Pajączek idzie na wojnę, czyli jak Rybniczanin ocalił niewinnych cywilów

Rybnik. Smolna. Ulica Wiejska. To tutaj dorastał młody chłopak, który zapisał się w historii walką o życie mieszkańców świętokrzyskiego Skalbmierza
Jego historia już u zarania jest niesamowita. Był kuzynem gliwickiego biskupa Gerarda Kusza i siostrzeńcem Alfonsa Zgrzebnioka – śląskiego Jamesa Bonda, przywódcy III Powstania Śląskiego.
O jego bohaterskiej śmierci milczą rybnickie książki, pomijają kroniki, a przecież to on, ppor. Józef Pajączek ps. Lemis, stanął w obronie mordowanej ludności cywilnej Skalbmierza. Stanął do nierównej walki z niemiecko-ukraińskimi oprawcami. Obrzucony granatami w walce wręcz, nie miał szans przeżyć. Ale dzięki niemu przeżyło miasto i ludność cywilna.
Józef Pajączek był zwykłym chłopakiem z Rybnika, choć wujek – Alfons Zgrzebniok – był ikoną powstań śląskich. Młody Józef, absolwent rybnickiego gimnazjum, po maturze zmuszony był uciekać z rodzinnego domu. Niemcy już wtedy zaczynali polowanie na polskich patriotów. Jego krewni trafili do obozów, on schronił się u rodziców kolegi z ławy szkolnej – Stanisława Lutego. Tym sposobem trafia do Chruszczyny Wielkiej na Ziemi Świętokrzyskiej.
Znajomość niemieckiego okazała się jego wybawieniem. Zatrudniony jako tłumacz w gminie Nagorzany poznał miłość swojego życia – Helenę Cieślę. Ich ślub odbył się w lutym 1944 roku. Helena nie wiedziała, że jej mąż jest żołnierzem AK. Po ukończeniu konspiracyjnej Szkoły Podchorążych, Pajączek trafił do elitarnej jednostki. Walczył w 106 Dywizji Piechoty Inspektoratu Maria w Krakowie. Został kapralem podchorążym, obsługiwał ręczny karabin maszynowy Bren – razem ze Stanisławem Grudniem ps. Ramzes. Jego oddział, pod dowództwem ppor. Franciszka Kozłowskiego ps. Brzoza II, miał do wykonania jedno zadanie: walka do końca.
Miasto staje w ogniu
5 sierpnia 1944 roku Niemcy przyszli zniszczyć Skalbmierz. W sile 900 ludzi rozpoczęli brutalną pacyfikację. Armia Krajowa stawia opór, lecz oddziały niemiecko-ukraińskie zdobywają miasto. Dowódca AK, Franciszek Pudo, wzywa posiłki. Na odsiecz przychodzą oddziały Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej. Rozpoczyna się decydujące starcie.
Pajączek walczy do końca. Osaczony przez przeważające siły nie poddaje się. W walce wręcz zabija kilku Niemców, zanim ci obrzucają go granatami. Ginie na miejscu. Skalbmierz zostaje ocalony, Niemcy wycofują się. Dzięki Pajączkowi i jego towarzyszom miasto nie podzieliło losu innych zrównanych z ziemią miejscowości frontu wschodniego.
Jego ciało zostało potajemnie pochowane 7 sierpnia 1944 r. na cmentarzu w Gorzkowie. O jego bohaterskiej śmierci rodzina dowiaduje się dopiero po wojnie. Helena, jego żona, pozostaje z małym dzieckiem i pamięcią o mężu. W 1945 r. na świat przychodzi jego córka, Józefa Miszczyk. Jest pogrobowcem i ojca zna tylko z opowieści. Ale – podobnie jak Skalbmierz – co roku oddaje hołd swojemu bohaterowi z rybnickiej ulicy Wiejskiej.
Taka jest historia Józka Pajączka, który poszedł na wojnę jako siostrzeniec śląskiego Bonda i sam został śląskim Bondem w walce o życie niewinnych ludzi.



