Publicystyka

Piotr Kowol: ja się na Pszów na pewno nie obrażę

O pępku świata, inwestycjach i wyroku sądu z Burmistrzem Pszowa Piotrem Kowolem rozmawia Paweł Polok

Paweł Polok: Rozmowę chyba należy zacząć od pytania ogólnego o sytuację samorządów w małych miejscowościach. W Pana ocenie: w jakim miejscu dziś są takie gminy jak Pszów?

Burmistrz Piotr Kowol: Najtrudniejsze dla małych miejscowości jest to, kiedy wielka polityka zaczyna wchodzić w samorządność gminno-miejską. One zawsze kojarzyły się z ludźmi, którzy znają swoje miasto, są lokalnymi liderami, a nie z partiami politycznymi. Tymczasem u nas przed wyborami samorządowymi pojawił się kandydat polityczny ten sposób prowadzenia kampanii – bardzo partyjny – przeniósł się później na codzienne funkcjonowanie. To zmienia atmosferę w mieście. Samorząd powinien być skupiony na sprawach lokalnych, a nie na sporach politycznych. A w małych miejscowościach to szczególnie widać, bo tu wszystko jest bliżej ludzi.

Czy w takim razie można powiedzieć, że kampania wyborcza w Pszowie tak naprawdę nigdy się nie zakończyła?

Można użyć takiego określenia. Od ponad dwóch lat mamy praktycznie permanentną kampanię wyborczą. Nie ma momentu, w którym można by powiedzieć, że zamknęliśmy tamten etap i skupiamy się wyłącznie na pracy. Narracja, która była obecna przed wyborami, trwa dalej: ciągłe negowanie wszystkiego, podważanie działań miasta, przedstawianie Pszowa w czarnych barwach, jako miejsca, które nie radzi sobie w rzeczywistości pokopalnianej. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że miasto i mieszkańcy przechodzą proces odbudowy — zarówno gospodarczej, jak i mentalnej.

Wspomniał Pan o mieszkańcach i tożsamości. Często mówi się o „pszowskiej wspólnocie”. Ja sam to często słyszę jako dziennikarz…

Tak. To jest coś bardzo silnego i bardzo autentycznego. My, Pszowiki, mamy w sobie przywiązanie do miejsca. Ta miłość do małej ojczyzny nie jest sztuczna, ona wynika z historii, doświadczeń, ale też z pewnego rodzaju wspólnotowego przeżycia. Pszów nie jest dużym miastem, ale ma bardzo wyraźną tożsamość. Ludzie mówią: „my jesteśmy stąd”, „my jesteśmy z Pszowa”, „my jesteśmy z naszych dzielnic, z Pszowskich Dołów, ze Starej Maszyny, z Krzyżkowic”. I to nie jest tylko deklaracja – to jest realne poczucie przynależności.

Pojawiają się jednak głosy, że małe miasta w przyszłości będą zmuszone do łączenia się w większe struktury administracyjne. Czy to realny scenariusz? Pszów z Rydułtowami?

Według mnie trzeba bardzo uważać z takimi pomysłami. Szanujmy tożsamość ludzi i tożsamość miejsc. Nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka i tworzyć sztucznych organizmów administracyjnych. Historia pokazuje, że takie rozwiązania nie zawsze się sprawdzają. Już mieliśmy przykład dużego, łączonego Wodzisławia: Wilchwy, Radlin, Biertułtowy, Rydułtowy, Pszów, Marklowice. Ii to się po prostu nie utrzymało w dłuższej perspektywie. Takie twory bardzo szybko się rozpadają albo tracą swoją funkcjonalność. Każde miasto ma swoją specyfikę, swoją historię, swoje przywiązanie mieszkańców. I tego nie da się zastąpić administracyjną decyzją.

Ale jednocześnie mówi się, że zadania nakładane na gminy są coraz większe, a koszty funkcjonowania rosną. Czy Pszów sobie z tym radzi?

Jestem przekonany, że tak. My jesteśmy przykładem, że można się podnieść po bardzo trudnym okresie. Zamknięcie kopalni było dla miasta ogromnym wstrząsem: to było widoczne w finansach, w rankingach, w całym funkcjonowaniu. Był moment, kiedy Pszów znajdował się bardzo nisko w zestawieniach gmin miejskich. Dzisiaj jesteśmy na setnym miejscu na ponad dwieście trzydzieści gmin miejskich w ogólnopolskim Rankingu Finansowym Samorządu Terytorialnego 2025. To pokazuje skalę zmiany. I to nie stało się samo. To jest efekt kilku lat pracy, stabilizowania finansów, porządkowania budżetu i konsekwentnego działania.

