Wiadomości

Mirosław Duży: każdy może wejść do restauracji, ale nie możemy być obojętni wobec przejawów neofaszyzmu

Nawiązując do naszej publikacji „Wypi******ć z Mikołowa!” Skandaliczne słowa starosty do parlamentarzysty publikujemy oficjalne stanowisko Starosty Mikołowskiego w tej sprawie

Język polski jest niezwykle bogaty. Moja mama przez 47 lat była nauczycielką języka polskiego, dlatego jestem językowym purystą. W starostwie staram się zawsze dbać o jakość tekstów – język przecież nie tylko przekazuje treść, ale też może wyrażać emocje. Może gdybym napisał „nie jesteście mile widziani” albo „poddajcie się szybko, w dowolnym kierunku”, zabrzmiałoby to łagodniej. Ale – jak wiemy – nie ma słów całkowicie zakazanych. Wszystko zależy od kontekstu i sytuacji. Oficjalnie, jako starosta, nie pozwalam sobie na wulgaryzmy. Natomiast – jak mawiał mój znajomy Kazimierz Kutz, z którym kiedyś współpracowaliśmy w Unii Wolności: czasem trzeba użyć mocniejszego słowa, by wyrazić emocje, by dać im ujście.

Moja reakcja była właśnie efektem takich emocji. Nie miało znaczenia, czy był tam pan Fritz, pan Kowalski, Malinowski czy Nowak. Chodziło o ideologię, która mnie głęboko porusza – ideologię faszystowską i skrajnie prawicową, która mnie po prostu drażni. Jeśli kogoś moimi słowami uraziłem – przepraszam. Ale to, co powiedziałem, oddaje moje emocje i stanowczy sprzeciw wobec tego, co się dzieje. Tym bardziej że pan Fritz, startując z listy Konfederacji, moim zdaniem oszukał swoich wyborców, bo z Konfederacji odszedł.

Mam dorosłych synów, znam też wielu sympatyków Konfederacji. Mam przyjaciół zarówno wśród nich, jak i w PiS-ie. Takie są realia – jako starosta nie robię podziałów. Ale kiedy widzę to, co reprezentują niektóre osoby – chociażby Grzegorz Braun – trudno przejść obojętnie. Wymaga to reakcji.

Jeśli chodzi o zamieszanie wokół spotkania w naleśnikarni: cóż, stało się. Właściciel lokalu rezerwował salę telefonicznie, nie wiedząc, kto jest organizatorem. Dopiero później w Internecie pojawiły się ogłoszenia, że będzie to spotkanie z posłem. Wtedy wylała się na niego fala hejtu. Porównywano go do bawarskiej piwiarni z lat 30. XX wieku. Nie miał formalnej umowy, więc zareagował, anulując rezerwację i publikując oświadczenie w mediach społecznościowych. Niestety, spotkał się z kolejną falą hejtu i zwyczajnie nie wiedział, co robić. Zadzwonił do mnie jako do starosty, żeby się poradzić. Sytuacja się rozwinęła, ale może to i dobrze. Tym bardziej że lokal mógł pomieścić maksymalnie 30 osób, a zainteresowanie było kilkakrotnie większe. W efekcie spotkanie zostało przeniesione na rynek – i chyba dobrze się stało.

W Polsce wciąż mamy wolność zgromadzeń. Każdy może wejść do restauracji, każdy może pójść na rynek. Ale nie możemy być obojętni wobec przejawów neofaszyzmu. Przypomnę słowa niemieckiego noblisty, który przeżył wojnę: najpierw przyszli po gejów – milczałem, bo nie byłem gejem. Potem po Żydów – milczałem, bo nie byłem Żydem. Potem po komunistów – milczałem, bo nie byłem komunistą. A w końcu przyszli po mnie – i nie było już nikogo, kto mógłby się odezwać. Być może przesadzam, ale od tego się zaczyna. A ci, którzy działają pod znakiem brunatnym (nomen omen: nazwisko Braun też brzmi złowieszczo), dają symptomy takich poglądów – różnicują ludzi ze względu na kolor skóry, religię, narodowość, płeć. Niektórzy wręcz zaprzeczają istnieniu Holokaustu, komór gazowych, Auschwitz. To bardzo niebezpieczne.

Z drugiej strony rozumiem, że świat się zmienia. Sam bywam zdziwiony, gdy widzę, jak wiele punktów z kebabem powstało w naszym niewielkim powiecie. Jakbyśmy byli w Stambule. To efekt rządów PiSu. Czy to dobrze, czy źle – nie mnie oceniać. Ale imigranci już tu są. Wczoraj Lech Poznań grał w europejskich pucharach i tylko trzech Polaków w składzie. Gdyby wyrzucić wszystkich obcokrajowców, kto by grał? Komu kibice mieliby kibicować?

W pierwszym półroczu tego roku Polska wydaliła rekordową liczbę nielegalnych imigrantów: Gruzinów, Syryjczyków, Czeczenów, Białorusinów… Premier Tusk powiedział jasno: nie ma miejsca na nielegalną imigrację. I słusznie. Nie możemy dopuścić do tego, co dzieje się w niektórych państwach Europy, gdzie są dzielnice, do których nawet policja nie wchodzi. Ale z drugiej strony nie poradzilibyśmy sobie bez migrantów. Ilu z nich pracuje w handlu, usługach, gastronomii, budownictwie? Gdyby ich zabrakło, wszystko by się zawaliło. Trzeba to mądrze rozdzielić i nie budować na tym polityki opartej na strachu.

Nie jestem ani filozofem, ani wielkim znawcą polityki. Jestem starostą, samorządowcem od 40 lat. Pracuję dla powiatu, wcześniej byłem burmistrzem przez kilka kadencji. I w tym wszystkim jest też nuta lokalnego patriotyzmu. My, Ślązacy, jesteśmy traktowani z dystansem. Mój ojciec był zażartym Ślązakiem. Kiedy moja siostra wyjeżdżała na studia do Warszawy, mówił: „nie weź żodnego gorola!” No i co? Teraz mam czarnoskórego szwagra.

Jak go nazwać? Afro-Europejczyk? Polityczna poprawność też mnie czasem drażni. Młodych ludzi również. No bo jak powiedzieć? Jeśli ktoś ma ciemną skórę, to jest czarny – i nie ma w tym nic złego.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button