Wiadomości

„Nie ma komunikacji, nie ma planu B, nie ma nikogo na miejscu, a pan odzywa się na samym końcu”. Prezydent Kuczera w ogniu krytyki

W Boguszowicach wciąż wrze wokół zamkniętej kładki nad torami kolejowymi. Prezydent Kuczera apeluje o odpowiedzialność, mieszkańcy nie zostawiają na jego wpisie suchej nitki

Brak bezpiecznego przejścia nad linią kolejową stał się poważnym problemem dla mieszkańców, którzy muszą nadrabiać drogę do szkoły, pracy czy sklepów. Pisaliśmy o tym między innymi w artykule „Tu zaraz ktoś zginie na torach!” Mieszkańcy oburzeni brakiem kładki. W mediach społecznościowych rozgorzała ostra dyskusja między prezydentem Rybnika Piotrem Kuczerą a lokalnymi działaczami społecznymi.

Piotr Kuczera dziś w obszernym wpisie na Facebooku tłumaczył powody zamknięcia starej kładki i postęp prac przy nowej przeprawie. Cały wpis brzmi:

Słów kilka o kładce w Boguszowicach
Z szacunku dla mieszkańców i ich prawa do rzetelnej informacji – wyjaśniam. Bo znów mamy do czynienia z próbą budowania emocji na niepełnych danych, przekłamaniach i politycznych kalkulacjach. Proszę, zanim wyciągniecie wnioski – sprawdzajcie fakty. Słuchajcie tych, którzy rzeczywiście znają się na temacie i są zaangażowani w realizację inwestycji.
FAKTY są takie:
• W maju 2024 roku rozstrzygnęliśmy przetarg na budowę nowej kładki.
• Została podpisana umowa między miastem a wykonawcą.
• Wykonawca realizuje wszystkie etapy zgodnie z harmonogramem – termin zakończenia prac to koniec 2025 roku.
Dlaczego przez jakiś czas wydawać się mogło, że „nic się nie dzieje”?
Bo pierwszym etapem po podpisaniu umowy było wykonanie szczegółowego projektu budowlanego. To standardowa procedura – bez niej nie da się ruszyć z fizycznymi pracami w terenie. Projekty, uzgodnienia, analizy – to wszystko działo się „na papierze”, ale było niezbędne, by później móc budować.
Dodatkowo: jak przy każdej inwestycji, potrzebne są uzgodnienia, projekty i – przede wszystkim – pozwolenia na budowę. W tym przypadku sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że grunty przy torach należą do różnych właścicieli. Każdy z nich to osobna procedura administracyjna – długotrwała, ale konieczna.
Co z poprzednią kładką?
Została zamknięta nie z powodu kaprysu, ale po ekspertyzie osób z odpowiednimi uprawnieniami. Ich werdykt był jednoznaczny – konstrukcja nie nadaje się do użytku. Nie da się jej „załatać”, prowizorycznie naprawić i udawać, że wszystko jest w porządku. Bezpieczeństwo mieszkańców to nie jest przestrzeń na kompromisy.
I jeszcze jedna ważna rzecz:
Żadne zewnętrzne „interwencje” niczego tu nie przyspieszyły ani nie wstrzymały. Prace toczą się zgodnie z planem – tak jak zostało to przewidziane w umowie. Dziś można próbować przypisywać sobie zasługi lub rozniecać emocje. Ale to nie one budują kładkę. Buduje ją konsekwentna praca – zgodnie z przepisami, dokumentacją i w trosce o bezpieczeństwo.
Tak, droga jest dziś dłuższa. Ale czy można postawić wygodę nad bezpieczeństwo? Czy dopiero po tragedii będziemy szukać winnych? Z jakim wtedy przekazem pojawi się ustawka polityczna przed kładką?
To nie czas na polityczne gry. To czas na odpowiedzialność.