To jak wygląda dziś sytuacja inwestycyjna miasta?

Dziś budżet Pszowa to około 95 milionów złotych. Około 63 miliony to pozyskane środki zewnętrzne: krajowe, unijne, różnego rodzaju programy. To jest ogromny wysiłek organizacyjny. To nie tylko pieniądze, ale też praca urzędników, przygotowanie projektów, wniosków, całej dokumentacji. Dzięki temu możemy realizować konkretne inwestycje, a jednocześnie pojawiają się inwestorzy zewnętrzni, którzy zaczynają patrzeć na Pszów jako na miejsce z potencjałem.

Krytycy wskazują jednak, że w przestrzeni publicznej pojawiają się negatywne materiały dotyczące miasta. Jak Pan to odbiera?

Problem polega na tym, że tworzony jest przekaz oderwany od rzeczywistości. Pojawiają się narracje, które nie mają pokrycia w faktach i które przedstawiają miasto w sposób skrajnie negatywny. To jest szkodliwe, bo uderza nie tylko we mnie jako burmistrza, ale przede wszystkim w mieszkańców i w wizerunek całej społeczności. A Pszów to nie jest abstrakcyjny twór – to ludzie, którzy tu żyją, pracują i chcą normalnie funkcjonować. I warto dodać, że właśnie otrzymaliśmy informację, iż rybnicki Sąd Okręgowy podzielił moje zdanie: zakazał Grzegorzowi Frycowi – pełnomocnikowi Pszowskiego Komitetu Referendalnego, dalszego publikowania nieprawdziwych informacji dotyczących burmistrza i nakazał opublikowanie ich sprostowania.

W ostatnim czasie pojawił się także temat Pana wyjazdów służbowych i ich finansowania. Co Pan na to odpowiada?

Odpowiedź jest bardzo prosta i konkretna: koszty tych wyjazdów dla mieszkańców Pszowa wyniosły zero złotych. Nie było żadnego obciążenia miejskiego budżetu w tym zakresie. Wszystkie tego typu sugestie, że były to wyjazdy finansowane z pieniędzy mieszkańców, są nieprawdziwe. A jako samorządowcy jesteśmy zapraszani na różne spotkania, konferencje, wydarzenia. To jest część naszej pracy publicznej.

To co, te zarzuty mają charakter polityczny?

Nie chcę tego jednoznacznie przesądzać, bo nie mam na to twardych dowodów. Ale trudno nie zauważyć, że pewne rzeczy pojawiają się teraz – w konkretnym czasie i w konkretnym kontekście. Jeśli brakuje argumentów merytorycznych, bardzo często pojawiają się ataki personalne. Tak to niestety wygląda w przestrzeni publicznej.

A zatem pytanie o referendum. Czy uważa Pan, że mieszkańcy wezmą w nim udział? Jaki może być jego wynik?

Nie chcę być wróżbitą. To jest decyzja mieszkańców i ja ją w pełni szanuję. Ja mogę jedynie pokazywać fakty – że miasto się rozwija, że finanse są stabilne, że inwestycje są realizowane, że idziemy do przodu. Reszta należy do ludzi. To oni zdecydują, czy chcą kontynuacji, czy zmiany.

A ja zapytam jak wróżbita: gdyby wynik był dla Pana korzystny, to co dalej…?

Jeśli mieszkańcy zdecydują o kontynuacji, to będę pracował dalej, i to jeszcze intensywniej. Bo to nie jest moment na spoczywanie na laurach. Miasto nadal ma wiele wyzwań inwestycyjnych, infrastrukturalnych, społecznych. Nie ma tu miejsca na samozadowolenie.

A jeśli wynik byłby odwrotny…

…to mam swoje plany zawodowe, ale nie chcę teraz o tym mówić. Przez całe życie byłem związany z Pszowem jako mieszkaniec, jako osoba działająca społecznie i nadal tak będzie. Jedno mogę powiedzieć na pewno: ja się na Pszów na pewno nie obrażę.

Na koniec: czym dla Pana jest Pszów?

To moja rodzinna ziemia. Miejsce, gdzie są korzenie mojej rodziny, gdzie są historie pokoleń. Dla mnie Pszów nie jest tylko miejscem na mapie to jest centrum mojego świata. Pępek wszechświata jak powiedział ks. prof. Jerzy Szymik – Pszowianin.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sprawdź także
Close
Back to top button