Komu przeszkadza wolność słowa? Lewica atakuje radnych za obecność na pikiecie

W Rybniku trwa polityczna burza po sobotniej pikiecie środowisk pro-life przed miejską biblioteką
Lewicowe środowiska i część organizacji społecznych domagają się ukarania radnych za udział w zgromadzeniu; złożyły już zawiadomienie do prokuratury. Spór jednak szybko przestał dotyczyć samej pikiety – coraz częściej pojawia się pytanie, czy w tej sprawie nie chodzi przede wszystkim o próbę uciszenia niewygodnych poglądów.
Pikieta i reakcja przeciwników
Protest odbył się 7 marca przed Biblioteką Publiczną w Rybniku, gdzie trwał tzw. Babski Comber – wydarzenie organizowane przez środowiska związane z Rybnicką Radą Kobiet i Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet. Wśród zaproszonych gości była m.in. ginekolożka Gizela Jagielska, znana z publicznego popierania legalnej aborcji.
Przed budynkiem biblioteki pojawili się działacze pro-life, którzy sprzeciwiali się wydarzeniu. Podczas pikiety prezentowano transparenty i banery, a część uczestników modliła się na różańcu. W zgromadzeniu uczestniczyli także miejscy radni: Andrzej Sączek, Andrzej Wojaczek oraz były radny Michał Chmieliński.
To właśnie ich obecność stała się jednym z głównych powodów skargi złożonej przez stowarzyszenie „Za Wcześnie”, które wspiera rodziców po stracie dzieci. Organizacja zarzuca uczestnikom pikiety epatowanie drastycznymi obrazami i domaga się konsekwencji wobec radnych.
Sprawa trafiła do magistratu oraz do organów ścigania. W zawiadomieniu powołano się m.in. na przepisy dotyczące wykroczeń związanych z nieobyczajnym wybrykiem, a także na przepisy kodeksu karnego dotyczące propagowania treści totalitarnych.
Spór o granice debaty publicznej
Krytycy działań stowarzyszenia podnoszą jednak argument, że w całej sprawie chodzi przede wszystkim o próbę ograniczenia prawa do protestu. Pikieta była zgromadzeniem publicznym, a jej uczestnicy – jak podkreślają obrońcy protestu – korzystali z konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów.
W tej interpretacji zarzuty wobec radnych są próbą politycznego nacisku. Sam fakt obecności na zgromadzeniu – nawet jeśli budzi ono kontrowersje – nie oznacza przecież naruszenia prawa ani godności urzędu.
Michał Woś: To próba politycznego wykorzystania sytuacji
Do sprawy odniósł się także poseł Michał Woś. W jego ocenie cała sytuacja pokazuje, jak bardzo zmienił się sens wydarzeń organizowanych z okazji Dnia Kobiet.
Jestem zszokowany tym, że Święto Kobiet zamiast brać na sztandary piękne, wartościowe i mądre Polki – zamiast mówić o bohaterce Ince, o wartościach, o Marii Skłodowskiej-Curie czy o współczesnych kobietach, które naprawdę poświęcają swoje życie dla innych – zostało wykorzystane przez władze miasta i bibliotekę publiczną do organizacji tego rodzaju wydarzenia. To spotkanie, które po pierwsze celowo wzbudza emocje, a po drugie pokazuje skrajne antywartości – powiedział
Poseł podkreśla, że jego zdaniem protest był naturalną reakcją na wydarzenie w bibliotece.
Pokazywano ludzi, którzy zabijają zastrzykiem chlorku potasu maleńkie dzieci, a później jeszcze się tym publicznie chwalą. W takiej sytuacji protest jest działaniem słusznym. Tym bardziej że – według relacji, które widziałem – na transparentach nie było ani jednego kłamliwego sformułowania. Dlatego równie zasadne wydaje się złożenie zawiadomienia do prokuratury wobec tych, którzy promują aborcję. Promowanie aborcji zachęca do niej, a to jest przestępstwo – stwierdził
Zapytany, czy cała sprawa może być próbą uciszenia przeciwników ideologicznych, Woś odpowiedział:
Moim zdaniem mamy do czynienia z próbą politycznego wykorzystania sytuacji. Nie znam organizatorów tej – moim zdaniem – obrzydliwej debaty w bibliotece publicznej. Jednak patrząc na skutki ich działań i na negatywne emocje, które wywołują, jestem przekonany, że nie jest to przypadek. Błogosławieni są ci, którzy niosą pokój, a nie wywołują zamęt. Tymczasem te środowiska zamiast mówić o pięknie, dobru i prawdzie, koncentrują się na sprawach, które dzielą społeczeństwo.
Do sprawy odniósł się też radny Andrzej Sączek w poniższym materiale video.
Polityczna burza dopiero się zaczyna
Sprawa pikiety w centrum Rybnika może mieć dalszy ciąg. Zawiadomieniem zajmą się organy ścigania, a skarga na radnych trafi do komisji skarg, wniosków i petycji Rady Miasta.
Niezależnie od decyzji urzędników i prokuratury jedno jest pewne – spór o aborcję po raz kolejny pokazał, jak głębokie są podziały w polskim społeczeństwie. Dla jednych była to kontrowersyjna, ale dopuszczalna forma protestu. Dla innych – przekroczenie granic debaty publicznej. Pytanie, które coraz częściej pada w Rybniku, brzmi jednak inaczej: czy walka z przeciwnikami ideologicznymi nie zaczyna dziś oznaczać walki z samą wolnością słowa.



