POPowe bożyszcza dla ubogich

Już teraz słyszę to wycie po tym, co poniżej napiszę. Tekst obrazoburczy przeciwko czci i świętości rockowych bożyszcze. Jak śmiesz Piotrowski…?!
…byłem swego czasu w TZR na koncercie Kult-Akustycznie i muszę stwierdzić, że był to najnudniejszy spektakl, w jakim dane mi było uczestniczyć. A mam w swej karierze rockmana kilkaset koncertów w rodowodzie. Osłabiło mnie wszystko. Począwszy zresztą od wyznawców Kazika – już coś więcej, niż jedynie fanów. Repertuar w pierwszej części był nowy, na tyle świeży, że sam autor odśpiewał go… z kartki. Żenada. Więc było trywialnie, groteskowo i komicznie. Oczywiście byłem – muszę przyznać – odosobniony. Reszta była wniebowzięta. Pomimo że lata mojej młodości przypadły na epokę realnego socjalizmu, to nigdy nie było mi dane uczestniczyć w partyjnych masówkach. No to tutaj miałem mniej więcej sposobność.
To nie jest tak, że jestem starym zgredem i nie widziałem nigdy w Kaziku artysty. Jeszcze nie tak dawno bywało, że podczas wykonywania Po co wolność ruszałem zawsze w pogo, co bawiło moich kumpli, bo byłem sam w kotle z nastolatkami. Ale miałem taki zwyczaj, gdyż się z tym tekstem utożsamiałem niemalże od czasu jego powstania (kiedy sam byłem małolatem). Ceniłem frontmana Kultu za teksty oraz miałem niekłamany szacunek za jego niezależność. Tylko że obecnie przestał szukać. I doprawdy kwestią otwartą jest, czy żyje w przeświadczeniu, że już znalazł (na co wszystko wskazuje). Jedyne, co mogę powiedzieć w temacie jego obecnej tfurczości po koncercie, który najchętniej puściłbym w niepamięć, to zacytować mu jego samego:
…Czemu bracie robisz k…ę z muzyki?! Hej…!
„Krew jak śnieg” – Kult
Dezerter – rockowa bomba atomowa z czasów młodości, a obecnie punkrockowcy intensywnie anarchizujący zwłaszcza podczas gali rozdawania Fryderyków (kolejnym krokiem będzie telewizja śniadaniowa?), miał w swym dorobku kilka tekstów, które można zaliczyć do strzałów w dziesiątkę. Jeden z nich jest mi szczególnie bliski:
…Mamy dla was narkotyki
Damy wam spróbować
Mamy też frustrację
Żeby łatwiej was przekonać
Dostaniecie tylko tyle
Byście wciąż potrzebowali
Potem wprowadzimy zakazy i ustawy
I już was mamy, i już was mamy…
„Wszystko dla was „- Dezerter
Gościłem kiedyś u nich w garderobie i chciałem pogadać między innymi na temat tego utworu. Zaniechałem jednak, bo jeden z nich nabijał tak obrzydliwie brudną lufę, że moi kumple z podwórka nigdy by czegoś takiego do ust nie włożyli. Wychodząc z tej ich kanciapy miałem w głowie inny tekst Kazika:
…Co to za wegetarianin co w….a schabowe…?!
„12 Groszy” – Kult
Gwiazdy rocka udowadniają, że teksty, które pisali w wieku dwudziestu lat, są dalej szczere i autentyczne. Nie są. Nawet, gdy są dalej aktualne, bo akurat tutaj w Polsce nic się nie zmieniło, to są karykaturą ich twórców, którzy uwielbiają się w roli weteranów.
Spójrzmy w pesel – myślę sobie ilekroć jest mi dane zobaczyć występy tych zbowidowców w telewizji.
