Janusz Piotrowski

Pożegnanie młodszego Kolegi

Fragment książki Kamyki w sandałach.
Numer Siedemnasty, czyli odpowiedź

O jego śmierci dowiedziałem się poniewczasie – zmarł dwa tygodnie wcześniej. Znów zrobił coś niepostrzeżenie. Tym razem niepozornie umarł

Większość moich koleżanek i kolegów z pracy jest w jego wieku. To nie jest czas na umieranie. To pora by się żenić lub wychodzić za mąż, płodzić lub rodzić dzieci, z odwagą patrzeć w przyszłość. No i beztrosko się śmiać. W jego życiu było niewiele autentycznego śmiechu choć starał się jak mógł o łagodność wokół siebie. Brutalność poznał dogłębnie. Od zarania zraniony – nie chciał ranić innych. Więc wybierał cień w którym czuł się bezpiecznie.

Numer Siedemnasty był przystojnym młodym człowiekiem za którym oglądały się dziewczęta i kobiety w każdym wieku, lecz on w swej historii miał tylko jeden poważny związek, w którym się zawiódł. Nie próbował już więcej. Samotnik nie tyle z wyboru, ale przymuszony do samotności. Bał się kolejnego odrzucenia tak jak boi się każdy, ale jemu akurat towarzyszył od zawsze deficyt naturalnej miłości. Od dzieciństwa brak było ciepłych słów, siedzenia na kolanach, tulenia, bezinteresownych gestów, wsparcia od osób, które miały być mu najbliższe. Więc stał się przedwcześnie samodzielny i zaradny – już jako nastolatek prowadził własną działalność. Potrafił zadbać o siebie, o swoje finanse, zdobyć zaufanie klienta, zjednywać sobie ludzi. Nie było w tym nic udawanego, bo był rzetelny. Do każdej pracy podchodził z zaangażowaniem. Sumienny młody człowiek – rzadki widok. Dobrze się na to patrzyło i można go było naprawdę lubić. Dał się lubić. Jak i szanować. To też było bez fałszywej nuty, bo roztaczał wobec siebie naturalną szczerość, która emanowała na niemal każdego. Miał jednak wrogów, bo dobroć zawsze jest piętnowana przez tych, którzy wybierają łatwiznę. Tych, którzy podążają w stronę blichtru, zawsze na skróty, a poczucie ulotności splendoru powoduje agresję. Jemu krzykliwa młodość była obca. Mozolnie trwał w poczuciu obowiązku. Ale też nigdy nie czuł się lepszy od innych.

Kiedy dowiedziałem się o jego śmierci i modliłem się w kościele Różaniec by przyjąć za niego Komunię, towarzyszył mi odgłos szumiącej wody – wśród figurek świątecznej stajenki był zamontowany wodospad. W ogromie ludzkich istnień na przełomie wszystkich dziejów tego świata, każdy jest kroplą. Spadającą z nieba, użyźniającą ziemię, łączącą się w rzeki, morza i oceany, by wyparować i wrócić z powrotem do góry. Jest Słowo i chodzi o to, by była odpowiedź.

Znalazłem kiedyś zmarzniętego ptaka. Pomimo że go ogrzałem i nakarmiłem padł.

Skończyła się jego energia – powiedział mój Przyjaciel Pan Norbert

Wszyscy co dzień ją tracimy wsiąkając coraz głębiej w ziemię. Przerażająca większość w wiecznej zabawie, bez refleksji, syci, zadowoleni, niestety letni. Numer Siedemnasty z nowotworem na który zachorował walczył tak jak potrafił – z determinacją, ale specyficzną: tą swoją, nie rozpychającą się łokciami. Cicho, nikomu nie chcąc wadzić. Chyba jednak zawstydzony swoją niemocą.

Zawodowo zajmował się czyszczeniem dywanów, samochodowych tapicerek, domowych kanap. I tak bardzo bym chciał by Pan Bóg zabrał go do nieba w tych jego klapkach, w których zawsze pracował. Chciałbym również by nie dał mu wiecznego odpoczywania, bo dla niego byłaby to kara. Niech by pucował Boży Tron. W tych laćkach.

Współuzależnienie jest zawsze cięższe niż nałóg – nałogowcy znieczulają się swoimi odżywkami i kłamstwem, a to akurat jest złośliwe, jak złośliwy rak i ma wszędzie przerzuty. Ich dzieci nie pragną wiele – tęsknią jedynie za ciepłem. Nawet gdy są dorosłe. Bardzo dorosłe.

I dorosłe zawsze przedwcześnie.

Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej,
a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej.
I chodź drogami serca swego
i za tym, co oczy twe pociąga;
lecz wiedz, że z tego wszystkiego
będzie cię sądził Bóg!

Księga Koheleta 11:9

Powiązane artykuły

2 komentarzy

  1. Strasznie smutne i przepraszam,że to napiszę(zresztą zdarza mi się to pisać i mówić coraz częściej)…Człowiek to już nawet z nazwy nie brzmi dumnie.Silniejszy miażdży naszych braci najmniejszych,żeby poczuć się lepiej.”Serce można złamać tylko raz”.Ktoś się nie mylił.Współczuję straty.

    1. Jest jeszcze gorzej. Ludzie cwaniactwo nazywają zaradnością, lojalność uważają za słabość, tradycję mają za przeżytek, starość za ułomność, zadawanie pytań (poszukiwanie) za jątrzenie, powszechne kłamstwo za wektor. Potrafią „kochać”, ale tylko bez zobowiązań (a więc odpowiedzialności) …itd itp. W imię sytej konsumpcji i mirażu tzw poczucia bezpieczeństwa są w stanie milczeć w obliczu coraz bardziej ich otaczającego zła. Robią to zresztą z determinacją pełną strachu. Stado pędzące na złamanie karku w przepaść. Taki ich wybór. I nie usprawiedliwia ich, że ten wybór jest nie do końca świadomy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button