Blog

Pensjonat Cogito

Mam znajomego Włocha, który jest właścicielem trzech restauracji. Jedną z nich ma na starówce w Düsseldorfie więc bardzo zamożny człowiek…

– Parówki, czy jajecznica na ciepło panie Januszu? – pada pytanie
– Nie potrafię się zdecydować, proszę wybrać za mnie –
odpowiadam
– No to dostanie pan jedno i drugie –
mówi uśmiechnięta kelnerka

I tak to od niemal pół roku tutaj leciało… Ów Włoch to restaurator od pokoleń, znający swój fach od podszewki, mający dryg do tego w genach. Powiedział mi kiedyś, że można na knajpę wydać miliony, i może być w niej wszystko; najlepszy szef kuchni, wykwintna obsługa, wyszukane potrawy, delicje, szmery- bajery, ale jak nie będzie w niej atmosfery, to ludzie i tak prędzej, czy później przestaną do niej przychodzić… Atmosferę w hotelu U Pana Cogito tworzą ludzie. Ludzie z własną historią. Nieraz dramatyczną. Po przejściach. Po przebytym kryzysie psychicznym. Dziś jednak już na coraz bardziej prostej, z nieodzownym uśmiechem, niekłamaną życzliwością oraz uczynnością. Oto oblicze otwartej psychiatrii, która przynosi nie tylko owoce dla byłych pacjentów, ale i społeczny odzew, bo rodowici krakowianie znając charakter tego hotelu wyrażają się o nim jedynie ciepło…

…A ja z kolei pochodzę z miasta w którym pomimo, że od ponad stu trzydziestu lat jest ogromny szpital psychiatryczny, to pojęcia stygmatyzacji i wykluczenia ma dalej swoje w codzienności brudne brzmienie. W moim mieście nie ma ani jednej placówki, która by umożliwiała pracę lub jakiekolwiek zajęcie byłym pacjentom szpitala z Gliwickiej. Ba! Nie ma nawet ani jednego mieszkania treningowego (chronionego), które przygotowałoby pacjenta na pełen powrót do społeczeństwa. No cóż – prezydenci Rybnika od dwóch kadencji są zajęci działaniami jedynie marketingowymi, by te zapewniły im kadencje kolejne. A chorzy psychicznie wiadomo – marny, wstydliwy temat. No i kiepscy wyborcy… Mówi się, że osobą zdrową jest ta, która potrafi kochać i pracować. Powyższą tezę w hotelu U Pana Cogito przerobiono na wskroś. Cudowne, spokojne miejsce (cisza jak na wsi), skąd wszędzie blisko (wystarczy przejść most Dębnicki i już się jest na Wawelu), z dobrą kuchnią, przystępnymi cenami, ale gdzie najważniejsza jest serdeczność. Będę się żegnał z tym hotelem i jego obsługą, choć wiem już na pewno, że gdy kiedykolwiek przyjdzie mi znów być w Krakowie, to nie zatrzymam się nigdzie indziej, ale właśnie tutaj. I kiedy tak dziś rano kombinowałem jak opisać to wyjątkowe miejsce, to siedziałem na patio tej XIX-wiecznej willi, pijąc filiżankę kawy i słuchałem lekko puszczonego z radia Chopina… No właśnie… aromatyczna kawa, rześki poranek, delikatny Chopin, Kraków… Spełnienie – rzadka chwila w życiu, kiedy niczego więcej nie potrzebuję.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sprawdź także
Close
Back to top button