Koza może otwierać szampana. „To blamaż Morawieckiego i jego PiSowskiej kliki”

Sąd powiedział jasno Nie było udowodnionego zagrożenia. Dziś w Rybniku Marcin Koza – właściciel klubu Face 2 Face – usłyszał wyrok wraz z obszernym uzasadnieniem
Na tę sentencję Marcin Koza czekał ponad 1400 dni. Sąd Okręgowy w Rybniku uniewinnił go od zarzutu sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez otwarcie lokalu w czasie pandemii COVID-19. Wyrok jest nieprawomocny.
Dziś będą strzelać korki od szampanów – powiedział nam tuż po wyjściu z sali sądowej przedsiębiorca
To zwycięstwo normalnych ludzi oraz blamaż Morawieckiego i jego PiSowskiej kliki – dodał jeden z obecnych na sali mężczyzn
Sąd: nie wystarczy złamać zakazów
Kluczowym punktem uzasadnienia sędzi Barbary Wajerowskiej-Oniszczuk było stwierdzenie, że do przypisania winy z art. 165 kodeksu karnego nie wystarczy samo złamanie zakazów pandemicznych. Konieczne jest udowodnienie, że oskarżony swoim działaniem realnie sprowadził zagrożenie powszechne, a nie jedynie hipotetyczne.
Niebezpieczeństwo o charakterze powszechnym musi być realne, a nie abstrakcyjne. Potencjalne i hipotetyczne zagrożenia nie wystarczają do przypisania winy – tłumaczyła sędzia w ustnym uzasadnieniu.
Prokuratura twierdziła, że w styczniu i lutym 2021 roku w Face 2 Face zorganizowano kilka imprez z udziałem 224 osób, które nie przestrzegały dystansu ani nie nosiły maseczek. Śledczy wskazywali, że mogło to doprowadzić do szerzenia się koronawirusa.
Sąd jednak nie znalazł dowodów na to, że podczas wydarzeń w klubie uczestniczyły osoby zakażone lub że doszło do transmisji wirusa.
Biegli: „zagrożenie mogło być, ale go nie było”
W procesie kluczową rolę odegrały opinie biegłych z zakresu epidemiologii. Sąd przytoczył tzw. łańcuch epidemiologiczny: aby mogło dojść do szerzenia choroby zakaźnej, muszą wystąpić jednocześnie trzy ogniwa – źródło zakażenia, mechanizm przenoszenia oraz osoby wrażliwe.
W tej sprawie nie ustalono ani jednego potwierdzonego źródła zakażenia wśród uczestników imprez – podkreśliła sędzia.
Z opinii wynikało również, że dane sanitarne nie potwierdzają wzrostu zachorowań po wydarzeniach w Face 2 Face. Tylko dwie osoby, które kiedykolwiek bywały w klubie w tym okresie, przebywały na kwarantannie – ale w terminach niezwiązanych z imprezami.
Akt oskarżenia nieprzekonujący
Wajerowska-Oniszczuk zwróciła uwagę na nieprecyzyjność aktu oskarżenia. Prokurator powołał się na art. 165 §1 pkt 5 k.k., który wymaga wykazania „innych szczególnie niebezpiecznych okoliczności”, a tymczasem w opisie czynu używał argumentacji typowej dla pkt 1 – szerzenia choroby zakaźnej.
Sąd miał wrażenie, że oskarżenie jest niespójne i nie daje podstaw do przypisania winy – zaznaczyła sędzia.
Nieodpowiedzialne? Tak. Przestępstwo? Nie
Choć sąd nie miał wątpliwości, że Koza złamał ówczesne obostrzenia i jego postawa była kontrowersyjna z punktu widzenia zdrowia publicznego, to nie można jej uznać za przestępstwo w rozumieniu kodeksu karnego.
Zagrożenie było możliwe, ale nie zostało udowodnione – stwierdziła sędzia.
W konsekwencji sąd uniewinnił Marcina Kozę i zasądził na jego rzecz zwrot kosztów obrony w wysokości 4870,80 zł, które wypłaci Skarb Państwa.
„To wygrana wszystkich ludzi”
Koza przyznał, że proces kosztował go wiele zdrowia i nerwów. – Czuję, że wygrało prawo, a nie chaos, który obowiązywał w tamtym czasie. To nie tylko moja wygrana, ale wszystkich zwykłych obywateli, którzy bali się stanąć face to face z systemem – powiedział.
Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach ma teraz prawo wnieść apelację.



