Historia

Koleżanka wujka zidentyfikowała czaszkę Hitlera. Niesamowita historia pod Raciborzem

Podróże kształcą. Ta prawda jest niepodważalna a wymaga jedynie doprecyzowania: podróże kształcą podróżujących i tych, którzy ich goszczą

Richard Brook z San Diego w Kalifornii po raz kolejny, wraz ze swoją żoną Anne, postanowił odwiedzić Racibórz, miasto swoich przodków. Tym razem jednak wybrał się również do pobliskiej Żytnej w gminie Lyski, po to by poznać nieznaną dotąd część losów swojej rodziny.

Richard Brook jest emerytowanym archeologiem. Jego ojciec był dentystą w przedwojennym Raciborzu, później Gdańsku. Dentystą był również jego stryj, Fedor Bruck, który praktykował w Legnicy. Współpracownicą Fedora Brucka była Kathe Hausermann, późniejsza asystentka Hugona Blaschke, osobistego dentysty Adolfa Hitlera. I to właśnie ona zidentyfikowała czaszkę dyktatora po tym jak żołnierze Armii Czerwonej znaleźli jego spalone zwłoki w berlińskim bunkrze. Współpraca z Armią Czerwoną nie ocaliła Kathe Hausermann przed dziesięcioletnim zesłaniem na sowiecką Syberię. Jej relacja dotycząca identyfikacji czaszki Adolfa Hitlera została zapisana przez wuja Richarda Brooka i opublikowana na blogu ( https://bruckfamilyblog.com/author/rbrook1007roadrunner-com/ ), podobnie jak 400 innych równie niezwykłych i prawdziwych historii, między innymi tej dotyczącej światła ze Śląska, o czym pisaliśmy na stronach naszego portalu ( https://row.info.pl/nawet-w-odbycie-swieci-swiatlo-ze-slaska/)

Bezpośrednim przodkiem Richarda Brucka był raciborski Żyd, Samuel Bruck, właściciel największego w mieście hotelu „Książę Pruski”. W budynku tym w XIX wieku mieszkali najznamienitsi goście Raciborza, między innymi Johann Strauss, król belgijski i wielu innych. Hotel zniszczyła Armia Czerwona, a jego resztki rozkradziono po wojnie – najprawdopodobniej część cegieł budynku przeznaczono na odbudowę Warszawy. Richard Brook wybrał się do Raciborza w tym roku, między innymi po to, by przekazać lokalnemu muzeum pozostałości po wyposażeniu nieistniejącego hotelu, głównie komplety sztućców.

Źródłem mojej znajomości z Richardem Brookiem jest tworzona monografia historyczna Żytnej. Jej autorka, Iwona Witt, poprosiła mnie o kwerendę archiwalną, skutkiem której dotarłem do informacji w archiwalnych księgach wieczystych, o tym, że współwłaścicielem karczmy w Żytnej w połowie XIX wieku był Jonas Bruck. Dalsze poszukiwania doprowadziły do odkrycia niezwykle bogatego i cennego blogu Richarda Brooka z San Diego, na którym istnieją wpisy o bracie Samuela, Jonasie Brucku, dentyście z Raciborza a później z Wrocławia. Narzucający się wniosek z lektury blogu był taki, że współwłaściciel karczmy w Żytnej jest bratem hotelarza i krewnym autora wpisów. W konsekwencji zawarłem znajomość korespondencyjną z Richardem Brookiem, przesyłając mu kopię księgi wieczystej dokumentującą własność Jonasa Brucka w Żytnej. Amerykanin z San Diego z lekką rezerwą przyjął moje założenie, że Jonas Bruck był w posiadaniu karczmy w Żytnej. Rezerwa wynikała z przekonania, że prowadzenie karczmy było raczej degradujące dla kogoś, kto w XIX wieku był dobrze wykształcony i dysponował umiejętnościami medycznymi. Broniąc mojej hipotezy, założyłem że Jonas Bruck mógł być jedynie formalnie współwłaścicielem nieruchomości w Żytnej, co było formą ulokowania kapitału. Richard Brook, jak rasowy naukowiec, przesłał fragment księgi wieczystej do wnikliwego tłumaczenia w Niemczech i okazało się, że w jej zawartości jest informacja o tym, że Jonas Bruck jest dentystą. Słowem hipoteza okazała się prawdziwa i Richard Brook ucieszył się z nowej wiedzy o swoich przodkach, po czym poinformował o znaleziskach bezpośrednich potomków Jonasa Brucka w Wielkiej Brytanii. Nie znali tego fragmentu przeszłości swojej rodziny. Poszukiwania dotyczące przeszłości Żytnej w gminie Lyski doprowadziły do odkrycia skarbnicy wiedzy o raciborskich Żydach za oceanem. Dzięki blogowi Richarda Brooka miasto i jego okolice odsłaniają zatartą przeszłość.

