Kapusta dla Prezydenta Kuczery

Jakiś czas temu ustaliliśmy, że w poczet genialnych osiągnięć ludzkości można zaliczyć: odkrycie ognia, wynalezienie koła, twórczość Chopina, lot na księżyc, żur śląski, kawę ziarnista/ kawę zbożową, skuter, punkrock oraz ukraińskie szare mydło
Tylko ze względu na wrodzoną skromność nie wymieniam tutaj mojej osoby. No bo po co też mamy mówić o rzeczach oczywistych…?
(żarcik taki)…
W każdym razie w międzyczasie pojawiła się kolejna genialna rzecz – marynowana kapusta! Tak. Nie kiszona, ale właśnie marynowana. Kiedy kupiłem ją pierwszy raz i otworzyłem do obiadu, to z Mamą poszliśmy po całości – tak do dwóch trzecich całego kilogramowego kubełka. To się nie da zatrzymać. Uzależnia w zwidzie konsumpcji jak słone paluszki.
Wymyśliłem sobie, że będzie współgrać z krupniokami. I tak też było w istocie. Nazwałem to arytmią smaku – odmienne tony dla kubków smakowych, które wspaniale jednak się uzupełniają. Za niespełna dwadzieścia pięć zeta dwoje ludzi może się najeść do syta. Uczta przy tym jak na królewskim dworze. Raj dla podniebienia.
Corocznie w mieście Mortagne au Perche w Normandii odbywa się Foire au Boudinto, czyli festiwal kaszanki. Tylko że Francuzi o kiszce wiedzą niewiele. Argumentem niech będzie, że robią do tego sosy lub dodają do niej mąki oraz czasami ryżu. Krupniok z mąką i ryżem (sic!). No cóż – być może to wersja dla Azjatów gromadnie odwiedzających ten festyn. Natomiast my Polacy jesteśmy w przyrządzaniu kiszki arcymistrzami. Wspomnę tylko jedne, wyrabiane pod Wadowicami, które faszerowane były dodatkiem papryki i czosnku niedźwiedziego. Proszę nie ślinić ekranów! Żelazną zasadą jest smażenie ich na smalcu – na oleju to profanacja. Uchylę trochę rąbka mojej kuchennej tajemnicy – zawinąć w aluminiową folię w środku z cebulą, ćwiartkami jabłka i odrobiną czosnku (oczywiście naszego harnasia). Smacznego!
Do pieczonych krupnioków mam genetyczną słabość, bo mój Pradziadek Wiktor Kopiec swoją karierę zaczął jako młody chłopak, który się dogadał z rzeźnikiem i na Rybnickim Targu (zawsze z wielkiej litery) ciepłe krupnioki sprzedawał. A potem został jednym z najzamożniejszych Rybniczan i jak już był bogaty, to postawił wypasioną rodzinną kamienicę na Sobieskiego, a Rybniczanie prześmiewczo nazwali ją Długą Kiszką (stoi do dziś). Nic złośliwego w tym nie było, bo przedsiębiorczość zawsze się tutaj ceniło. No ale przyszli polskojęzyczni komuniści i znacjonalizowali cały majątek. Natomiast komuchy, te obecne, poprzez dupilion regulacji prawno-administracyjnych podobne kariery uniemożliwiają. Nie tylko zaradnym chłopcom, ale również ambitnym dziewczętom. Ot wolność gospodarcza, ale tylko dla korporacji. Obecnie kreatywnie to co najwyżej można siedzieć na tyłku i dotację dostać (tutaj gromadnie powinniśmy złożyć należyty pokłon w stronę senatora Masłowskiego).
Szkoda gadać.
1 stycznia tego roku Branice uzyskały prawa miejskie. W pierwszym wywiadzie udzielonym mediom świeżo upieczony Burmistrz (Pan Sebastian Baca) zapowiedział zamiar utworzenia miasta targowego. Nie dziwi nic – blisko granica z Czechami i będą kupujący na masową skalę. Czy znalazł by się ktoś uczynny i podsunął ten tekst Prezydentowi Kuczerze? Bo między Branicami a Rybnikiem niewiele różnic – wspólny mianownik Szpitali Psychiatrycznych, obydwa miasta usługowe, blisko czescy sąsiedzi szukający niższych cen itd. Jest jednak zasadnicza jedna różnica – my akurat mamy pół tysiąca lat tradycji targowej. Tutaj nam z taką historią nie tylko Branice, ale nikt w Europie nie może podskoczyć. Rozkręcić natomiast Rybnicki Targ (zawsze z wielkiej litery) z takim zasobem można na tysiące sposobów. Żadnej w tym stwierdzeniu nie ma przesady. Będą przyjeżdżać i bracia Czesi, i Śląsk cały. Mówię serio.
Na zakończenie deklaracja – łatwo mnie znaleźć na Messenger. Jak ktoś ma ochotę spróbować marynowanej kapusty niech da znać – przywiozę od człowieka, który ma patent na ten specjał. Nie chcę zarobić – sprzedam za tyle, za ile kupię. Pragnę byście zjedli zdrowo i ze smakiem.
Panie Prezydencie Kuczera! Panu również dowiozę. A dobrą kiszkę dostaniecie u Pani Ewy na Buczka (dla niekumatych – obecnie Świętego Antoniego) lub w sklepie na Widoku we wtorki (ciepłe jeszcze z rana) – to zaraz obok baru, gdzie siedzą chłopaki. Nie znacie chłopaków? Każdy ich zna 🙂… (żarcik taki).
PozdROW!
(bez wodoru)




Kapusta zaiste przepyszna,choć oczywiście ma mniej walorów zdrowotnych niż kiszona,ale kto by się tym przejmował?Kto raz spróbuje ten przepadnie z kretesem.Para z krupniokiem idealna,jak czajnik z wodą😉Pozdrawiam serdecznie 😘