Janusz Piotrowski

Meliny adwokackie

Znany chyba wszystkim Jan Himilsbach dostał kiedyś propozycje zagrania roli w zagranicznym filmie

Warunek był jeden – musi nauczyć się angielskiego.

Ja się nauczę angielskiego, a oni odwołają produkcję. I zostanę jak ten … z tym angielskim.

U szczytu brudu ostatniej kampanii prezydenckiej szykowny prezes Naczelnej Rady Adwokackiej w radiowym eterze podzielił się ze słuchaczami elokwentną tyradą w temacie sutenerstwa i odpowiedzialności za nie karnej. Karol Nawrocki akurat jednak wybory wygrał, a pan prezes ze swą wypowiedzią został jak właśnie Himilsbach z angielskim. W niczym mu to jednak nie przeszkadza, by kontynuować w mediach podobnych w meritum wypowiedzi. Nie tylko pod adresem obecnego Prezydenta RP, bo większość tzw. elity prawnej jara się ostatnio wsadzeniem do więzienia człowieka zmagającego się z nowotworem. A niech wsadzają, ale w tym wszystkim gdzieś się ulotniła i zutylizowała zasada domniemania niewinności, czyli podwalina zawodu, który ponoć reprezentuje.

Nie ma chyba obecnie bardziej zdewaluowanego zawodu jak właśnie adwokatura. Piszę to z przykrością, bo środowisko palestry od urodzenia jest mi bliskie i doskonale znane. Mój Ś+P Ojciec bardzo chciał bym adwokatem został, a kiedy wybrałem inną ścieżkę, to nie rozmawiał ze mną kilka przykrych dla nas obojga lat. Ojcowska ambicja była podyktowana pokoleniową rodzinną tradycją. To tak na marginesie, bo chciałbym przybliżyć jakiego formatu mecenasem był mój Tato – pisał na przykład listy do zakładów karnych używając zielonego atramentu, by tym sposobem oprócz swojej wiedzy prawnej i absolutnej pasji jaką było dla Niego prawo, dodać jeszcze dodatkowej nadziei swoim mandantom używając odpowiedniego kolorytu. Myślę sobie, że obecni adwokaci spokojnie mogą używać czerwieni. A już najlepiej pisać krwawicą swoich klientów – piórami ze złotymi stalówkami zakupionymi za drobne pozostałymi z kosztów.

Bo smutne realia są takie, że młodzi adepci już na samych studiach widzą się w wypasionych brykach, u boku długonogich żon w botoksie, najlepiej na polu golfowym. To jest cel, który im przyświeca. Splendor, majętność, społeczna pozycja. Droga się nie liczy. Nie towarzyszy jakakolwiek idea pożarta przez konsumpcję. Żadne reformy sądownictwa nie przyniosą efektów, bo mentalnie jest to wśród tych ludzi wypaczone. Majestat i etos tego zawodu został wyrzucony na śmietnik – pozostali wyrobnicy. Można nawet od biedy mówić o nich, że są wyuczonymi adwokatami, ale na pewno nie można ich określić mianem mecenasów.

Zastanawiałem się niedawno jaki jest cel procesu utraty logiki w prawie? I chyba mam odpowiedź – przestał się tutaj w ogóle liczyć czynnik ludzki. Z kolei obecny burdel w polskim sądownictwie ma również swoje określenie zadanie – Polacy mają być już tym tak zmęczeni i zdezorientowani, że przyjdą urzędnicy z Unii wprowadzając nam europejskie (ponoć) świetlane ustawy znosząc tym samym nasze prawodawstwo z Konstytucją na czele. Większość społeczeństwa będzie klaskać z zachwytu. Ale czy będziemy wtedy mieć jakiekolwiek przywileje? Raczej już tylko same obowiązki i nakazy. Tym sposobem wszyscy zostaniemy coś nawet mniej niż przymusowymi robotnikami w tej europejskiej taniej montażowni. Odbędzie się to jednak przy aprobacie i czynnym udziale takich ludzi jak wspomniany prezes NRA i jemu podobni.

Nie mam dla Ciebie mój Czytelniku dobrych nowin – jest ich większość. I nie ma komu nas bronić.
Absurdalnie chodzę na grób Ojca i dziękuję Bogu, że już tego wszystkiego nie widzi. Ta lekka paranoja jest może dyktowana zdaniem wypowiadanym z kolei przez moją Mamę (ilekroć wyłącza telewizor lub internet na smartfonie z wiadomościami), że u schyłku życia wstyd jej za wykonywanie zawodu prawnika. To gorzkie stwierdzenie z ust mojej Rodzinnej pada po sześćdziesięciu dwóch latach kariery. I jeżeli towarzyszą mi mieszane uczucia oraz rozterki na cmentarzu, to z całym przekonaniem dziękuję Bogu, że jednak adwokatem nie zostałem…

P.S. Tekst napisałem pro publico bono (nie tylko młodych studentów prawa prosi się o sprawdzenie łacińskiej sentencji w przeglądarce Google).

Powiązane artykuły

3 komentarzy

  1. Podesłane przeczytałam z dużą przykrością i zażenowaniem a także łzą w oku widząc na zdjęciu Ojca. Jednego z najwybitniejszych adwokatów Śląskiej ziemii, którego pamięć dzięki mnie przetrwa na zawsze w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Bo o to zadbałam. Bo to Mu się należy. Wykonuję ten sam zawód od 25 lat, pomagając ludziom głównie bitym kobietom. Do tego od niedawna wykonując mandat radnej miasta. Też dla ludzi. Możesz mnie nazywać meliną adwokacką bo twoje słowa nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Ale nigdy nie pozwalaj sobie na taki tekst ze zdjęciem Ojca. Jest mi za ciebie wstyd. Cytując bohaterkę Powstania Warszawskiego powiem milcz głupi chłopie!.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także
Close
Back to top button