Jak Rybniczanin z Grabowni zbudował największą stajenkę w Europie

Już nadszedł ten radosny czas. Odwiedzamy w kościołach stajenki i śpiewamy kolędy
Bogata tradycja wystawiania stajenek bożonarodzeniowych została zapoczątkowana przez świętego Franciszka z Asyżu (1181-1226). Dwa lata temu minęło 800 lat od czasu zbudowania przez świętego tej pierwszej. Dla niektórych tradycja szopek bożonarodzeniowych jest nieco infantylna. Sporo w tym prawdy, bo katolicyzm jest o wiele głębszy niż religijna obrzędowość, ale sporo też w tej ocenie niewiedzy. Warto zbadać historię bożonarodzeniowych szopek, tym bardziej, że największa z nich w Europie co roku pojawia się w Panewnikach za sprawą naszego pobratymca, franciszkanina Karola Ubalda Miery pochodzącego z Grabowni, dzielnicy Rybnika.
Karol Miera (1877-1916) był synem Mateusza i Marianny z domu Filec. Ochrzczono go w kościele parafialnym pw. MB Bolesnej w Rybniku. Ojciec nauczył Karola stolarki, którą bardzo lubił, ale jednocześnie fascynowało go życie zakonne franciszkanów, których widział w klasztorze na Górze Świętej Anny podczas licznych pielgrzymek. Karol Miera wstąpił do zakonu w 1899 roku i zamieszkał w klasztorze franciszkańskim na Annabergu, przyjmując imię Ubald, oznaczające silnego i odważnego ratownika. W tym czasie na Górnym Śląsku od dekad intensywnie rozwijał się przemysł, co wiązało się z rozbudową miast w których brakowało kościołów. Franciszkanie uzyskali zgodę władz kościelnych na budowę świątyni w Panewnikach, które były wtedy mikroskopijną wioseczką – jej nazwa pochodzi od panwi, metalowych naczyń, które wytwarzano w tej miejscowości od XVI wieku. Zakonnicy, budując kościół, wiedzieli, co robią, bo z czasem znalazła się on w środku gęsto zabudowanej dzielnicy Katowic.
Pierwszymi budowniczymi kościoła byli Tacjan Hańte i nasz pobratymiec – Ubald Miera. Później przyszli inni. Budowę kościoła rozpoczęto w 1906 i ukończono po dwóch latach – rezultat budzący zdumienie do dzisiaj. Wszystkie meble kościelne, w tym ławki, wykonał Ubald Miera z pomocnikami, jak również zbudował pierwszą w świątyni stajenkę w roku 1908. Tradycja zakonnika z Grabowni żyje tam do dzisiaj. Ubald Miera został powołany do wojska podczas I wojny światowej jako kapelan. W czasie służby na froncie odznaczono go i awansowano. Zakonnik z Grabowni niestety zginął 28 sierpnia 1916 roku we Francji. Strażnikiem pamięci o pracowitym franciszkaninie jest Józef Kolarczyk z Golejowa, autor cennej monografii szpitala psychiatrycznego w Rybniku. Badania nad dziejami rodziny Mierów prowadzi ostatnio daleki krewny zakonnika, Adam Miera z Czernicy, który przygotowuje materiały do publikacji. Część z nich znajduje się na założonej przez niego stronie internetowej:
Skąd pomysł świetego Franciszka z Asyżu, by budować bożonarodzeniowe stajenki? Przyszły święty urodził się w rewolucyjnych czasach. Przez Europę przetaczała się wtedy fala heretyckich buntów. Wśród najbardziej radykalnych były te organizowane przez albigensów (nazwa od miasta Albi we Francji) zwanych też katarami, czyli czystymi. Spontaniczne ruchy religijno-społeczne tamtego czasu były krytycznie nastawione do bogacących się i nieżyjących zawsze ewangelicznie duchownych Kościoła. Bunt był uzasadniony, ale wylano dziecko z kąpielą, wyznając w praktyce religię Zaratustry (spotyka się też pisownię Zoroaster, Zaratusztra i inne), twierdzącego, że to co materialne, w tym ciało, to dzieło złego boga-szatana. Katarzy postulowali radykalne odcięcie się od ciała i wszystkiego co materialne, po to by wyzwolić duszę. Średniowieczni buntownicy praktykowali więc ścisłą ascezę, wytykając jednocześnie Kościołowi materializm. Na terenach słowiańskich ten typ buntu i inspirację dla zachodnich katarów, reprezentowali nieco wcześniej bogomilcy (nazwa od frazy bogu mili) – część z nich praktykowała nudyzm i udział w orgiach. Praktyka taka miała prowadzić do takich samych skutków jak asceza, inna była jedynie metoda docierania do duchowości. Chodziło o to, by wyczerpać siły ciała po to, by później można było oddać się bez niepokoju bodźców zmysłowych modlitwie i kontemplacji.
Powstanie zakonu franciszkańskiego jest reakcją na wspomniane powyżej ruchy społeczno-religijne. Oglądając bożonarodzeniowa stajenkę widzimy średniowieczną polemikę z katarami, bogomilcami i wyznawcami zaratustrianizmu. Franciszkanie przywrócili Kościołowi ideał ubóstwa, wytrącając katarom i innym argument na rzecz buntu, w tym również społecznego. Pastuszkowie i inni prości ludzie są przedstawiani w stajenkach bożonarodzeniowych, by wyrazić chrześcijański sens o przyjściu Chrystusa do wszystkich, w tym do ubogich. Eksponowanie Boga-dziecka i jego ziemskich rodziców w stajence ma sens teologiczny dotyczący tego co materialne i cielesne. Te dwa elementy nie są dziełem złego boga, wroga sił jasności. Gdyby było inaczej, Bóg nie objawiłby się jako człowiek. Po jego narodzinach jest jednoznaczne to, że wartością może być wszystko to, co z ciałem związane, czyli emocje, rodzina, praca. Chrystus przyszedł na świat, chce powiedzieć bożonarodzeniowa stajenka świętego Franciszka, nie by go potępić, ale pokazać, że wszystko w nim może być nasycone duchem. W świetle niektórych nowszych badań kulturowych, co potwierdza intuicję teologiczną świętego Franciszka, niewinnie wyglądający w stajence pastuszkowie byli nierzadko ludźmi z marginesu społecznego trudniący się rozbojem, gwałtami i kradzieżami. Ich obecność w stajence bożonarodzeniowej jest więc manifestacją Boga-człowieka, który przyszedł również do świata patologii, tej społecznej i tej drzemiącej w nas (Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają; Mat. 9,12), pokazując, że nie wszystko jest stracone i w każdej sytuacji jest możliwe szczęśliwe zakończenie, nikt nie jest skreślony – o ile jest otwarty na szczodrą wielkoduszność tego, który zamienia wodę w wino i czyni to w nadmiarze.
W stajence byli też Trzej Królowie, którzy wcale królami nie byli, ale to opowieść na inny czas. Gloria in excelsis Deo, bo Wszechmocny nas lubi, mimo tego, że jesteśmy wybrakowani.



