Blog

Wujek Bolek, czyli facet z zasadami.

Trzymaj się zasad, a zasady będą trzymać się ciebie.

Przy okazji opisywania losów mojego dziadka Władysława Piotrowskiego wspomniałem już, że męska część rodziny przybyła do Rybnika w ślad za przydziałem wojskowym jego brata – porucznika Bolesława Piotrowskiego. Zacznijmy jednak od tego, czy my w ogóle mamy świadomość kim był przedwojenny oficer Wojska Polskiego? Zapewniam, że zaraz Was mocno zaciekawię. Zatem porucznik Bolesław Piotrowski, jak każdy oficer zresztą, umundurowanie, szablę, broń służbową (pistolet do munduru oraz pistolet do ubrania cywilnego) musiał ssobie kupić sam. Serio. To była prosta zasada – chcesz służyć majestatowi Rzeczpospolitej, to inwestuj. Spory wydatek, gdyż zakup munduru, czyli jego uszycie u krawca, to było około 400 złotych, zakup pozostałych rzeczy dochodził do 1000 przy zarobkach ok. 270 złotych. Nie koniec historii, bo Bolesław będąc dowódcą 1 plutonu 53 samodzielnej kompanii karabinów maszynowych i broni towarzyszącej, a „broń towarzysząca” to taczanki (broń jezdna), miał obowiązek posiadania rzędu sportowego i jezdnego (siodło, ogłowie), a to już oscylowało dodatkowymi wydatkami rzędu 1100-1200 złotych. To również nie koniec historii, gdyż zakwaterowanie, wyżywienie, składki na kasyno, bale i imprezy garnizonowe również opłacali z własnej kieszeni. Co do mieszkania, to mógł wynająć pokój na mieście (ok 100 zł) lecz miał również możliwość zakwaterowania w koszarach – odpłatnego, żeby było jasne. Koszty niewielkie 15/18 zeta, ale wszyscy, którzy go odwiedzali musieli mieć przepustki. No więc odpadały częste odwiedziny kobiet. Mhmmmm… kobiety… Kobiety ponoć w Rybniku mdlały gdy Bolesław wyjeżdżał na miasto na koniu w mundurze. Opowieścią rodzinną jest anegdota, jak jedna z zamożnych rybnickich panien chciała podarować złotą bransoletę z diamentami za możliwość zaaranżowania choćby krótkiego spotkania z Bolesławem. Nigdy się o tym nie dowiedział, gdyż Ciotka pytała na głos w rodzinie: No jakże ja miałam to Bolkowi powiedzieć – przecież on ma zasady?! Gdy Bolek chciał pobrać się w końcu z Ciotką wpierw musiał zdobyć zgodę dowództwa. Oficerowie, którzy tego nie uczynili, lub takiej zgody nie otrzymali, żegnali się z wojskiem. Istniała tzw. Komisja Małżeńska oceniająca zdolności kandydatek na żonę oficera, jej kindersztubę oraz predyspozycje intelektualne oraz obycie w towarzystwie. Podstawą w ogóle rozpatrywania była zdana matura. Musiała również wnieść posag, który gwarantował comiesięczne przelanie na konto jednostki sumy wyrównującej wynagrodzenie porucznika lub kapitana (sporo). Wymóg ten w istocie gwarantował godny poziom życia rodziny oficerskiej i spełnianie potrzeb kulturalnych. Życie kulturalne bowiem to była szeroko pojęta działalność kasyna. I nie było tak, że byle pierwszy koleś sobie mógł iść na imprezę do wojska – była ścisła selekcja zaproszeń. Nie do uwierzenia wręcz jest również rygor jakim podlegali oficerowie przebywający na mieście, czyli miejscach publicznych. Bardzo źle było odbierane korzystanie z komunikacji publicznej. A jak już musiał jechać na przykład tramwajem, to tylko na przedniej platformie, w dodatku tylko na stojąco. Wchodząc do knajpy musiał wpierw poprosić o zgodę oficera wyższego stopniem. Poważnymi sankcjami dyscyplinarnymi był taniec z kobietami w tychże restauracjach. Co więcej – niedopuszczalne było stanie w jakiejkolwiek kolejce, trzymanie w ręce siatki lub jakiegokolwiek pakunku, zaś w kinie i teatrze obowiązywała zasada zajmowania przednich miejsc do ósmego rzędu. Niewiarygodne prawda? Prosta zasada – szacunek do munduru jaki nosili. Gdy złamali tę świętą zasadę – odbierane to było jako znieważenie munduru polskiego i sprawa stawał się honorowa. No i się strzelali. Za zabicie drugiego była kara trzech lat twierdzy. Ale potem wracał do jednostki, gdyż reszta kadry wychodziła z założenia, że stanął w obronie munduru, który oni sami również noszą. Noszą z dumą. A teraz jeszcze jedna ciekawostka: oficer był obowiązany do użycia broni podczas czynnego znieważenia munduru. Po prostu wyciągał pistolet i walił. Jakież to były piękne czasy – mój Boże! Tak sobie myślę ilu pajaców by teraz leżało pokotem za bzdury, które o oficerach przedwojennej Polski obecnie wypisują.

Zdjęcie wykonane przed wejściem do szpitala psychiatrycznego w momencie przekazania CKM na taczance (czyli dla oddziału Stryja), będącym darem mieszkańców Rybnika i pracowników szpitala dla WP w Rybniku.

