Żyją w zimnie w zdewastowanym domu. Horror mieszkanki Wodzisławia i jej dziecka

Dramat, który rozgrywa się w jednym z domów w Wodzisławiu, trwa od pięciu lat. Samobójstwo męża, wieloletni spór o współwłasność domu, brak ogrzewania, pożar, śmierć zwierząt, a w tle – konflikt z rodziną zmarłego i bezsilność wobec instytucji
16-letni Michał, formalny współwłaściciel nieruchomości, nie może zamieszkać w domu, który do niego należy.
Pięć lat temu mój mąż popełnił samobójstwo. Od tego momentu zaczęło się dla nas piekło – mówi kobieta mama nastolatka
Jeszcze za życia męża podpisana została umowa przedwstępna dotycząca domu, którego współwłaścicielami byli teść kobiety oraz jego brat. Zgodnie z ustaleniami, po śmierci seniorki rodu część należąca do teścia miała trafić do małżeństwa. Jednak formalności nie zostały sfinalizowane.
Teść zapewniał, że gdy wycofamy umowę przedwstępną, wszystko przepisze zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Na dzień przed jej wygaśnięciem wycofał się ze wszystkiego. Usłyszeliśmy, że nic nie dostaniemy – relacjonuje
Spór sądowy trwał cztery lata. Ostatecznie zakończył się porozumieniem – część nieruchomości została przepisana na małoletniego wówczas syna kobiety.
Myślałam, że to koniec koszmaru. Że wreszcie będziemy mogli normalnie mieszkać – dodaje
Tak się jednak nie stało. Drugi współwłaściciel – chrzestny zmarłego męża – miał zablokować dostęp do części budynku.
Wszystkie wejścia zostały zabite deskami i starymi oknami. Nie mogliśmy korzystać z połowy domu. Żyliśmy w zaadaptowanych pomieszczeniach gospodarczych – opowiada kobieta
Zimą temperatura w pomieszczeniach spadała do kilku stopni. Ogrzewali się małą kozą i elektrycznymi grzejnikami.
Płaciłam po 1500 zł miesięcznie za prąd. Nie mieliśmy dostępu do gazu. Mąż zostawił mnie z ogromnymi długami. Pracowałam siedem dni w tygodniu, żeby jakoś to udźwignąć – mówi
Najbardziej dramatycznym wątkiem jest sytuacja 16-letniego dziś Michała.
To mój syn znalazł ciało swojego ojca. Został z tym zupełnie sam – wspomina matka
Chłopak objęty jest nauczaniem hybrydowym i korzysta z prywatnej psychoterapii.
Do dziś, gdy słyszy kroki drugiego współwłaściciela, zamyka się w pokoju. Jest w permanentnym stresie – podkreśla
Michał jest pasjonatem biologii, przygotowywał się do olimpiady. W domu hodował zwierzęta – ptaszniki, gekony, miał też koty i psy. Większość z nich zginęła w pożarze.
Pożar i śmiech
31 stycznia doszło do wybuchu gazu podczas wymiany butli.
Drzwi były zablokowane. Nie mieliśmy jak uciec. Nie wiem, jak przeżyliśmy – mówi kobieta.
Strażacy reanimowali jednego ze zwierzaków. Niestety bez skutku.
Gdy ratownicy walczyli o życie zwierzęcia, pewna osoba z naszego otoczenia stała i się śmiała – twierdzi mieszkanka
Po zdarzeniu – jak relacjonuje – to ją wyprowadzono do radiowozu, podczas gdy gapie swobodnie poruszali się po posesji.
„Rozwalił ścianę”
Po pożarze kobieta wyważyła zablokowane drzwi, zostawiając możliwość przejścia dla współwłaściciela. Gdy wróciła po dwóch dniach, ściana oddzielająca części domu miała być zburzona.
Nie poradził sobie z szafą, więc rozwalił całą ścianę. Zdewastował dół domu. Teraz nie możemy tam nawet wejść – mówi Wodzisławianka –Ale ja wierzę, że sprawiedliwość zwycięży, że dobro wraca i że zło wraca – dodaje kobieta
Instytucje milczą
Sprawa podziału nieruchomości od lat toczy się w sądzie. Policja – według relacji mieszkanki – ma wskazywać, że to kwestia cywilna. Kobieta zgłaszała sprawę do różnych instytucji, w tym do rzecznika praw dziecka. Odpowiedzi – jak twierdzi – nie otrzymała.
