Rybnik – miasto miłosierdzia

Branice leżą sześćdziesiąt kilometrów od Rybnika. To niewiele. Mała miejscowość. Miasteczko, które jednak prawa miejskie ma dostać dopiero za rok. Specyficznie tu i wyjątkowo
Naprawdę panuje inna atmosfera wyczuwalna na każdym kroku. Tutaj jest inny pryzmat, inaczej płynie czas, odmienne wartości kierują mieszkańcami. Przyjezdnego uderza na wstępie ogólny brak pośpiechu. Maleńka stacja paliw, jedna knajpka, gdzie króluje pizza, dokoła uprawne pola, małe zagajniki jak wyspy drzew, bliziutko czeska granica. Dzięki tej granicy miejscowość ostatnimi czasy zaliczyła wzrost handlowy, otwarło się kilka marketów, bo nasi sąsiedzi przyjeżdżają na zakupy motywowani niższym cenami niż za Olzą. Ale nie to jest istotą tego wyjątkowego miejsca bowiem Branice żyją całe na potrzeby szpitala. Szpitala psychiatrycznego…
Geneza szpitala sięga… obory. W oborze bowiem był zamknięty niepełnosprawny intelektualnie chłopak. Widok wstrząsnął młodym wikarym nazywającym się Józef Nathan. Tym sposobem ten młody ksiądz stał się orędownikiem osób w kryzysie psychicznym. Był ponadprzeciętnie zaradny, co skutkowało tym, że szpital, który powstał z jego inicjatywy w końcowym efekcie składał się z dwudziestu sześciu pawilonów – w tym basen, kręgielnia i korty tenisowe dla pacjentów. Ludzie zaczęli to miejsce nazywać Miasteczko Miłosierdzia. I ono nim jest. Często bywam w Branicach i urzeka mnie ono całe. Za każdym razem drepczę do Kościoła na terenie szpitala, gdzie jest rzecz, która fascynuje mnie od chwili, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz. Niezwykła krata (Złota Krata) ozdobiona dziesiątkami małych aniołów z metalu, gdzie każdy trzyma jakiś instrument. Jeszcze bardziej jestem zafascynowany biografią Józefa Nathana, człowieka z wizją, energią, celem. Jeden przykład – kiedy został biskupem, to podszedł do tego faktu bez rozgłosu. Podczas jakieś uroczystości władze kościelne kazały mu się ubrać w odpowiedni strój, i tak dopiero wtedy ludzie z miasteczka zorientowali się, że mają biskupa…
…i marzy mi się by – na wzór Miasteczka Miłosierdzia, w którym większość podporządkowana jest funkcjonowaniu szpitala psychiatrycznego – w Rybniku stworzyć z kolei Miasto Miłosierdzia. W moim mieście jest bowiem ku temu potencjał – mamy niezgorszą historię naszego własnego szpitala, świetnie wyszkolone kadry, pełno pustostanów, które można przemienić na oddziały i… zacząć zarabiać (jakkolwiek to brzmi), bo psychiatria staje się dochodowa.
Ot wizja prostego chłopaka z Rybnika.



