„Naprawił Fiata, palił w piecu, a potem zniknął” – rosyjski szpieg przez dwa lata mieszkał w podrybnickich Palowicach

Spokojna wieś, gdzie życie płynie własnym rytmem? Tak, ale chyba tylko z pozoru. Nikt nie przypuszczał, że przez niemal dwa lata wśród mieszkańców żył agent rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU
Przedstawiał się jako Daniel M., Amerykanin z Indiany, którego rodzice byli misjonarzami. Pomagał, uśmiechał się, żył jak wzorowy sąsiad. A potem nagle zniknął.
„Pokazał się z bardzo dobrej strony”
Tak. Pokazał się z bardzo dobrej strony. Nawet u mojej schorowanej cioci przez zimę mieszkał i palił jej w piecu. Naprawił jej malucha, zrobił blacharkę. W pół roku opanował polski na tyle, że sam załatwiał sprawy w urzędach – wspomina mieszkaniec Palowic.
Daniel był idealnym sąsiadem. Potrafił nie tylko pomóc w gospodarstwie, ale też samodzielnie zaprojektował i zbudował maszynę rolniczą. Z łatwością wtopił się w lokalną społeczność pomagał przy pracach rolnych, palił w piecach, doradzał przy sprzęcie gospodarczym. Mówił, że utrzymuje się z rodzinnego biznesu w USA zajmującego się maszynami rolniczymi. Na potwierdzenie tej historii samodzielnie wykonał bronę, którą testowali miejscowi rolnicy. Dla mieszkańców był niemal wzorowym członkiem wspólnoty. Chętnie angażował się w życie Kościoła Wolnych Chrześcijan, współorganizował zajęcia dla dzieci i wspierał lokalne inicjatywy.
Pojechał do Łazisk, znalazł firmę z laserami, wycięli mu części. Wynajął kawałek hali i po dwóch tygodniach maszyna była gotowa. Jeździł z nią po wsiach, badał pola rolników. A przy okazji poznał wszystkich rolników w okolicy – opowiada nasz rozmówca G.
„Był jak komandos”
Historia jego pobytu w Polsce zaczęła się w Krakowie.
Jedna dziewczyna z naszego Kościoła (chodzi o Kościół Wolnych Chrześcijan – przyp. red.) studiowała tam i chodziła do zboru baptystów. Tam pojawił się Daniel. Ona go kiedyś zaprosiła do nas, żeby opowiedział coś o sobie. W Krakowie był, bo chciał studiować weterynarię, ale – według jego wersji – nie dostał się z powodu słabej znajomości polskiego. Potrzebował czasu, żeby podszkolić język. Ponieważ organizujemy kursy językowe, powiedzieliśmy mu: »Możesz chwilę zostać, pomożesz trochę«. Przyjechał drugi raz i został, bo mieliśmy warunki, by go przyjąć” – wspomina mieszkaniec G.
Daniel imponował sprawnością i trybem życia. Był w świetnej formie. Codziennie biegał, odżywiał się jak survivalowiec.
Taki komandos, choć wtedy nam to imponowało, a nie budziło podejrzeń – dodaje mieszkaniec
Według mieszkańców, znał rosyjski i chiński, szybko przyswoił polski. Z łatwością zdobywał zaufanie wszystkich, których spotkał.
„Spakował się i pojechał na Ukrainę”
Moment przełomowy nastąpił na początku 2022 roku.
Pamiętam, że miał wpaść na moje urodziny, ale dzień wcześniej przyszedł i powiedział, że musi jechać na Ukrainę, bo chce pomagać ludziom. Spakował się, wziął jakiś stary rower, pojechał pociągiem do Przemyśla, a potem do Lwowa – miał tam adres od kolegi. Jak wyjechał na Ukrainę, to niektórzy utrzymywali z nim jeszcze kontakt przez WhatsApp. Gdy był na Ukrainie, pytali go czasem, co u niego słychać. On odpowiadał, że pomaga tu i tam. Ale ta pomoc okazała się ściemą. W rzeczywistości on faktycznie trochę pomagał, ale teraz wiemy, że równocześnie podawał współrzędne wojskowe – mówi mieszkaniec
Kilka dni później w mediach zaczęły pojawiać się informacje łączące go z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Dla mieszkańców i współwyznawców był to szok. Człowiek, który przez dwa lata zdobywał ich zaufanie, miał w rzeczywistości zbierać informacje mogące być użyteczne dla Kremla.
„W Moskwie został bohaterem”
Wówczas to wieś dowiedziała się prawdy: On sam o tym opowiadał, już po tym, jak trafił do Moskwy. Z tego, co przekazał mi nasz informator, Daniel jest tam traktowany jak bohater. Zapraszają go do głównych rosyjskich mediów. To bohater, który nienawidzi amerykańskiego rządu i chętnie przytula się do Putina – relacjonuje mieszkaniec Palowic –My tu wciąż jesteśmy w szoku, zwłaszcza że on jeszcze zdążył dostać polskie obywatelstwo – przyznaje rozmówca
„Jak teraz o tym myślę…”
Dla mieszkańców Palowic historia Daniela M. jest jak scenariusz filmu szpiegowskiego.
Jak teraz o tym myślę, to wszystko układa się w całość. Znał języki, miał świetną kondycję, był zawsze gotowy do pomocy. Myśleliśmy, że trafił do nas przez przypadek, a on tak naprawdę rozpracowywał teren” – podsumowuje mieszkaniec J. -I chyba nasza zwykła śląska wieś stała się tłem dla historii rodem z zimnowojennego thrillera pokazując, że nawet w spokojnym miejscu można żyć obok kogoś, kto pracuje dla obcego wywiadu.
Dziś mieszkańcy Palowic nie kryją, że czują się oszukani – i zadają sobie pytanie, ile informacji z ich spokojnej wsi trafiło do Moskwy.




Zdziwieni, zaszokowani? Nie wszyscy, zwłaszcza ci, co czytali książki dawnego agenta GRU, szczególnie „Akwarium”. W tej książce Wiktor Suworow opisuje, jak GRU werbuje i szkoli agentów, w jaki sposób wtapiają się w lokalna społeczność. Opisuje też, w jak prosty sposób niemal każdy może stać się nieświadomym współpracownikiem szpiega!