Łysa Góra, czyli jak Ślązak ogłosił Stalina wielkim językoznawcą

Poeta spod Łysej Góry pisoł po naszymu, szukał sprawiedliwości, nazwał Stalina wielkim językoznawcą i walczył z cenzurą oraz zapomnieniem
Ondra Łysohorski – a właściwie Erwin Goj – pochodził z pogranicza czesko-polskiego i… morawsko-śląskiego. Pisał w języku laskim, mowie pogranicza, która nie pasowała ani do czeskiego, ani do polskiego projektu narodowego. Był poetą, tłumaczem, a także ideowcem: walczył o śląską literaturę, własny język i uznanie. Za to wszystko musiał zapłacić wysoką cenę.
Język, którego nikt nie chciał uznać
Język laski był i nadal jest odmianą śląskiego używaną na Śląsku Cieszyńskim – szczególnie po czeskiej stronie. Dla Łysohorskiego to był jednak pełnoprawny język narodowy, który zasługiwał na literaturę, edukację i uznanie. Tymczasem zarówno Czesi, jak i Polacy uznawali go za „dialekt”, który powinien być zasymilowany z jednym z większych narodów.
Pisarz przez całe życie walczył o to, by laska mowa była słyszana w literaturze – pisał poezję, przekładał klasyków i działał na rzecz lokalnej tożsamości. Ale przez swoją niezależność naraził się wszystkim – narodowcom, politykom i cenzorom. Nikt nie chciał Lacha, który nie mówił ani po czesku, ani po polsku.
Z Łysej Góry pod patronat Moskwy
Swój literacki pseudonim – Ondra Łysohorski – wziął od szczytu Łysa Góra (cz. Lysá hora) w Beskidzie Morawsko-Śląskim. To właśnie tam, w sercu gór, czuł się najbardziej u siebie. Ondra to popularne imię na Śląsku Cieszyńskim – zdrobnienie od Andrzej.
W latach 40. i 50., zniechęcony brakiem wsparcia w Czechosłowacji, Łysohorski zwrócił się do Związku Radzieckiego. Pisał listy do Moskwy, w których prosił o uznanie języka laskiego jako narodowego. W tym celu powoływał się na… autorytet Józefa Stalina, określając go jako wielkiego językoznawcę.
Nie było to przypadkowe – Stalin rzeczywiście opublikował w 1950 roku esej pt. Marksizm a kwestie językoznawstwa, w którym teoretyzował o rozwoju języków w duchu marksizmu. Łysohorski miał nadzieję, że władca Kremla stanie się jego sojusznikiem w walce o laską mowę.
Po śmierci Stalina znów w niełasce
Na krótko rzeczywiście zyskał pewne względy – jego wiersze tłumaczono na rosyjski, publikowano w ZSRR, a jego twórczość uznano za „interesującą narodowościowo”. Jednak po śmierci Stalina i zmianie kursu politycznego protektorat się skończył, a poeta znów popadł w niełaskę – tym razem także podejrzewany o prorosyjskie sympatie. Dla czechosłowackich władz komunistycznych był niewygodny – zbyt regionalny, zbyt niezależny, zbyt niepasujący. Jego język nazywano „niepoważnym” lub „wiejskim”, a publikacje blokowano. Mimo to Łysohorski nigdy nie porzucił pisania w laskim, do końca życia będąc ambasadorem tej małej kultury.
Zmarł w Ostrawie w 1989 roku – tuż przed aksamitną rewolucją, która mogła dać jego ideom nowe życie. Przez dekady pozostawał poetą zapomnianym i obecnym tylko na marginesach podręczników.
Spuścizna
Dziś Ondra Łysohorski jest symbolem walki o prawa mniejszości językowych, ale też dowodem na to, jak trudna bywa pozycja pisarza, który nie wpisuje się w narodowe szufladki. Pisał o śląskich wsiach, prostych ludziach, ciężkiej pracy górników i pięknie beskidzkich krajobrazów – wszystko to w języku, którego nikt nie chciał słuchać. Był też mistrzem tłumaczeń – przekładał m.in. Goethego, Majakowskiego, Jesienina i Puszkina, a jego wiersze z laskiego przeszły do historii jako unikalne zjawisko w literaturze Europy Środkowej. Choć nie miał swojego państwa, miał swój język. I swoją górę.



