Blog

Rockowiec spod konfesjonału

Co mi się podoba w Kościele? Takie pytanie mi zadano…

Proste pytanie – trudna odpowiedź. Więc też nie odpowiedziałem od razu, musiałem przemyśleć i zrobiłem to wracając samochodem z pracy… Kościół pociąga mnie swym spokojem. Nazywam to rytmem ciszy. Lub też harmonią ciszy. Ten łagodny pomruk modlitwy, odgłos przesuwanych w palcach paciorków Różańca, zapach kadzidła, delikatne dzwonki, poświata barw kolorowych witraży, których piękna doświadczyć można tylko będąc wewnątrz Kościoła. Wszystkie te elementy sprawiają, że czuję się znów jak dziecko w kuchni mojej Babci. To ma swoje następstwa np. w Częstochowie, bo Straż Jasnogórska ma ze mną spory problem – wszędzie mnie tam pełno. Mogę być naiwny. Ha! Mam prawo być naiwnym dzieckiem… Pprzypomina mi się anegdota związana z izraelską premier Goldą Meir. Czekała ona na audiencję u Papieża Pawła VI podziwiając przy tym watykańskie dzieła sztuki. I kiedy przyszedł do niej sekretarz Papieża powiedziała do niego:

– Kto by przypuszczał, że ja – córka ubogiego ukraińskiego cieśli będę w takim miejscu?
– Szanowna Pani Premier – odpowiedział sekretarz – Dzieci ubogich cieśli mają tutaj szczególne miejsce…

…majestat mnie pociąga w Kościele. Zwłaszcza kiedy wszechpanująca kultura POP zdążyła już wszystko obrzydzić, zdeprawować, zohydzić, ale też obłożyć plastikiem i z korzyścią dla siebie efektownie sprzedać… słabość mnie pociąga w Kościele – chodzę do niego ze swą nędzą, którą większość ludzi obecnie wypiera. Obowiązuje bowiem kult tzw. szczęścia. Pracuje w psychiatrii i nader często się zdarza, że osoby w kryzysie psychicznym lub osoby uzależnione nie potrafią uznać swojej bezsilności wobec choroby. W Kościele na odwrót – od tego jest konfesjonał. I jedna rzecz: do spowiedzi wcale nie idzie się ze swymi grzechami, bo ku spowiedzi w pierwszej kolejności idzie się z wiarą, że Pan Bóg odpuści. Mało kto sobie z tego zdaje sprawę. Tradycja mnie trzyma w Kościele. Ewangeliści milczą o trzech stacjach Drogi Krzyżowej – te ostały po chrześcijańskim przekazie. Miedzy innymi to właśnie jest Tradycją. Jest się czego trzymać, kiedy wszystko wokół pędzi (już na złamanie karku)… Śpiew, jakże miły Bogu, fascynuje mnie w Kościele. Nie tylko Psalmy podczas Mszy Świętych. Ja to jestem katolik z wyboru – mało jeszcze wiem, bo jeszcze mniej mi z domu przekazano. Ot, nawrócony rockowiec, który coś tam grał i jakieś teksty pisał – więc zawsze zwraca uwagę na słowo śpiewane. I tym sposobem całkiem nie tak dawno usłyszałem po raz pierwszy Z dawna Polski tyś Królową. Szczękę zbierałem z kościelnej podłogi i wiem, że do końca życia będzie mi już towarzyszyła przy tej pieśni gęsia skórka – najlepszy recenzent! Moherowe berety mnie fascynują w Kościele. Ależ te Panie mają power! Wbrew obiegowej opinii posiadają nieprawdopodobny dystans do siebie. Nie zapomnę jak przy okazji jakieś uroczystości rozdawały takie malutkie przez siebie usztrykowane berety-miniaturki. Z przymrużeniem oka i z jajem. Ogromna różnica między nimi, a moimi kolegami rockmenami uwięzionymi w kieracie świeckich dogmatów – zależnych od oglądanych stacji telewizyjnych, umęczonych ciągłym pragnieniem posiadania racji, na dodatek (złego) w każdym temacie. Sorry Panowie… pociąga mnie dobrowolność i szanowanie wyboru. Mogę w każdej chwili wybrać inaczej lub choćby nie wrzucić na tacę. I nie dobierze się do mnie żaden urząd podatkowy. Czego tu nie rozumieć…? Kiedy więc to wszystko sobie układałem za kierownicą, to pomyślałem lekko się uśmiechając, że Pan Bóg jest fajny. I była to jedna z najlepszych moich modlitw. Bo wiara to nie wielkie litery. Większa jest szczerość.

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button