Dzień dla oficera zaczynał się o 6.00, choć dla konnicy (czyli znów Bolesława) o 5.00 rano – wiadomo, oporządzenie zwierząt. Trwał do 17:00. Harówa. Ćwiczenia i poligony wraz z podwładnymi. Harówa. Długie marsze stosowane w Wojsku Polskim (w tym mordercze zimowe) wraz z podległymi żołnierzami. Harówa. Oficerowi przysługiwał ordynans. Wujka Bolka przez pewien okres reszta kadry oficerskiej podejrzewała o sympatyzowanie… z komunistami. Swojego bowiem ordynansa traktował lekko: nie pozwalał czyścić butów – robił to sam, co było niebywałe, nie wysługiwał się nim, bronił przed innymi, dla zachowania względnych pozorów czasami wykorzystywał do drobnych poruczeń. Porucznik Bolesław Piotrowski bronił Rybnika w 1939 roku w Bitwie Żorskiej w okolicach Kleszczowa na wysokości ulicy Rybnickiej. Potem jeszcze zdążył się przebić i bił się na wschodzie z sowietami. Kolejny odwrót, by w końcu trafić do niemieckiej niewoli. W oflagu około 1943 roku wpadł w tak zwaną „siatkę” składającą się z badających go: funkcjonariusza Gestapo, oficera Abhwery i… jasnowidza. Podczas tego dochodzenia wyszło, że jego brat Władysław jest dowódcą Armii Krajowej i kara dla Bolesława była jedna: obóz koncentracyjny. Wyszedł z niego w 1945 roku. Ale ani wojna, ani nic się nie skończyło. W kwietniu 1947 r. aresztowano Władysława – przedstawiciela Rządu Tomasza Arciszewskiego, przewodniczącego zakonspirowanego Stronnictwa Narodowego, dowódcę WiN na Śląsku. Wieźli go jako konspiracyjną szychę do Warszawy na przesłuchanie. Nad rzeką Przemszą był zbombardowany most, gdzie pociągi mogły jechać tylko 5 km/h. Wtedy im uciekł, ukrywał się potem u zaprzyjaźnionej rodziny fotografa w Dąbrowie Górniczej, potem jakiś okres u pewnego księdza, a potem jeszcze byłymi AKowskimi kanałami przerzutowymi udało mu się zbiec do Anglii.

I tak przyszło drugi raz Wujkowi Bolkowi zapłacić za działalność swojego brata – komuniści Go aresztowali, osądzili w Sądzie Wojskowym w Krakowie (choć był już w cywilu), a potem więzili w jednej z najstraszniejszych czerwonych katowni jaką były Wronki. Tutaj przydało się doświadczenie z obozów koncentracyjnych, bo współwięźniów ratował radząc choćby Nie śpijcie ludzie na plecach, bo to pewna śmierć (we Wronkach nie było pryczy tylko betonowa podłoga). Powtarzał zresztą Wujek Bolek to, co mówił Pan Rotmistrz Pilecki, że Auschwitz przy komunistycznych kazamatach, to była igraszka. Zwolnili Go dopiero w 1956 roku jako strzęp człowieka. Dochodził do siebie w łóżku Pana Norberta Adamczyka – wtedy młodego chłopaka. I to właśnie Pan Norbert dał mi świadectwo, że Wujek Bolek nigdy nie przeklął swoich oprawców. Ani tych brunatnych, ani tych czerwonych. On się za nich na Różańcu modlił. Dla mnie tak właśnie wygląda świętość, lecz osąd tej postawy zostawiam indywidualnie każdemu. Jedyne, o co mogę prosić, po tym co tutaj napisałem, to o krótką modlitwę w intencji niewinnego przedwojennego oficera – porucznka Bolesława Piotrowskiego. Bóg zapłać Drogi Czytelniku. I na koniec jedna dygresja. Pan Józef W. Bednarz – lekarz psychiatra, dyrektor Zakładu Psychiatrycznego w Świeciu, zamordowany przez Niemców wraz ze swoim pacjentami, był autorem maksymy, którą się w Polsce kierowano: „Miarą społeczeństwa jest stosunek do ludzi chorych psychicznie”. Przedwojenna elita społeczna, jaką byli oficerowie Wojska Polskiego, wraz ze swoimi podkomendnymi żołnierzami stacjonowali na terenie Szpitala Psychiatrycznego. Funkcjonowali i wypełniali swą służbę i żołnierskie obowiązki wśród pacjentów chorych psychicznie. Ba! W szpitalnej Kaplicy nazywanej przez rybniczan „Bazyliką Mniejszą za Murami” odbywały się wspólne Msze z pacjentami. Pełna asymilacja miasta ze szpitalem. A dziś? Za odpowiedź niech posłuży fakt, że w Rybniku nie ma ani jednego mieszkania treningowego dla pacjentów, a szpital jest odizolowany jak nigdy dotąd. Tak więc te wszystkie deklaracje o równości, tolerancji wobec wszelakich mniejszości, równouprawnieniu i Bóg wie o czym jeszcze, w świetle tylko tego jednego przykładu wydają się pustymi frazesami. Powtórzę zatem pod adresem wszystkich włodarzy: Trzymaj się zasad, a zasady będą się trzymać ciebie.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sprawdź także
Close
Back to top button