Fikuśny Geriatyk Rock na czarno i z ćwiekami. Tutaj chciałbym wyrazić swój głęboki podziw dla Big Cyca, czyli wielce zasłużonych kombatantów niedawnej walki z pisowskim reżimem. Zresztą ten rockowy festiwal słów odjętych od ciała wciąż przebrzmiewa w eterze, bo na przykład taki Muniek Staszczyk czy Tomek Lipiński, co wywiad, to mają inne poglądy. No ale gwiazdy – im można więcej. Takie przyzwolenie publiki – takie publiki oczekiwanie. Tutaj nie stawia się większych wymagań. Jeżeli się je stawia w ogóle. Zresztą jednych i drugich – twórców i odbiorców – cechuje brak jakiegokolwiek dystansu, bo obydwie grupy stały się konsumenckie. Moje Panie Moherki przy okazji jakiegoś tam festynu parafialnego rozdawały przez siebie zrobione breloczki w kształcie moherowych beretów. Ja bym życzył moim znajomym, którzy mentalnie polegli w Jarocinie lub Woodstocku świętego Jurka, przynajmniej kilka procent takiej rezerwy – wpierw do siebie, a potem całego otaczającego świata. Rock przestał być kontrowersyjny oraz zadziorny – stał się muzyką poważną (nie mylić z muzyką klasyczną). Śmiertelnie poważną. Zwłaszcza względem własnych dogmatów. Jest również obecnie zachowawczy. Weźmy pierwszy przykład z brzegu – właśnie już wspomniana przed chwilą orkiestra Owsiaka – i coś, co możemy nazwać zmową milczenia. Bo milczenie się opłaca…
Muzyka rockowa była głosem naszego pokolenia – nic oprócz niej nie mieliśmy i żyliśmy nie tyle nią, ale nawet więcej, bo podług niej. I tutaj trzeba wziąć na klatę smutną prawdę, że nasi idole nie mają – i okazuje się, że nigdy nie mieli – nic konkretnego do powiedzenia. To wszystko było płonne, groteskowe i chyba – nie będę się obawiał użyć sformułowania – głupie. Takie frywolne bez żadnej odpowiedzialności… nawet jej cienia. Z jednym ale – młodość ma pełne prawo do głupoty. Jednak realia pozostały takie, że bardzo wielu moich kolegów i koleżanek wzięło ten cyrk zbytnio do siebie, pozostając teraz jedynie moimi przystankami zadumy i modlitwy pierwszego dnia listopada. Rysiek Riedel tuż przed śmiercią udzielił w Spodku jednego ze swoich ostatnich wywiadów, gdzie ludzi szczerze przestrzegał, by go nie naśladowali. Kazik uraczył natomiast niedawno swoimi poglądami, bez głębszej refleksji, w temacie zażywanych przez siebie narkotyków – akurat tych twardych. No cóż. Powiem tak: moi Przyjaciele nie mieli tylko ...troszeczkę kataru… – oni nie żyją, panie Kazimierzu Staszewski.
P.S. Słyszę ten skowyt oburzonych: jak śmiałem tknąć autorytety?! Dla wielu autorytety nawet moralne. Może warto się zatrzymać i zastanowić nad własną moralnością, jeżeli co niektóre osoby tzw. życia publicznego stanowią za jej wzór…?



I właśnie dlatego zawsze wolałem muzykę lżejszą – bez tych napięć emocjonalnych, bez rewolucji pod publiczkę. Tak, zawsze takie teksty były: bo jak ogramy cenzora, to pokocha nas lud; jak nie damy rady – to zrobimy jakiś wymyk, żeby zadowolić Sekretarzy, a kariera musi się toczyć…
Dlatego wolałem prostszego rocka (niekoniecznie Lady Pank) i po prostu zabawę.
Owszem, turlałem się wśród ludzi przejętych punk rockiem i podobnymi klimatami, ale… ja miałem inny rodzaj buntu i protestu we krwi – nie ten z żyletką i agrafką w klapie.
Mnie nie było stać na glany i ramoneski – ja byłem mentalnym punkowcem, bo bunt pulsował we mnie. Ulewał się w myśleniu, w postrzeganiu świata, a nie w podbijaniu serc niewieścich za pomocą gitary.