Radny Szatyło: to zamach, potem władze będą robić z nami co chcą”

„Próba uciszenia mieszkańców”. Z radnym Alanem Szatyło o planowanych zmianach w Wodzisławiu rozmawia Paweł Polok.
Paweł Polok: Podczas ostatniego posiedzenia zespołu ds. zmian w statucie miasta pojawił się pomysł likwidacji punktu „Wystąpienia mieszkańców” na sesjach. Jak to oceniasz?
Alan Szatyło, radny Wodzisławia Śląskiego: Oceniam to jednoznacznie, jako zamach na wolność słowa i na społeczeństwo obywatelskie. Do tej pory Wodzisław Śląski był przykładem miasta, w którym każdy mieszkaniec mógł przyjść na sesję i zabrać głos na początku obrad. To był wyraz szacunku wobec obywateli. Teraz chce się to wyrzucić albo przenieść na koniec sesji, żeby nikomu nie chciało się czekać. To próba uciszenia mieszkańców.
Zwolennicy tej zmiany twierdzą, że wystąpienia mieszkańców „zabierają czas”, a niektórzy są zbyt krytyczni i niesprawiedliwi wobec władz.
Ale właśnie na tym polega demokracja! Mieszkańcy mają prawo być krytyczni wobec radnych czy prezydenta. To nie są ustawki, jak ktoś miał czelność powiedzieć, tylko realne głosy ludzi, którzy płacą podatki i finansują diety radnych oraz pensję prezydenta. Jeśli ktoś nie chce słuchać obywateli, to może powinien zrzec się mandatu.
I twoim zdaniem to nie koniec zmian?
Niestety nie. Ograniczenie wystąpień mieszkańców to tylko początek. Kolejnym krokiem ma być ograniczenie radnym prawa do składania projektów uchwał – według planów radny już nie mógłby wprowadzić projektu uchwały samodzielnie. Przypomnę, że w tej kadencji byłem jednym z nielicznych, którzy faktycznie z tego prawa korzystali – projekt uchwały dotyczącej obniżki diet radnych, projekt uchwały dotyczącej imigrantów… Najwyraźniej moje projekty kogoś zabolały. Dlatego pojawia się pytanie: kogo tak naprawdę chce się ograniczyć? To wygląda na próbę uciszenia radnych aktywnych i niezależnych.
Mowa jest także o interpelacjach.
Tak. Chcą zlikwidować punkt Interpelacje radnych. To poważne umniejszenie znaczenia jednego z najważniejszych narzędzi radnego. Interpelacje to oficjalny dokument, na który prezydent musi odpowiedzieć pisemnie. Do tej pory były jednak odczytywane wprost na sesji w osobnym punkcie, dzięki czemu mieszkańcy mogli transparentnie i zaraz na początku sesji zobaczyć, jakie pytania radni stawiają władzy. Teraz radny będzie mógł co najwyżej odczytać interpelację pod sam koniec obrad, w momencie, gdy uwaga opinii publicznej jest już najmniejsza. To odbiera interpelacjom ich rangę i sprowadza je do roli dodatku – zamiast wyeksponowanego narzędzia kontroli.
A to nie są przypadkiem kosmetyczne zmiany organizacyjne?
To na pewno nie są kosmetyczne poprawki, to jest plan na zabetonowanie samorządu. Chodzi o to, żeby mieszkańcy siedzieli cicho, a radni nie mogli zadawać niewygodnych pytań. To zamach na głos obywateli i radnych. Nie chcę, żeby tak po cichu odbierano mieszkańcom i radnym narzędzia demokracji. Powtórzę moje niegdysiejsze słowa w stosunku do władz: czy nie jest wam wstyd???
I co powinni zrobić mieszkańcy? Sprzeciwić się?
Mówić głośno o tej sprawie, wyrażać sprzeciw, nie dać się uciszyć. Póki prace nad statutem trwają, można to jeszcze zatrzymać, trzeba wyraźnie pokazać, że Wodzisław Śląski to nie jest folwark prezydenta i kilku radnych – to nasze wspólne miasto, to dla nas ostatni dzwonek, potem będą robić z nami co chcą…
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję, liczę na mobilizację mieszkańców – zanim będzie za późno.



