Rosjanin zastrzelił się z miłości do Jejkowiczanki

Piękna Helena i oszalały z zakochania Mikołaj… Wiemy, że wkroczenie wojsk sowieckich na teren Górnego Śląska wiąże się z gwałtowną i niespotykaną przemocą
Kradzieże, gwałty, morderstwa i wywózki w głąb Związku Radzieckiego były wtedy codziennością. W zbiorowej pamięci zachowało się przekonanie, że sowieccy oficerowie, którzy byli zazwyczaj Rosjanami, w przeciwieństwie do swoich podwładnych – Ukraińców – zachowywali się inaczej, co wcale nie oznaczało, że normalnie. Podczas sowieckiej ewakuacji części mieszkańców Jejkowic do Nieborowic w styczniu 1945 roku z rodzinnego albumu rodziny Olesiów wypadło zdjęcie pięknej kobiety. W chaosie ewakuacji znalazł je na poboczu drogi rosyjski oficer z Leningradu. Olśniony urodą Jejkowiczanki, nie potrafił zasnąć. Postanowił chodzić od domu do domu, by odnaleźć wśród ewakuowanych kobietę, która zabrała mu spokój.
Historię tego szalonego uczucia obserwowała Anna Szulik z domu Oleś. Mikołaj, którego nazwiska niestety pani Anna nie pamięta, był rosyjskim oficerem z Leningradu. Pochodził z inteligenckiej rodziny, ponieważ jego matka uczyła w miejscowym konserwatorium i musiała pamiętać carskie czasy oraz rewolucję. Uparty oficer dotarł do kobiety ze zdjęcia. Odnalezioną była Helena Oleś, siostra Wilhelma a ciotka wspomnianej pani Anny Szulik. Mikołaj po odnalezieniu dziewczyny ze zdjęcia zaczął odwiedzać rodzinę Olesiów, która znalazła schronienie w pustym domu niemieckiego sołtysa. Rosyjski oficer zachowywał się bardzo przyzwoicie podczas wizyt i wodził tęsknym wzrokiem za piękną Heleną oraz próbował nawiązać z nią kontakt. Dziewczyna była nieco zażenowana nową sytuacją, ale trudno było nie wpuszczać oficera zwycięskiej i brutalnej armii pod dach, tym bardziej, że nie przychodził z pustymi rękami, co w tamtym czasie było na wagę złota.
Pani Anna pamięta, że kiedy jedna z kobiet urodziła syna, Mikołaj przyniósł kilka smoczków. Kiedy Sowieci aresztowali Wilhelma, brata Heleny, po to by go wywieźć na roboty w głąb Związku Radzieckiego, Mikołaj wysyłał bezskutecznie pisma do przełożonych z prośbą o jego uwolnienie. Zaloty trwałyby w najlepsze dalej, ale Mikołaj dostał rozkaz wyjazdu na zachód. Wojna ciągle trwała. Rosyjski oficer dotarł aż do Berlina, po czym wrócił na Górny Śląsk, by odszukać Helenę. Wiosną znalazł ją w jej rodzinnym domu w Jejkowicach i w rozmowie z jej matką wyznał, że chce się oświadczyć. Helena była przerażona. Jej matka szukając na ślepo wyjścia z niełatwej sytuacji stwierdziła, że do ślubu nie może dojść, ponieważ Helena jest katoliczką, a Mikołaj prawosławnym. To stwierdzenie sprawiło, że Mikołaj wstał z krzesła i gwałtownie zadeklarował, że zmieni wyznanie, po czym wybrał się do rybnickich franciszkanów. Nie wiadomo, co rosyjski oficer wyprawiał u braciszków na Smolnej, ale wrócił do Jejkowic z potwierdzeniem, że jest katolikiem. Wszystko wskazuje na to, że wystawiający zaświadczenie zakonnik nie obnosił się później z sukcesem ewangelizacyjnym.
Rodzina Heleny stwierdziła, że wyjście oficera z domu jest jedyną okazją, by uciec od niechcianego amanta, który wygląda na takiego, który może porwać i zmusić do ślubu. Postanowiono, że obiekt westchnień rosyjskiego oficera musi uciekać do krewnych na pobliskie Piece. Młoda kobieta zrobiła, jak jej poradzono, ale kiedy Mikołaj pojawił się w Jejkowicach i nie znalazł Heleny, wyciągnął broń, grożąc rodzinie, że pozabija wszystkich, jeżeli jej nie odnajdzie. Rodzina uległa groźbom i rosyjski oficer dotarł do mieszkania w którym przebywała Helena. Zmusił ją odbezpieczoną bronią do powrotu do domu w Jejkowicach. Wyglądał na mocno zdesperowanego, ale mimo to Helena na ślub się nie zgadzała. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się jej dalsze losy, gdyby nie fakt, że Mikołaja wezwano do jednostki w Krakowie. Mocno musiał przeżywać odmowę Heleny, za którą zapewne tęsknił przez długie miesiące wojny na swej drodze do Berlina. Był człowiekiem inteligentnym i wrażliwym, który miał wstręt do prostej przemocy i nie potrafił jednocześnie pogodzić się z odmową. Wewnętrzny dramat sprawił, że pewnego dnia wyciągnął z kabury pistolet i popełnił samobójstwo. Nie wiadomo, czy spoczywa w Krakowie na cmentarzu, czy też przetransportowano jego zwłoki do Leningradu. Helenie nie było lekko po usłyszeniu tej wiadomości. Na domiar złego część wsi zaczęła o niej mówić ta od tego Rusa, co nie było wtedy niewinnym opisem a ciężarem. Jakby zza grobu, Mikołaj pokutując za gwałtowność serca, zadbał chyba o to, by dalsza część jej życia była już pozbawiona dramatycznych wydarzeń – Helena Oleś za jakiś czas znalazła miłość która jej nie przerażała i wyszła za mąż.
Zadurzony po uszy Mikołaj jest ucieleśnieniem rosyjskiej mentalności: wielkie serce, które chce kochać i ma poczucie, że robi coś dobrego oraz szlachetnego, ale w gruncie rzeczy zabiera cudzą wolność i wzbudza przerażenie. A na to wszystko nie ma w tej mentalności zrozumienia dla faktu, że świat może odrzucić tyle dobra płynącego ze szczerego serca. No i negocjuj tu z takim. Nie da się. Nie mamy łatwych sąsiadów na Wschodzie. Na Zachodzie zresztą też. Tamci też kochają po swojemu.



