Historia

Królowie ze Wschodu, a Melchior z Annabergu

Król wszechrzeczy przyszedł do wszystkich i do tych ze społecznych dołów, i do tych z wyżyn. Poza chłopskimi pastuszkami w stajence byli Trzej Królowie

Ślad po tym uniwersalizmie brzmi w naszych kolędach. Do szopy hej pasterze, do szopy, bo tam cud jest utworem pochodzącym z kultury ludowej a Mędrcy świata, monarchowie to kolęda XVII- wieczna wyrastająca z kultury szlacheckiej. Największa stajenka europejska zbudowana wewnątrz świątyni pojawia się corocznie w katowickich Panewnikach i jest skutkiem inicjatywy franciszkańskiego mnicha z rybnickiej Grabowni, Ubalda Miery, którego korzenie społeczne są chłopskie. Nie byłoby jej jednak zakonników w Panewnikach, gdyby nie ich arystokratyczny dobroczyńca Melchior Ferdynand Gaschin (1581-1665), twórca klasztoru franciszkańskiego na Górze Świętej Anny.

Historia z Trzema Królami jest intrygująca. Tak nazywa ich tradycja, zaś Ewangelia według Świętego Mateusza mówi o mędrcach, którzy przybyli ze Wschodu, idąc za gwiazdą i gdy dotarli do miejsca gdzie było dziecko: Upadli na kolana i oddali mu hołd. Otworzyli swe szkatuły i ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. Według tradycji mędrcy nosili imiona Kacper, Melchior i Baltazar i pochowano ich szczątki znalezione w Persji w XI wieku w katedrze Najświętszej Marii Panny i Świętego Piotra w Kolonii. Kto leży w niemieckiej katedrze może budzić uzasadnione wątpliwości, ale są one bez większego znaczenia dla samej historii o mędrcach. Pismo Święte tylko czasami jest kroniką wydarzeń. Jego istotą jest opowieść o sensie życia i o Bogu. Pismo używa metafor i przypowieści, więc bardzo prawdopodobne, że historia o Trzech Królach wymaga wyjścia poza dosłowność. Mędrcy ze Wschodu wyglądają na astrologów z dalekiej Babilonii. Astrologowie w tamtym czasie obserwowali gwiaździste niebo, by mieć materiał do budowania horoskopów. Wierzono w tamtej kulturze, że los ludzi jest zdeterminowany układem planet i żywiołów zwanych też elementami albo esencjami. Wyróżniano cztery żywioły z których zbudowana jest rzeczywistość: ogień, woda, powietrze i ziemia. Poza nimi istniała pozamaterialna siła spajające te żywioły, którą nazywano żywiołem piątym – kwintesencją. Znaków zodiaku wymieniano wtedy, jak i dzisiaj, dwanaście i podzielono je na cztery grupy. Każda z grup rządzona była jednym z żywiołów. Przykładowo Lwy, Barany i Strzelce rządzone są żywiołem ognia, co w starożytnej astrologii determinowało charakter ludzi spod tych znaków – byli ogniści. Ewangeliczna opowieść o Trzech Królach wygląda na zapis nawróconych na chrześcijaństwo astrologów i opowieść ta wyrażona jest w języku ich profesji. Dary które przynieśli mogą symbolizować trzy żywioły, narodzony Chrystus – żywioł czwarty, co razem tworzy pełnię rzeczywistości. Złoto jest ziemią, bo z niej pochodzi, kadzidło – ogniem, bo musi się palić, mirra- powietrzem, bo pachnie a Chrystus jest wodą, bo daje do siebie dostęp między innymi poprzez chrzest. Do celu mędrców doprowadziła kosmiczna siła – gwiazda, czyli esencja. Interpretacja taka jest zgodna z chrześcijańską teologią, która mówi, że Chrystus nie przyszedł na świat, by go zbudować na nowo, ale po to, by go uzupełnić. Zasada ta jest obecna w symbolicznej dacie narodzin Chrystusa, która jest nałożona na pogańskie i naturalne święto przesilenia – od tego dnia światła słonecznego zaczyna być więcej. Podobnie jest z przesileniem letnim – 24 czerwca, dniem narodzin świętego Jana Chrzciciela, krewnego Chrystusa zapowiadającego jego przyjście.

Poza symbolami astrologicznymi w opowieści o Trzech Królach są ukryte inne znaczenia. Boga można znaleźć nocą, czyli w ciszy, samotności, czasie kryzysu, zagubienia itd. Bóg jest dzieckiem, czyli jego obecność nie jest natarczywa i przytłaczająca. Boga, podobnie jak bezbronne dziecko, można otoczyć opieką i oddać mu swój czas oraz energię, ale można go też zignorować, wyśmiać a nawet nawet odrzucić. Bóg szanuje naszą wolność.

