokument na kilometr trąci religią klimatyzmu i ekologizmu będącą swoistą ekspozycją ideologii zrównoważonego rozwoju, a de facto regresu. Omawiane urzędnicze dziełko ma przyczynić się (…) do zmniejszenia negatywnego wpływu transportu na środowisko, takiego jak: zanieczyszczenie powietrza, hałas czy emisja gazów cieplarnianych. Warunkiem tych zmian jest zwiększenie roli środków transportu przyjaznych środowisku, do których należą: transport publiczny, rowery, komunikacja piesza, transport elektryczny.

Innymi słowy: posiadacze normalnych samochodów, wybiła dla Was czarna godzina!

Niewinne początki

W Rybniku zaczęło się bardzo niewinnie:– od masowych inwestycji w wytyczanie rekreacyjnych ścieżek dla rowerów. Z czasem jednak pojawiać się zaczęły działania zabarwione ideologią wyraźnie faworyzującą użytkowników rowerów kosztem kierowców. Można zakpić, że w naszym klimacie (zwłaszcza w miesiącach zimowych) podstawowym środkiem transportu miejskiego powinien stać się właśnie rower. Urzędnicy pokroju Piotra Kuczery poprzez popularyzację tego środka transportu wcielili się w rolę demiurgów narzucających ludowi odpowiedni system zwyczajów i nawyków. Bo przecież miejscy włodarze wiedzą lepiej jakie powinny być nasze potrzeby i sposoby ich zaspokajania.

Rewolucja urbanistyczna

Przez całe dziesięciolecia zespoły urbanistyczne w Polsce podejmowały pracę nad wyzwaniami zwiększenia przepustowości transportu drogowego w miastach. W wyniku tych działań na przełomie tysiącleci osiągnięto w miarę poprawną drożność nawet największych polskich aglomeracji. Monitoring efektywności tych prac był banalny. W poszczególnych porach dnia ręcznie liczono ilość samochodów przejeżdżających w danym newralgicznym punkcie miasta, a optymalizacja rozwiązań polegała po prostu na likwidacji kolejnych wąskich miejskich gardeł. Jednakże mniej więcej od dwóch dekad jesteśmy świadkami gwałtownego odwrócenia wektora – zwykłym kierowcom odbiera się możliwość korzystania ze wszystkich pasów ruchu, wprowadza się ograniczenia prędkości, montowane są częste progi zwalniające, wprowadzane są nowe przejścia dla pieszych, dodatkowe sygnalizacje świetlne oraz inne rozwiązania spowalniające ruch samochodowy i w efekcie tworzenie się korków.

Walka z kierowcami

Można się pokusić o stwierdzenie, że kierowcy są obecnie najsystematyczniej wykluczaną grupą ludzi: zarówno ze względów ekonomicznych, jak i socjologicznych. Wymieńmy tylko niektóre spośród piętrzących się niedogodności dla kierowców: wysokie ceny samochodów i paliw, horrendalne kwoty mandatów, permanentnie podnoszone opłaty za parkingi i ograniczanie ich dostępności (przykład z Rybnika – montowanie „na rympał” słupków bądź barierek uniemożliwiających wjazd samochodów na szerokie parkingi, jak na ul. Kościuszki, Jankowickiej czy Piasta), rugowanie pasów ruchu samochodów na rzecz rowerów (jak na ul. Chrobrego czy Brudnioka; konia z rzędem temu, kto naliczył chociaż 10 rowerzystów na tych traktach ulicznych) i w końcu zmuszanie do rezygnacji z aut „normalnych” na rzecz elektromobilności.

Rzeczywistość w centrum Rybnika. Zwężona ul. Brudnioka, pusta ścieżka rowerowa i samochody uwięzione w korku

I tu dotykamy sedna problemu: neokomunizm

Jesteśmy świadkami wchodzenia w kulminacyjną fazę Agendy 2030 na rzecz zrównoważonego roz(b)oju. Właśnie opisywane wyżej aspekty stanowią jeden z jej celów. Sęk w tym, że owa antyludzka agenda ma takich obszarów znacznie więcej i na użytek tego artykułu nie zagłębiajmy się w kolejne rozgałęzienia tej globalnej czarciej hydry. Okazuje się, że urzędnicy szczebla samorządowego stali się pasem transmisyjnym wdrażania obywatelom neokomunistycznych rozwiązań wziętych żywcem z czasów Mao, Gomułki i Breżniewa. Oni to bowiem posiedli czarnoksięską wiedzę pozwalającą dokładnie określić co jest najlepsze dla przeciętnego Kowalskiego. Wg globalnej agendy wdrażanej przez ludzi z poszczególnych magistratów mamy być zniechęceni do posiadania samochodów, a w pojęciu szerszym do chęci posiadania czegokolwiek. Na tym właśnie polegał komunizm, jaki znaliśmy również w czasach PRL. Niestety komunizm nie zniknął jak nam w czerwcu 1989 roku obwieściła aktorka Szczepkowska, lecz się na naszych oczach umiejętnie przepoczwarzył. Neokomunizm narzucać ma konieczność liczenia „śladu węglowego” i ma nas zniechęcić do podróżowania. Mamy poczuć, żeby przemieszczanie się autem było po prostu uciążliwie, a nie przyjemne.

Czy jest wyjście z sytuacji?

Na końcu każdego systemu zawsze stoi człowiek – z jego niedoskonałościami i naturalną możliwością popełniania błędów. Możemy ten system próbować naruszać licząc na zmienność uwarunkowań i próbując wywierać wpływ na poszczególne decyzje. Akurat dziś system wspaniałomyślnie pozostawił nam malutką furteczkę – na konsultacje społeczne można przybyć i zabrać głos. A już na pewno można wypełnić i wysłać zalinkowaną ankietę i wyraźnie napisać co myślimy o agendzie zrównoważonego rozumu (sic!).
Link do ankiety tutaj.

Post Scriptum.

Nie chcę się rozwodzić nad drętwą przepełnioną współczesną nowomową formą ankietowych pytań. Pragnę zwrócić uwagę zwłaszcza na punkty nr 22 – 24: Czy Twoją miejscowość można uznać za taką, w której jest wszystko, czego potrzeba w zasięgu bliskiej odległości od domu? Czy korzystanie z kultury, usług, miejsc rekreacji wymaga posiadania własnego samochodu? Czy kiedykolwiek Ty lub ktoś z Twojego bliskiego otoczenia musiał zrezygnować z jakiejś aktywności ponieważ nie było jak na nią dojechać inaczej niż samochodem?

Czy nie jest to zakamuflowana zapowiedź badań nad wdrożeniem koncepcji miast 15-minutowych?

Zaznaczona fraza wszystko, czego potrzeba zdradza zamiary neobolszewickich twórców agendy: wasze potrzeby mają być ograniczone i to my będziemy o nich decydować. Jedno jest pewne: nasze miasta się wyludniają, gdyż ludzie nie znajdują w nich wystarczających warunków dla swojego rozwoju. Projektowanie rozwiązań wciskanych nam na siłę poprzez globalny walec spowoduje podniesienie niedogodności i kosztów życia, a w konsekwencji dalsze wyludnienie miast. Czy tego chcemy?

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button