Poseł PiS kontra memy

W Jastrzębiu-Zdroju narasta konflikt między posłem Grzegorzem Matusiakiem a Tomaszem Maronem, a w tle pojawiają się paragrafy, zapowiedzi dalszych kroków prawnych i coraz ostrzejsza wymiana publicznych komunikatów
Spór o granice satyry zaczyna wykraczać poza internet. Spór dotyczy działalności satyrycznej w internecie i jej granic. Poseł Grzegorz Matusiak zapowiedział działania prawne wobec Tomasza Marona – współadministratora strony publikującej memy.
W swoich wpisach polityk sugeruje, że sprawa ma charakter poważny i nie została zakończona. Wskazuje też możliwe konsekwencje po 6 maja – terminie związanym z postępowaniem sądowym. Jednocześnie pojawia się komunikat, że robimy, nie gadamy, co można interpretować jako zapowiedź dalszych kroków. Z kolei w komunikacie przypisywanym mecenasowi posła pojawia się lista potencjalnych naruszeń prawa, m.in. :
– zniewaga (art. 216 kk),
– zniesławienie (art. 212 kk),
– nękanie (art. 190a kk),
– fałszerstwo dokumentów (art. 270 kk),
– a nawet możliwy wątek nadużycia władzy (art. 231 kk).
To szerokie spektrum zarzutów, które obejmuje bardzo różne kategorie czynów. Tomasz Maron konsekwentnie podważa zarówno formę, jak i zasadność działań posła. W swoim stanowisku wskazuje, że cała sytuacja opiera się na niejasnych komunikatach i może dotyczyć sprawy, która była już wcześniej wyjaśniana (mem stylizowany na dokument urzędowy). Publikuje też obszerne stanowisko:
Pierwszą kwestią jest sam styl komunikacji posła Matusiaka, który na swoim profilu wcześniej blokując moje socialmedia, umieszcza wpis który jest ni to groźbą, ni to informacją o jakimś postępowaniu, o którym wie tylko on. Jedyne co przychodzi mi do głowy to sprawa z lipca zeszłego roku, odnośnie rzekomego fałszowania dokumentów. Chodziło o mem stylizowany na pismo z urzędy. Tylko ktoś z dużą dozą złej woli mógł to tak odbierać. Zarówno administratorzy memów jak i autor grafiki złożyli wyjaśnienia i do dziś nie otrzymaliśmy żadnego nowego wezwania. W odpowiedzi na naszą reakcję, poseł wrzuca drugi post, podobno od jego mecenasa. Gdzie rzuca paragrafami na wszystkie możliwe tematy, łącznie z tym który nie dotyczy mnie, ani memów, ale opozycyjnego radnego. Jest to zwyczajnie chaotyczne. A poziom komunikacji osoby, która od kilkunastu lat bierze publiczne pieniądze, z obywatelem, dyskwalifikuje go w moim odczuciu, z pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych.
Matusiak krytykuje działania Marona, choć nie padają wprost obraźliwe sformułowania, wypowiedzi posła mają wyraźnie krytyczny charakter. W jednym z wpisów sugeruje on, że Tomasz Maron może nie do końca rozumieć sytuację prawną, w której się znajduje, oraz jej potencjalne konsekwencje. Jednocześnie Matusiak podkreśla, że:
* ma dystans do żartów i samej formy memów,
* jednak jego zdaniem część publikowanych treści przekracza dopuszczalne granice,
* a sprawa ma charakter poważny i może skutkować dalszymi działaniami prawnymi.
Próbowaliśmy się skontaktować z biurem poselskim Grzegorza Matusika, ale nie odebrano telefonu i nie oddzwoniono do nas. Skorzystamy zatem z zaskakującej nieco wypowiedzi przekazanej portalowi tuJastrzębie.pl:
Tomasz Maron należy do tych ludzi, co gdy do niego mówią to nie rozumie. Tomasz Maron poszedł do sądy zapytać o sprawę, która go dotyczy i nie zrozumiał, bo to przekracza jego możliwości. Źle to świadczy, o człowieku, który jeszcze nie dawno chciał być prezydentem miasta. Sprawa nie została umorzona, jak „usłyszał” Maron. Tomasz Maron nie zrozumiał też, co się będzie działo po 6 maja. Możliwości są dwie. Obydwie dla niego niekorzystne. Pierwsza to taka, że sąd nakaże prokuraturze prowadzenie śledztwa. Druga możliwość jest taka, że otworzy się droga do oskarżenia Tomasza Marona z oskarżenia prywatnego. Dla mnie to obojętne. Tyle, że druga wersja wymaga więcej czasu. Ale dla Tomasza go znajdę – mówi Grzegorz Matusiak, poseł na sejm RP.
Spór Matusiak-Maron to klasyczne zderzenie dwóch porządków polityki i narzędzi instytucjonalnych (sądy, paragrafy), oraz internetu i satyry, które operują ironią i przerysowaniem. Z jednej strony mamy zapowiedzi działań prawnych i poważny język kodeksu karnego. Z drugiej argument o wolności słowa i roli satyry wobec osób publicznych. Tyle tylko, że poseł zgłaszający do organów ścigania żartobliwą krytykę w postaci internetowych memów sam naraża się na śmieszność. A już sformułowanie, że pan Maron niczego nie rozumie, bo to przekracza jego możliwości jest nie tylko mało eleganckie, ale w ustach posła wręcz niestosowne. Całkiem możliwe, że o wszystkich tych argumentach poseł przekona się rzeczywiście na sali sądowej. Ale wówczas będzie to nieco mniej przyjemne, niż internetowe memy.