Jednym z lokalnych, górnośląskich królów oddający hołd Dzieciątku jest dobroczyńca franciszkanów z Góry Świętej Anny – Melchior Ferdynand Gaschin (1581-1665). Klasztor który zbudował ów arystokrata był miejscem z którego do Panewnik przyszedł wspomniany powyżej Ubald Miera z rybnickiej Grabowni.

Melchior Ferdynand Gaschin w XVII wieku był najzamożniejszym i najbardziej wpływowym człowiekiem na Górnym Śląsku. Realnie zajął on wtedy miejsce miejsce książąt opolskich i raciborskich. Po śmierci pochowano go w krypcie kościoła św. Jakuba w Raciborzu pod ołtarzem w kaplicy Świętego Krzyża. Ołtarz ten jest autorstwa Salomona Steinhoffa i powstał w 1660 roku. W krypcie, poza ciałem Melchiora Ferdynanda Gaschina, znajdują się również szczątki innych jego krewnych, w tym przedstawicieli rodziny Klemów. Rzecz nie jest przypadkowa, bo druga z tych rodzin jest nierozerwalnie związana z Gaschinami. Potęga rodu dobroczyńcy franciszkanów z Góry Świętej Anny ma bowiem swoje źródło w ożenku dziadka Melchiora Ferdynanda, Mikołaja zwanego Silesiusem, który poślubił Magdalenę z rodu Klemów. Z kolei potęga rodu Klemów powstała kilka dwa stulecia wcześniej dzięki ożenkowi Mikołaja V z rodu Przemyślidów. Symbolicznym potwierdzeniem faktu, że Melchior Ferdynand Gaschin zajął miejsce książąt opolskich i raciborskich jest to, że spoczywa w podziemiach tego samego kościoła w którym zostali pochowani górnośląscy Piastowie, w tym Władysław opolski, który sprowadził cystersów do Rud i stworzył większość górnośląskich miast, w tym to noszące jego imię – Wodzisław.

Melchior Ferdynand Oppersdorff w czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648) wspierał katolickich Habsburgów w wojnie z protestantami. Dobre relacje z dworem cesarskim sprawiły, że górnośląski arystokrata został starostą księstw opolskiego i raciborskiego, jak również członkiem rady cesarskiej. Jego katolicka gorliwość zaowocowała między innymi tym, że w 1656 roku sprowadził na Górę Świętej Anny franciszkanów i wyłożył środki na przebudowę kościoła św. Jakuba w Raciborzu. Warto nadmienić, że późniejsza krewna Melchiora Ferdynanda ufundowała stojąca po dziś dzień na raciborskim rynku figurę maryjną, dzieło Jana Melchiora Ősterreicha. Jego rodową siedzibą był pałac w Polskiej Cerekwi. Arystokrata ożenił się z Anną Marią z Oppersdorffów, ale małżeństwo nie zaowocowało potomstwem. Potomkowie braci Melchiora Ferdynanda żyli na naszych terenach do końca II wojny światowej. Jedną z późnych krewnych brata Melchiora Ferdynanda była Wanda Franciszka Malwina Gaschin (1837-1908), która wyszła za Hugo II Henkla Donnersmarcka i jej rodzina mieszkała w siedzibie rodowej w Krowiarkach do 1945 roku.

Chłopski zakonnik Ubald Miera z rybnickiej Grabowni pokłonił się Chrystusowi w betlejemskiej stajence. Podobnie uczynił jego żyjący kilkaset lat wcześniej dobroczyńca, Melchior Ferdynand Gaschin. Pokłonili się w stajence i pastuszkowie i królowie. Losy tych ostatnich pokazują, że w spotkaniu Boga pomaga studiowanie natury świata – historia potwierdza, że wielu ludzi nauki zbliżyło się w ten sposób do Boga. Ci którzy nie mają w sobie powołania do odkrywania tajemnic rzeczywistości i skupiają się na zwykłej codzienności nie są przez Boga w żadnym wypadku traktowani gorzej. Dopasował się do wszystkich, bo najwyraźniej lubi różnorodność i wolność, niczego nie zabiera a dodaje i to w nadmiarze, jak z tym winem w Kanie Galilejskiej przerobionym z wody. Jedna stągiew wystarczyła, by zrobić wrażenie i pokazać wielkoduszność, ale stało się inaczej, bo stągwi było sześć a każda z nich mieściła około sto litrów wody. Wydawało się wtedy, że gest Pański jest nie do przebicia, ale to były dopiero niewinne początki, bo potem w pakiecie z narodzinami przyszła szansa dla wszystkich – szansa na dobrą nieśmiertelność.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także
Close
Back to top button