Kiedy Richard Brook wraz z żoną pojawili się w mieszkaniu Iwony i Aureliusza Wittów w Żytnej, rozpoczęła się długa wymiana informacji i archiwalnych zdjęć. Richard sfotografował miejsce po nieistniejącej już karczmie (spaliła ją Armia Czerwona w 1945 roku). Gościom z Ameryki w mieszkaniu Wittów towarzyszyli Katarzyna Karaś z mężem. Oni z kolei opowiedzieli o Marszu Śmierci oświęcimskich Żydów. W Żytnej jest pomnik tej tragedii a Katarzyna Karaś jest wnuczką niegdysiejszego dyrektora szkoły w Żytnej, Michała Mencla, więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych, który po wojnie doprowadził do odbudowy pomnika powstańców śląskich, jak również upamiętnienia na tym samym monumencie pamięci ofiar Marszy śmierci – ostatnio ten pomnik odnowiono. Jest on dla Katarzyny Karaś znaczący nie tylko ze względu na upamiętnione tam ofiary, ale ze względu na dziadka jest prawie osobistą pamiątką po nim. Amerykańcy goście wysłuchali opowieści wnuczki dyrektora szkoły i ruszyli w dalszą drogę, mijając dawny sierociniec Polednika w Lyskach, odwiedzając malowniczy dworek w Czernicy. Po dobrym Leśniej Ostoi w Niewiadomiu przyszedł czas na podziwianie Bramy Morawskiej z punktu widokowego w Pogrzebieniu. Wygodne ławki i leżaki pozwoliły na zwolnienie tempa zwiedzania okolicy i nieco luźniejsze rozmowy o wszystkim. Na gościach z San Diego Polska robi wyjątkowo dobre wrażenie. Patrząc na mijane budynki, samochody i drogi nie widzą różnic pomiędzy Polską, Niemcami, czy Francją. Czy Amerykanie mieli jakąś wiedzę o Polsce przed przyjazdem? Richard Brook był głównie skupiony na historii rodzinnej, Anne wiedziała mniej, ale oboje z zainteresowaniem zadawali pytania o całą Polskę, tę współczesną i dawną. Nie do końca mieli świadomość, że Racibórz i Rybnik były przed wojną w różnych państwach. Wiedzieli o Kościuszce i coś nieco o pomniku Szalonego Konia, który od trzech pokoleń jest rzeźbiony w Południowej Dakocie, ale zaskakujące dla nich było to, że powstająca i najwieksza rzeźba świata jest wspólnym przedsięwzięciem Indian i polskiej rodziny Ziółkowskich. Zabawnym zaskoczeniem dla Amerykanów było również to, że kapitana Smitha wcale nie uratowała Pocahontas, a polscy rzemieślnicy, którzy budowali Jamestown zanim do jego brzegów przybił Mayflower z pielgrzymami z Europy…Richard Brook opowiadał z kolei o nieznanych nikomu mieszkańcach Górnego Śląska, którzy opuścili miejsce swojego urodzenia i ruszyli w świat, zostawiając w nim swoje ślady – kolejne potwierdzenie tego, że warto zaglądać do jego tekstów umieszczonych w Internecie. Bezpośrednie rozmowy i podróże są bezcenne oraz zaskakujące. Spotkanie w Żytnej było planowane od dłuższego czasu i wydawało się, że zaskakujących elementów będzie niewiele. Spotkania z ludźmi są jednak chyba zawsze w jakiejś mierze zaskakujące. Podobnie było i tym razem. Na zdjęciu zrobionym w Żytnej od lewej są widoczni: Richard Brook z żoną, w środku siedzi Iwona Witt, autorka monografii, obok Katarzyna Karaś, wnuczka byłego dyrektora szkoły w Żytnej, po prawej autor niniejszego tekstu, obok niego – Piotr Karaś, mąż Katarzyny Karaś. Kto robi zdjęcie? To historia na zupełnie nowy, obszerny artykuł o wędrówkach i wojnie w Afganistanie, o tym jak Afgańczycy uczyli się polskiego oraz ile mamy wszyscy w Polsce do zawdzięczenia tamtejszym mieszkańcom. Richard Brook wraz z żoną dowiedzieli się tego w Żytnej i opowiedzą o tym w San Diego. Czytelnicy niniejszego portalu muszą uzbroić w odrobinę cierpliwości, bo dowiedzą się tego nieco pózniej, chyba że wcześniej pojadą do Żytnej albo Kalifornii.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button