Rydułtowskie widoki, których już nie ma

Są takie miejsca, które znikają, choć przez dziesięciolecia wydawały się nieodłączną częścią krajobrazu. Człowiek przechodził obok nich setki razy, patrzył przez okno, mijał je w drodze do szkoły, pracy czy szpitala i nawet nie przypuszczał, że kiedyś będzie próbował odtworzyć je z fotografii i wspomnień
Rydułtowy są pod tym względem wyjątkowe. To miasto zmieniało się razem z kopalnią, a wraz z nią zmieniała się jego panorama.
Na dawnych fotografiach widać Rydułtowy, których już nie ma. W tle charakterystyczne, potężne stożki hałd, przez lata wyrastające ponad miastem niczym śląskie piramidy. W latach 60. i 70. krajobraz wyglądał niemal monumentalnie. Był węgiel, był pył, były szyby kopalniane, dymiące kominy i hałdy, które rosły z każdym rokiem. Dziś patrzymy na te zdjęcia z mieszaniną zdumienia i nostalgii.
Najbardziej niezwykłą z tych piramid pozostaje Szarlota. Jej historia jest skumulowaną częścią ponad dwustuletniego wysiłku ludzi, którzy budowali górnicze Rydułtowy. Nazwa nie jest przypadkowa. Pochodzi od Charlotte Grube – jednej z pierwszych kopalń na tym terenie, zarejestrowanej w 1806 roku przez Friedricha von Sacka i nazwanej na cześć jego córki Charlotte.
Charlotte von Sack żyła w latach 1793–1868. Wyszła za Aloisa Schweinichena i zamieszkała z nim w Czernicy. To właśnie tam, w 1819 roku, gościła przyszłą słynną śpiewaczkę operową Therese Devrient. Jej późniejsze wspomnienia pozwalają zajrzeć do świata, którego dziś już nie ma – do dworu, jego mieszkańców, dawnych obyczajów, muzyki i życia śląskiej szlachty.
To niezwykłe, że pamięć o tej kobiecie przetrwała nie dzięki pałacowi czy pomnikowi, lecz dzięki nazwie ogromnej hałdy. Charlotte von Sack spoczęła na nieistniejącym już cmentarzu przy ulicy Opawskiej w Raciborzu. A jej imię pozostało z Rydułtowami na zawsze.
Szarlota jest dziś jednym z najbardziej charakterystycznych symboli miasta. Z jej szczytu rozciąga się panorama, która potrafi zachwycić nawet tych, którzy znają ją od dziecka. Widać stąd zielony Górny Śląsk, Beskidy, Sudety, Bramę Morawską, a przy sprzyjającej pogodzie nawet Tatry. Pisarz Zbigniew Rokita nazwał ją kiedyś Górą Tabor Górnego Śląska – miejscem, gdzie przemysłowa przeszłość potrafi zamienić się w piękno.
Ale dawny krajobraz Rydułtów to nie tylko hałdy. To również budynki, których już nie zobaczymy. Jeden z czytelników, komentując stare zdjęcie, zwrócił uwagę na znajdujący się w centrum fotografii dwupiętrowy budynek z oddziałami dziecięcymi, a przed nim – dyrekcję szpitala jeszcze przed przebudową.
Dla młodszych mieszkańców może to być po prostu stary budynek. Dla wielu starszych – kawał życia. Miejsce, do którego przychodziło się z dzieckiem, w którym pracowali znajomi i krewni, które przez lata było jednym z punktów orientacyjnych miasta.
I chyba właśnie dlatego stare fotografie mają taką siłę. Pokazują nie tylko budynki, drogi i hałdy. Pokazują świat, który przeminął. Rydułtowy nie są już takie jak pół wieku temu. Zmieniła się kopalnia, zmieniły się ulice, zniknęły niektóre budynki, a hałdy przestały być wyłącznie symbolem przemysłowego ciężaru.
Pozostała jednak pamięć.



