Historia

Odcięto im piersi i głowy

O tym, jak wygląda ruski mir przekonała się boromeuszka z Chwałowic, czyli Siostra Elfryda Stania, która pochodziła z tamtejszej górniczej rodziny

Po wstąpieniu do zakonu boromeuszek 27 czerwca 1934 roku złożyła śluby wieczyste i przyjęła imię Leutbergis. Z czasem została dyplomowaną pielęgniarką i służyła w szpitalach w Trzebnicy, a od 1943 roku  w Świebodzinie. Chwałowicka zakonnica w 1945 roku była młodą, trzydziestotrzyletnią kobietą, co w tamtym czasie brzmiało jak wyrok. W ostatnich dniach swojego życia chwałowicka zakonnica doświadczyła nieludzkiego barbarzyństwa żołnierzy Armii Czerwonej.

Siostra Elfryda przyszła na świat w Chwałowicach 28 lutego 1912 roku. Jej ojciec, Franciszek, pochodził z Baranowic koło Żor i pracował w kopalni Donnersmarck jako sztygar. Rodzina zamieszkiwała w budynkach należących do kopalni. Początkowo był to jeden z familoków, później budynek dla kadry technicznej, nazywany apostolokiem (ze względu na to, że składał się z dwunastu mieszkań), który stoi po dziś dzień na ulicy Wjazdowej 16 w Chwałowicach. Siostra Elfryda miała rodzeństwo: Hildegardę, Charlottę i Edmunda. Rodzina Staniów, nie tylko ze względu na siostrę Elfrydę, została mocno dotknięta kataklizmem sowieckiej przemocy. Ojciec siostry, Franciszek i jej brat Edmund pracowali podczas niemieckiej okupacji w chwałowickiej kopalni. Edmund zajmował się rosyjskimi więźniami stacjonującymi w pobliskim obozie. Dbał o to, aby na jego zmianie dokarmić zawsze jednego z nich. Po wejściu Armii Czerwonej do Chwałowic ojciec i syn zostali aresztowani. Obaj zmarli w sowieckich więzieniach i miejsce ich pochówku po dziś dzień jest nieznane. Część rodziny Edmunda została wywieziona do ZSRR. Aż do teraz rodzina nie otrzymała żadnych informacji na temat ich losów.

Armia Czerwona weszła na początku 1945 roku do Świebodzina nie napotykając na opór, ponieważ siły niemieckie wycofały się w kierunku Berlina. Siostry boromeuszki mogły ewakuować się z uciekającym wojskiem, ale zrezygnowały z tego, pragnąc nieść pomoc rannym i ludności cywilnej. Czerwonoarmiści wyrzucili siostry z ich klasztoru, domagając się jednocześnie pomocy przy pielęgnowaniu swoich rannych, na co zakonnice się zgodziły. Opuszczając klasztor, część z nich znalazła schronienie na pobliskim probostwie, inne w prywatnych domostwach. Wejście Armii Czerwonej do Świebodzina ukazało całą grozę wojny i bestialstwo drzemiące w ludzkiej naturze.

Czerwonoarmiści jako zwycięzcy uważali, że mają prawo do wszystkiego. Także do kobiet. Pijani żołdacy gwałcili kobiety na masową skalę. Nie oszczędzali nikogo. Zagrożone były małe dziewczynki, ciężarne i zakonnice. Bezpiecznie nie mogły czuć się nawet więźniarki wyzwolone z obozów koncentracyjnych i staruszki. Do napaści mogło dojść wszędzie. W okolicach dworców kolejowych roiło się od żołnierzy polujących na ofiary. Masowe gwałty odbywały się na ulicach miast. Czerwonoarmiści rzucali się na przypadkowe kobiety, które akurat przechodziły w pobliżu. Bezpieczeństwa nie gwarantował też własny dom. Żołnierze często kwaterowali w prywatnych gospodarstwach albo przychodzili tam jeść. Wiele kobiet zgwałcono więc w ich własnych sypialniach, kuchniach i na podwórzach. Nierzadko działo się to na oczach ich mężów i dzieci.

W dramatycznym okresie początku 1945 roku w Świebodzinie sześć sióstr boromeuszek zginęło męczeńską śmiercią. Jedną z ofiar sowieckiej przemocy  była s. Lybia Elżbieta Zaporowicz, która zginęła broniąc dziecka. Inna z sióstr, Edmara Eleonora Komischke, została zastrzelona, kiedy broniła się przed gwałtem. Większość zakonnic mieszkała w tym czasie na probostwie, na parterze którego 4 lutego 1945 roku pojawiło się dwóch pijanych rosyjskich oficerów. Postanowili  zabrać do pomocy rannym cztery zakonnice, wśród których była mieszkanka Chwałowic, siostra Leutbergis Elfryda Stania. Zakonnice, mając świadomość tego jak na co dzień zachowywali się czerwonoarmiści, nie wierzyły w deklaracje żołnierzy i dwie z nich uciekły na zewnątrz budynku. Rozwścieczeni Sowieci zaczęli strzelać w sufit skutkiem czego na parterze plebanii pojawiła się reszta sióstr mieszkająca powyżej. Radzieccy oficerowie zabrali s. Melissę Mechtyldę Pawlik, s. Lautbergis Elfrydę Stanię, s. Orlandę Klarę Striegan i s. Speciosę Jadwigę Urbańczyk. Zakonnice były przekonane, że zginą. Na odchodnym powiedziały:

nigdy więcej już nie wrócimy

Mniszki oddały współsiostrom pierścionki i zegarki. Po wyjściu z Rosjanami reszta sióstr wyspowiadała się i modląc się, czekała na śmierć. Następnego dnia zakonnice postanowiły odszukać zabrane nocą siostry. Odnaleziono jedynie w budynku na obecnej ulicy Świerczewskiego kałużę krwi, kawałek fartucha i różańca siostry Speciosy. Bałagan w pomieszczeniu świadczył o szamotaninie. Kilka dni później jedna z kobiet pracująca w służbach porządkowych powiadomiła w tajemnicy zakonnice, że pochowano cztery zaginione siostry w rowie strzeleckim. Kobieta twierdziła, że zakonnice znajdowały się w dwóch różnych budynkach, po dwie osoby. Zanim zginęły zostały wielokrotnie zgwałcone, po czym odcięto im głowy i piersi, a okaleczone korpusy ciał przybito gwoździami do framug drzwi.

Zbiorowa mogiła sześciu zakonnic znajduje się na cmentarzu parafialnym w Świebodzinie. Dokładniejsze informacje o dramatycznych wydarzeniach w tej miejscowości na początku 1945 roku zostały opisane przez siostrę Krzysztofę Barbarę Kubaj w opracowaniu historycznym: Siostry Boromeuszki ze Świebodzina – ofiary rosyjskiego bezprawia. Relacja faktów, kontekst czasowy i stan badań.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sprawdź także
Close
Back to top button