Janusz Piotrowski

Na hitlerowskiej patatajce

Pamiętacie jak nasi rodzice robili kreski na framugach drzwi by zmierzyć jak rośniemy? Nie pamiętacie – właśnie Wam przypomniałem.

Z nami wszystkimi jest podobnie – nie widzimy jak wzrastamy jako społeczeństwo. Jako naród – Polacy z wciśniętym nam przy pomocy inżynierii społecznej poczuciem niższości, niedowartościowania oraz wstydu. Zbyteczne kompleksy, bo nie mamy żadnych powodów.

Przypomnijcie sobie jak w latach dziewięćdziesiątych wracaliśmy z Europy Zachodniej przez bezpłciową czeluść byłego NRD. Tam była pustka i ciemność – jedynie ubogie w zaopatrzenie tanksztele, co pięćdziesiąt kilometrów. Gdy jednak przekraczało się granicę, to momentalnie wjeżdżało się w jakiś nieprawdopodobny karnawał narodowej przedsiębiorczości: kiełbasy z rożna, szaszłyki, pieczone kurczaki, lewe papierosy sprzedawane przy drodze, krasnale ogrodowe, jelonki, gliniane bociany, w sezonie; jeżyny, jagody, leśne grzyby, kantory wymiany wszystkich walut świata, bary, alkohol w każdej postaci, restauracje, chemia gospodarcza, szemrani goście w dresach i wąsami, co proponowali dziwne rzeczy, panienki…

Nie sposób wszystkiego wymienić. Brakowało chyba jedynie księdza, co by na poboczu wyspowiadał (nie jestem pewien, czy takiego akurat nie było). Kolorowy, choć – nie ma co ukrywać – nieco tandetny festiwal polskiej kreatywności. Obecnie przez te wszystkie regulacje – i z UE, i te krajowe – też mamy już czarną enerdowską d..ę. Do tego zresztą to wszystko zmierza. 

Tylko że nic się nie skończyło. Wyobraźcie sobie bowiem przeciętnego Niemca, Belga, Holendra, Francuza, albo przedstawiciela innej nacji, który wpada na genialny w swoim mniemaniu pomysł, by w Polsce otworzyć działalność gospodarczą. Już go widzę jak płaci obowiązkowy ZUS, oblicza PITy, przechodzi przez te wszystkie przepisy oraz niechęć urzędników, co tylko piętrzą, do tego bije w ścianę nadinterpretacji unijnych rozporządzeń, do wątpliwej dyspozycji ma możliwość kredytów bankowych na lichwiarskich warunkach (z nigdzie indziej niespotykanym wysokim oprocentowaniem), i jeszcze opłaca rachunki za najdroższy prąd w Europie. Do tego jeszcze musi się wyżywić i nie potrafi pojąć jakim cudem za te same produkty w tych samych zachodnich sieciówkach płaci o jedną trzecią drożej. Z dnia na dzień pogubiony i niedowierzający jak dziecko we mgle. Dziecko z autyzmem kompletnie zagubione w tym gąszczu. Z dnia na dzień coraz bardziej przeklina cały świat, choć zaczyna coraz bardziej błogosławić polską wódkę. Trzy miesiące i zwija biznes lub w desperacji rozważa gałąź i sznur. Albo idzie na odwyk lub do innego psychiatryka. 

Nie ma co ukrywać, ale jesteśmy w stanie permanentnej wojny. Wojny gospodarczej. Ci wszyscy jednak banksterzy w wysokich, szklanych wieżowcach w Düsseldorfie nad Renem, co obmyślają strategię tej wojny wraz z unijnymi urzędnikami, którzy tą strategię prawnymi regulacjami wdrażają, zadają sobie wciąż jedno pytanie – jakim cudem Polacy dają jeszcze rady?! To jest mniej więcej w ten sam sposób jak szok towarzyszący niemieckim inżynierom motoryzacyjnym, którzy nie potrafią pojąć jakim zrządzeniem losu przeciętny polski mechanik w swoim skromnym, jednokanałowym warsztacie mógł doprowadzić, by Passat robił ponad pół miliona kilometrów, kiedy oni go skonstruowali na góra 200 000 km przebiegu. 

Tak więc damy radę.

Nie takie bryły przed nami były. 

Powiązane artykuły

2 komentarzy

  1. Jestem niezwykle dumna z tego, że jestem Polką, bo nasz narodowy patriotyzm i niezłomny gen przetrwania sprawiają, że niezależnie od trudności zawsze potrafimy się obudzić, zjednoczyć i dać sobie radę! 🇵🇱💪

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button