Na wpis prezydenta ostro odpowiedzieli mieszkańcy, którzy zarzucili władzom miasta spóźnioną reakcję i brak planu awaryjnego. Jeden z lokalnych działaczy społecznych i mieszkańcy przedstawili swe uwagi w bardzo ostrych słowach:

Panie Prezydencie, dziękuję za głos, choć szkoda, że tak późno. Mam jednak kilka istotnych uwag i sprostowań, bo niestety – ten wpis to bardziej próba usprawiedliwienia niż rzetelnej odpowiedzialności.
O stanie budowy nowej kładki informowali już wcześniej radni Grzegorz Bolesław Głupczyk, Łukasz Kłosek, a także – co ciekawe – opozycyjny radny Andrzej Sączek, który jako jedyny przyjechał na miejsce i spotkał się z mieszkańcami. Pan, jako prezydent miasta, zabiera głos dopiero teraz. I zamiast zająć się najważniejszym problemem – brakiem przeprawy – skupia się Pan na tym, co akurat działa zgodnie z planem, czyli na budowie nowej kładki. Na to akurat nikt dziś nie narzeka.
Na obu końcach zamkniętej kładki stoją tablice, gdzie miasto jednoznacznie zadeklarowało, że do czasu wybudowania nowej konstrukcji, stara będzie utrzymywana. Nikt Panu tego nie kazał obiecywać – to było stanowisko miasta. Teraz nagle słyszymy, że się „nie dało” i „ekspertyza”, co tylko pokazuje, że przez dwa lata nikt nawet nie próbował tego przeanalizować wcześniej, zanim zrobiło się za późno.
Stara kładka nie jest niebezpieczna od tygodnia. Każdy, kto miał oczy, mógł to zobaczyć dużo wcześniej. Czy naprawdę w dwa lata nie można było jej w żaden sposób zabezpieczyć, odciążyć, wzmocnić – albo przynajmniej przygotować plan awaryjny? Zamiast tego było liczenie, że jakoś „przetrwa”.
Nie zauważyłem, by ktoś „przypisywał sobie zasługi”. To raczej Pan pierwszy próbuje ustawić całą sprawę w tonie, jakby toczyła się jakaś walka polityczna. Tymczasem mieszkańcy po prostu chcą przejść przez tory. Nawet Andrzej Sączek – Pański rywal z drugiej tury (a serio jestem daleko od promowania tej osoby i jego działań) – powiedział wyraźnie, że nie chodzi tu o punktowanie Pana, tylko o szukanie rozwiązania.
„Tak, droga jest dłuższa” – trudno o bardziej obojętny ton wobec problemu, który realnie uderza w setki ludzi. Dla starszych mieszkańców to nie „dłuższa droga”, to bariera. Dla uczniów i rodziców – zagrożenie i chaos w drodze do szkoły. Dla przedsiębiorców – nawet 70% spadku obrotów. Dla wielu – frustracja, że miasto nie potrafi nawet powiedzieć, co dalej. A nie każdy ma samochód i czas.
To Pan sam w 2023 roku pojawił się pod kładką, zrobił zdjęcia i zadeklarował jej utrzymanie do czasu budowy nowej. To była Pana zapowiedź, Pana deklaracja i Pana odpowiedzialność. Proszę ją dziś przyjąć – nie przerzucać jej na przepisy i „uzgodnienia z właścicielami gruntów”.


Nie ma komunikacji, nie ma planu B, nie ma nikogo na miejscu. Mieszkańcy czują się zostawieni sami sobie, a urzędnicy, zamiast przyjechać, zobaczyć, porozmawiać – chowają się za procedurami. A Pan, jako osoba kluczowa w całym procesie, odzywa się na samym końcu i… właściwie nic konkretnego nie proponuje.


Reasumując: ten wpis to raczej PR-owa odpowiedź niż realna troska o mieszkańców. Czy wie Pan, że po obu stronach kładki znajdują się szkoły i że w zimie to „dochodzenie naokoło” będzie nie tylko uciążliwe, ale i zwyczajnie niebezpieczne? Czy ktoś w urzędzie naprawdę to przemyślał?”

Do dyskusji włączyli się także inni mieszkańcy, pytając m.in. o treść ekspertyzy i zwracając uwagę na spadek obrotów w lokalnych sklepach. Radny Andrzej Sączek apelował o spokojny dialog i minimalizowanie uciążliwości dla mieszkańców. Na razie prace przy nowej kładce nie toczą się zgodnie z planem, a zakończenie budowy nastąpić ma… nie wiadomo kiedy, bo prace jeszcze się nie rozpoczęły. Mieszkańcy zaś wciąż czekają jednak na choćby tymczasowe rozwiązanie, które pozwoli im bezpiecznie przekraczać tory.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button