Sędzia, który słucha metalu: łatwiej wjechać na Grossglockner, niż odtworzyć proces o czary

Jak wyglądał proces o czary kilkaset lat temu? I czy oskarżony praktycznie nie miał szans na obronę? Na te pytania odpowiedziała nietypowa inscenizacja historycznego procesu w Sądzie Rejonowym w Raciborzu
Tegoroczna rekonstrukcja wyraźnie odbiegała od wcześniejszych odsłon organizowanych przez raciborski sąd. Tym razem postawiono nie na współczesność, ale na mroczne realia dawnych procesów o czary.
Chcieliśmy troszkę zmienić schemat w stosunku do zeszłych lat i zaproponować coś nowego. Odeszliśmy od bardziej współczesnych procesów na rzecz procesu epoki baroku, żeby podkreślić różnicę pomiędzy tamtym procesem a dzisiejszym – mówił w rozmowie z nami Wiceprezes Sądu Łukasz Mrzyk
Jak podkreślał, najważniejszą różnicą był praktyczny brak prawa do obrony oraz ogromna koncentracja władzy w rękach samego sędziego.
Dzisiejszy proces karny nadal ma częściowo charakter inkwizycyjny w tym sensie, że sąd czynnie poszukuje dowodów, ale zachowana jest równowaga procesowa. Natomiast wtedy wszystkie te funkcje skupiał sędzia. Sam zbierał dowody, sam je oceniał, sam był w pewnym sensie także obrońcą, a podmiot oceniany przez sąd był właściwie tylko przedmiotem postępowania. Nie miał żadnych uprawnień procesowych – tłumaczy Ł. Mrzyk
To właśnie brak rzeczywistej możliwości obrony był jednym z najbardziej przerażających elementów dawnych procesów o czary. Oskarżeni często stawali przed sądem praktycznie bez szans na sprawiedliwe rozpatrzenie sprawy.
Tym bardziej, że chodziło jeszcze o kwestie nadprzyrodzone, co dodatkowo utrudniało jakiekolwiek dowodzenie – dodaje z uśmiechem sędzia
Organizatorzy podkreślali, że celem wydarzenia było nie tylko pokazanie historycznych realiów, ale również przypomnienie, jak ważne są współczesne gwarancje procesowe i prawo do obrony.
Sama realizacja widowiska okazała się sporym wyzwaniem organizacyjnym.
To wymaga większego nakładu pracy, większych przygotowań i zaangażowania większej ilości osób, żeby oddać realia sprzed kilkuset lat. Poprzednie procesy dotyczyły czasów bardziej nam współczesnych – przyznał Łukasz Mrzyk
Łukasz Mrzyk urodził się w 1988 roku w Katowicach. Studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach ukończył w 2012 roku z oceną celującą. Następnie odbył aplikację ogólną oraz sędziowską w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, zdając egzamin sędziowski z wynikiem dobrym. Pracował jako referendarz sądowy w sądach w Częstochowie i Będzinie, a od 2017 roku orzeka w Sądzie Rejonowym w Raciborzu. W 2021 roku Krajowa Rada Sądownictwa jednogłośnie poparła jego kandydaturę na stanowisko sędziego Sądu Rejonowego, podkreślając bardzo dobre przygotowanie zawodowe i wysoki poziom orzecznictwa. Od ponad trzech lat piastuje stanowisko wiceprezesa raciborskiego sądu. Prywatnie pasjonuje się kolarstwem górskim i długimi trasami rowerowymi, ma za sobą m.in. wjazd na Grossglockner, co w rozmowie z nami uznał za łatwiejsze, niż inscenizację siedemnastowiecznego procesu o czary. Jak sam jednak przyznaje, jego główną pasją jest muzyka metalowa.