Czekam piąty rok, aż moje dziecko będzie mogło mieszkać w domu, który do niego należy – podsumowuje
Miasto deklaruje możliwość przyznania lokalu zastępczego na czas remontu oraz wsparcie techniczne. Decyzje w tej sprawie mają zapaść w najbliższym czasie. Tymczasem matka i syn mieszkają w niewielkim lokalu po zmarłej babci. Dom w Wodzisławiu, którego połowa należy do 16-latka, pozostaje przedmiotem sporu.
W ciągu pięciu lat straciłam wszystko – męża, poczucie bezpieczeństwa, zdrowie. Mój syn znalazł swojego ojca martwego, a potem zamiast wsparcia dostał wrogość i strach. Mieszkaliśmy w zimnie, bez ogrzewania, z długami, z ciągłą niepewnością jutra. Dom, który formalnie należy do mojego dziecka, stał się miejscem koszmaru. Był pożar, śmierć zwierząt, śmiech człowieka, który patrzył na nasze nieszczęście. Każdego dnia budzę się z myślą, że muszę być silna dla syna, choć sama czuję się całkowicie bezradna. Czekam piąty rok, aż ktoś wreszcie powie: dość. A tymczasem moje dziecko dorasta w strachu, w poczuciu krzywdy i w domu, do którego nie może wejść.
W sprawę zaangażowali się już radny Alan Szatyło, Stowarzyszenie Wodzisław 2.0 i poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz. Wszyscy deklarują pomoc.
Na prośbę poszkodowanej rodziny prowadzę rozmowy z właściwymi instytucjami oraz organami ścigania. Sprawa jest procedowana wielotorowo i nadajemy jej konkretną dynamikę. Nie będzie zamiatana pod dywan ani rozmywana w czasie. Współpraca z instytucjami na ten moment przebiega wzorcowo – dokumenty są analizowane, działania podejmowane, a temat traktowany poważnie. Dopilnuję, aby wszystkie okoliczności zostały rzetelnie wyjaśnione. Nie interesuje mnie medialny szum. Interesuje mnie efekt. Poszkodowani w pożarze z ul. Radlińskiej mają prawo do bezpieczeństwa i sprawiedliwego potraktowania. Sprawy nie odpuszczę i będę ją prowadził do końca – przekazał nam Alan Szatyło
Ta sprawa to spór majątkowy dorosłych, ale przede wszystkim sytuacja małoletniego dziecka, które w krótkim czasie doświadczyło śmierci bliskiej osoby i pożaru domu. Z relacji rodziny wynika, że w trakcie zdarzenia znaleźli się w sytuacji zagrożenia życia. Dziś matka (wdowa) wraz z synem przebywa w lokalu o charakterze tymczasowym i odbudowuje podstawowe warunki życia. Nie ingeruję w niezależność sądu, jednak będę zabiegał o objęcie sprawy monitoringiem przez Rzecznika Praw Dziecka. W takich sytuacjach dobro dziecka musi pozostać nadrzędne – mówi w rozmowie z nami poseł Fritz
Do sprawy będziemy wracać.




Skoro ma mieszkanie po babci, to po co znosi te wszystkie straszne rzeczy? Chyba lepiej w mieszkaniu normalnie mieszkać, a wsadzie sobie walczyć niż trzymać dziecko w takich warunkach?
Szanowny Czytelniku, mama zmarła w listopadzie, do tej pory nie miałam serca oddać jej do ośrodka, dlatego opłacałam mieszkanie. Nie dalibyśmy rady mieszkać tam razem z niepełnosprawną mamą. Poza tym mój syn jest współwłaścicielem domu, z którym jest emocjonalnie związany. Dlaczego miałby go opuścić? Bo inni łamią jego prawa? Oczekiwaliśmy na rozstrzygnięcie sprawy w sądzie.
Mój syn nie ma mieszkania po babci. Mój syn jest współwłaścicielem domu.