Kohut bez zasiłku

Rzadko piszę publicystykę, ale ubawiony jestem po pachy więc postanowiłem zrobić wyjątek. Wyjątek duży, bo nie zajmuję się polityką. Ale po prostu nie wytrzymałem
Okazało się bowiem, że tutaj – na portalu row.info – współwłaścicielem jest Pan Roman Fritz. Ja tego faktu nie miałem świadomości. Piszę te swoje felietony za darmo, spełniając się, i traktując to jako kreatywne hobby, znając jedynie naczelnego, czyli Poloka. W zamian Paweł gwarantuje mi pełną swobodę wypowiedzi, większą niż daje choćby cenzorski Facebook, gdzie stosowano wobec mnie shadow ban, tym samym znacznie ograniczając zasięgi moich wpisów. No i bach! Okazuję się, że współwłaściciel Fritz jest również posłem i rzecznikiem prasowym Konfederacji Korony Polskiej, którą rządzący rozważają zdelegalizować. Więc znów mogę być nielegałem. Kurde! Który to już raz?
Czasy mamy mało wymagające. To naprawdę nie trzeba należeć do tuzów intelektu, by zabłysnąć na tle wypowiedzi duetu Joński – Szczerba lub posłanki Jachiry. Albo uchodzić za niezależnego dziennikarza w porównaniu do działań pracowników medialnych pokroju Wysocka-Sznepf, Dobrosz-Oracz lub tych kilku ze stajni TV Republika. Przykładem niech tutaj też będzie Krzysztof Stanowski konsekwentnie odmawiający zaproszenia właśnie braunów do swojego ponoć ultraniezależnego Kanału Zero. John Lydon stwierdził kiedyś, że:
Musi istnieć chłam by móc dostrzec rzeczy wzniosłe.
Tak więc obecnie można być wybitnym przy małym nakładzie pracy własnej. Bo chłam jest w przeważającej części otaczającą nas rzeczywistością – wręcz obowiązującą już normą (żeby była jasność: Stanowskiego jednak do tej normy nie zaliczam).
Odpaliłem niedawno telewizor. I to był błąd. Trafiłem na coś, co nazwano Kwiatki Polskie. Nie przypuszczałem, że można aż tak. Aż tak bardzo. Poczułem się jak w zapchanym Toi Toiu. Przy lekkim uśmiechu prowadzącej, okraszone niby dowcipem, z zacięciem yntelektualnym, ale na siłę, bo usteczka ściśnięte w wąską kreskę, leciała niechęć i szyderstwo wobec ludzi o odmiennych poglądach, niż własne. Wszystko z tym tępym, bo niczym nie uzasadnionym poczuciem wyższości. Czyli zaspokajanie najmniejszych instynktów. Większość moich uzależnionych podopiecznych podczas rozmowy nie potrafi patrzeć prosto w oczy. Tutaj prowadząca nie potrafiła patrzeć nawet w obiektyw kamery. W każdym razie z ekranu sączyła się pogarda – najbardziej wredna forma agresji. I wy naprawdę macie czelność mówić cokolwiek o mowie nienawiści?!
Puśćmy wodzę fantazji – a gdyby tak zdelegalizować kłamstwo. To taki Łukasz Kohut zostałby bezrobotnym. Na dodatek bez prawa do zasiłku. Przesada? Przykład pierwszy z brzegu – na potrzeby pozostania führerem autonomistów nie tak dawno stwierdził, że jego świętej pamięci Babcia za mówienie po śląsku dostawała w szkole linijką po rękach. No dobrze. Ja też dostawałem. Tylko że w pamięci Rybniczan Ś+P Pani Irenka zachowała się jako osoba wysoce religijna. Nie przeszkadza to wnuczkowi plucia na katolików i ich Kościół. Tutaj akurat zapchany Toi Toi z pełnym konglomeratem smrodu.
Pana poglądy są wstrętne, ale oddałbym życie, by mógł je pan wygłaszać.
Właśnie w ten sposób mam z Grzegorzem Braunem- w wielu kwestiach z nim mi nie po drodze. Co do drugiej strony, to powyższe stwierdzenie Voltaire nie ma zastosowania, bo te wszystkie postacie kohutopodobne po prostu poglądów nie mają. Znaczy się mają, ale na bieżące potrzeby. Potrzeby jednak są co rusz, co chwilę, co moment, czytaj – co wywiad. Przy okazji oni naprawdę się łudzą, że jak zdelegalizują partię, to znikną również zadeklarowani jej wyborcy. Otóż uzmysłowić sobie powinni, że w dużej części ludzie, którzy chcą głosować na Brauna lub Fritza wcale nie muszą podzielać światopoglądu obu Panów. Szukać mogą czegoś innego – jasnego przekazu. No i tę emanację dostają wbrew stronie przeciwnej, która charakteryzuje się elokwencją, dobrym i poprawnym tonem, ale meritum w tym nie ma absolutnie żadnego – słowotok pozbawiony treści. Dlatego prostota jest śmiertelnie niebezpieczna. Nie tylko dla rządzących.
Wiem, co mówię, bo wychowywałem się za komuny na punkrocku. Tym sposobem jestem zawsze na indeksie choć darmowy jak Linux. Mam również pełną świadomość, że bywam przez to, oględnie rzecz ujmując, nielubiany (o co akurat nie zabiegam). Nieskomplikowana, co wcale nie znaczy, że nie trudna filozofia życiowa – wśród ludzi nieść głowę wysoko, ale nie mieć przy tym zadartego nosa. Tutaj dotykamy sfery odpowiedzialności za swoją postawę i głoszone poglądy, a to już temat na inne rozważania, bo uważam, że największym przekleństwem obecnych czasów są niebieskie od ekranów potoki słów odjętych od ciała. Pewne jest jedno – nazywanie obecnie rzeczy po imieniu, takimi jakimi akurat są, trąci o heroizm, bo możni władcy tego świata robią wszystko by znaczenie już niemal wszystkiego było rozmyte i zakłamane…




Kule, to sie mianuje „samozaorani” Panoczku Piotrowski! Summa: Wolność, ale yny do swoich, bo to co inksi gŏdajōm, to nic wert, kiej sie snimi Piotrowski nie zgŏdzajōm..
Jak to młodziany godajōm: żal.pl.
A myśloł żech po inkszych tekstach, co jednak Autor ni ma taki zaczadzōny…
Z inkszej beczki: Kohut ni ma Führerym autōnomistōw, ni ma go we RAŚ 😉
Durś szykownie się mianujecie. 🙂
Gańba jakoś?