Publicystyka

Węgiel jest paliwem ekologicznym i odnawialnym

Z Januszem Korwinem-Mikke – prezesem partii Nowa Nadzieja – rozmawia Paweł Polok

Paweł Polok: Na Górnym Śląsku mamy w tej chwili do czynienia z wymuszeniem likwidacji górnictwa węglowego, z zamykaniem kopalni. Motywuje się to ekologią i argumentem, że węgiel już nie będzie nam potrzebny, bo będziemy korzystać z odnawialnych źródeł energii. To jest trend od dłuższego czasu. Ostatni rok wojny na Ukrainie Wschodzie, gdy węgiel stał się na wagę złota, pokazują nam, że jest dokładnie odwrotnie.

Janusz Korwin-Mikke: Węgiel jest paliwem odnawialnym i ekologicznym. On teraz zostanie spalony, pojawi się dwutlenek węgla, zazieleni się ziemia, już się zieleni, wyrosną piękne drzewa, one obumrą, wpadną do ziemi i za milion lat będzie nowy węgiel i znowuż będziemy go palili. I tak w kółko. Spokojnie zatem, to jest paliwo odnawialne. Idźmy dalej. Należy używać paliw, które są pod ręką, te które są najtańsze i najlepsze. I nie może jakiś polityk dyktować ludziom jak mają produkować energię. Mają produkować tak jak chcą. I my jesteśmy za tym.

A czy to nie jest przypadkiem tak, że to odchodzenie od węgla jest elementem polityki antyeuropejskiej, bo uzależniamy się od surowców spoza kontynentu?

Ależ ja mówiłem od samego początku, że Unia Europejska jest organizacją antyeuropejską pod każdym względem. To są wariaci. Chiny budują nowe kopalnie w dużych ilościach i się nie przejmują Unią Europejską. Jeżeli UE naprawdę chce zginąć, to zginie po prostu, tylko szkoda, że my razem z nią.

Zarzuca się na Górnym Śląsku związkom zawodowym, że tak naprawdę dały się przekupić.

No niestety tak. Dlatego że Solidarność dała się przekupić i zniszczyła wolność oraz zniszczyła reformy. Niestety tak jest.

Jakieś rozwiązania i rady?

Bardzo proste. Zakazać działania związków zawodowych i już. Po problemie. A związki generują same problemy.

To jeszcze na koniec gorący, zawsze gorący na Górnym Śląsku temat: uznanie języka i autonomia regionów.

Zupełnie nie rozumiem problemu uznawania i nieuznawania języka. Otóż państwa w ogóle nie powinno interesować, w jakim języku mówią nasi obywatele. Gdyby obywatele chcieli uczyć dzieci po chińsku – mają prawo uczyć dzieci po chińsku. Ale zakładam, że każdy chce, żeby dzieci umiały również mówić po polsku. Chyba że nie chce – to nie. My mamy żelazną zasadę dzieci należą do rodziców i to rodzice mają decydować o tym, czego są uczone dzieci i w jakim języku. Koniec. Znika wtedy cały problem. Podobnie jest z autonomią – samorządnością, której jest za mało, bo o wszystkim decyduje państwo.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button