Makabra w Radlinie. „Tomasz żył i oddychał gdy go podpalono”

W Sądzie Okręgowym w Rybniku odbyła się kolejna rozprawa w sprawie brutalnego zabójstwa, do którego doszło w lutym 2024 roku na terenie obozowiska przy ul. Mariackiej w Radlinie
Motywem zbrodni przy Mariackiej w Radlinie miała być – zdaniem prokuratorów – zazdrość. Teraz żądają dożywocia. Przypomnijmy: oskarżony S. – według ustaleń śledczych – najpierw zaatakował znajomego, 47-letniego K., siekierą, a potem oblał go cieczą łatwopalną i podpalił. O sprawie pisaliśmy w materiale Zabił i podpalił zwłoki. Dramat w Radlinie.
Śledczy wskazują, że tłem tragedii była narastająca zazdrość. K. wrócił z zakładu karnego i zamieszkał w tym samym budynku, co Anna – partnerka S. w poprzednich latach. Kobieta miała wcześniej mówić oskarżonemu, że po wyjściu K z więzienia chce z nim być. To – jak wynika z zeznań świadków – doprowadzało S. do furii, zwłaszcza po alkoholu.
Nie wytrzymam tej sytuacji, zajebię ich – miał mówić jednemu z mieszkańców
Życie na obozowisku przebiegało według powtarzalnego rytmu: zdobywanie pieniędzy, alkohol, dopalacze.
Żadna butelka długo tam nie postała – mówił jeden ze świadków
Pod wpływem oskarżony stawał się agresywny, miał bić Annę, a po jednym z ciosów kobieta straciła wzrok w oku.
Noc z 19 na 20 lutego początkowo nie zapowiadała tragedii. Rano jeden z mieszkańców zauważył stojący w ogniu budynek. Próby gaszenia deszczówką były bezskuteczne. Gdy strażacy ugasili pożar, odnaleziono zwęglone ciało Tomasza K.
Kluczową kwestią w procesie jest użycie substancji łatwopalnej. Biegli z ŚUM potwierdzili, że związki organiczne wykryte w organizmie ofiary nie mogły powstać wyłącznie w wyniku spalania przedmiotów codziennego użytku. Ekspert pożarniczy wskazał natomiast, że na miejscu czuć było substancje szybko parujące, charakterystyczne dla benzyn lub rozpuszczalników. Zabezpieczono również butelkę, w której mogła znajdować się ciecz łatwopalna.
Prokurator Katarzyna Pacek-Pielka w mocnej mowie końcowej mówiła o szczególnym okrucieństwie i motywacji zasługującej na potępienie. Podkreślała, że K. żył i oddychał w momencie gdy sprawca go podpalił, a oskarżony naraził życie pozostałych mieszkańców obozowiska, którzy mogli nie zdołać się obudzić.
Obrona domaga się uniewinnienia lub łagodnej kary, argumentując, że oskarżony miał opuścić obozowisko po pierwszym ataku. S. nie przyznaje się do winy. Wyrok poznamy w kolejnych tygodniach.



