Historia

Zamknięte przychodnie i lasy oraz nadmiarowe zgony. Tak PiS 6 lat temu zaczął niszczyć gospodarkę

Ten czas przejdzie do historii Polski jako jeden z najbardziej tragicznych od czasów II wojny światowej

W listopadzie 2020 roku zmarło 62 tys. osób, czyli dwa razy tyle, co w listopadzie 2019 roku. Statystyki te są wstrząsające i jednoznacznie pokazują, że decyzje rządzących miały dramatyczny wpływ na życie Polaków.

Ten program, który nazywamy ‘Eutanazją Plus’ został wdrożony od marca tego roku przez zablokowanie Polakom leczenia w szpitalach, przychodniach. Od marca leczy się tylko jedną chorobę. Nie ma dostępu do leczenia na nowotwory, cukrzycę, choroby płuc, itp. – mówił w listopadzie 2020 obecny poseł Roman Fritz

To zdanie wstrząsa, bo obrazuje skalę zaniedbań. Decyzje władzy w czasie pandemii nie ograniczały się do wprowadzenia obostrzeń sanitarnych – blokowały dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej, a konsekwencje tej polityki odbijają się do dziś. Ludzie umierali nie tylko na COVID-19, ale także na choroby, które w normalnych warunkach byłyby możliwe do wyleczenia lub przynajmniej opanowania.

W praktyce oznaczało to, że pacjent z nowotworem czy cukrzycą miał ograniczony dostęp do specjalistycznej diagnostyki, przychodni i szpitali. System ochrony zdrowia został zredukowany do minimum, podczas gdy choroby przewlekłe czy zagrażające życiu nie czekały. To właśnie wtedy narodził się dramat nadmiarowych zgonów.

Ale ograniczenia dotknęły nie tylko służby zdrowia. Lasy, parki i tereny rekreacyjne były zamykane, a społeczeństwo odizolowane od przestrzeni publicznej. Ludzie tracili kontakt z naturą, a wraz z tym – elementarną możliwość odreagowania stresu i zachowania zdrowia psychicznego. To pokazuje, że polityka rządu nie była ukierunkowana na ochronę obywateli, lecz na kontrolę i ograniczenie swobód, często w imię nieprzemyślanych lub wysoce kontrowersyjnych decyzji.

Równocześnie polityka władzy wyraźnie osłabiała pozycję zwykłego człowieka w starciu z systemem. Doskonałym przykładem jest historia Marcina Kozy, który został oskarżony o sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa. Po latach wygrał proces.

Ten dzień zapamiętam do końca życia. W jednej chwili przekreślono coś, co budowałem przez lata. Nawet wygrana tak naprawdę niewiele zmieniła, bo nie odda zdrowia, które staram się naprawiać, nie cofnie strat finansowych ani tego, co zostało zniszczone. Dała mi natomiast jedną ważną rzecz – nadzieję, że zwykły człowiek, który walczy o swoje, może wygrać nawet z dużo silniejszym przeciwnikiem – mówi w rozmowie z nami M. Koza

Jego słowa są dowodem na to, jak bardzo nierówna była walka obywateli z systemem i jak bardzo rządzący byli oderwani od rzeczywistości codziennego życia Polaków. Proces Kozy pokazał również, że nawet jeśli ktoś wygra w sądzie, nie odzyska zdrowia, nie cofnie finansowych strat i nie naprawi zniszczonych lat pracy.

To była nierówna walka. I bardzo trudna. Ale pokazała mi też, co naprawdę się liczy – wytrwałość, lojalność, walka o wartości i to, żeby nie odpuszczać, nawet kiedy już naprawdę boli. Najgorsze jest jednak to, że jako społeczeństwo trochę to przegraliśmy. Daliśmy się ograć ludziom, którzy powinni nam pomagać, a nie utrudniać życie. I to chyba boli najbardziej – podkreśla M. Koza

Historia Face2Face jest symbolem szerszego zjawiska. Polacy zderzyli się z systemem, który powinien ich chronić, ale zamiast tego ograniczał ich prawa, odbierał dostęp do służby zdrowia, zamykał lasy i parki, pozbawiał bezpieczeństwa i sprawiał, że każda choroba stawała się zagrożeniem śmiertelnym.

Dziś chyba już niewielu ma wątpliwości, że wiele decyzji podejmowanych w tamtym okresie było nie tylko nieskutecznych, ale wręcz absurdalnych. Zamykanie lasów i kościołów, przy jednoczesnym pozostawieniu otwartych wielkich sieci handlowych – jak Biedronka czy inne markety – trudno dziś uznać za działania racjonalne czy rzeczywiście chroniące obywateli przed ‘śmiertelnym wirusem’ – zauważa Adam Kania z Fundacji Twoje VETO, który wówczas walczył z zamykaniem gospodarki

Jego słowa pokazują, że absurdalne decyzje władzy nie były kwestią niedopatrzenia, lecz świadomą polityką ograniczania przestrzeni publicznej i ingerencji w życie codzienne obywateli, przy jednoczesnym pozostawieniu otwartych miejsc handlu, w których ryzyko zakażeń było wysokie.

To, co jeszcze kilka lat temu było wyśmiewane jako ‘teorie foliarzy’, dziś staje się przedmiotem poważnej debaty publicznej. Widzimy też zmianę podejścia na świecie. W Stanach Zjednoczonych przywraca się do pracy żołnierzy, lekarzy i pielęgniarki, którzy wcześniej zostali zwolnieni za brak szczepień przeciw COVID-19. To pokazuje, że nawet instytucje państwowe zaczynają przyznawać, że część decyzji była pochopna lub błędna. Tymczasem w Polsce wciąż mamy ciszę. Do dziś nikt nie przeprosił obywateli. Do dziś nikt nie rozliczył absurdalnych obostrzeń – dodaje Adam Kania

Do tego dochodzi wymiar prawny. Sąd Najwyższy w uchwale z 26 kwietnia 2023 roku (Sygn. akt III PZP 6/22, punkt 26) wskazał, że ograniczenia wprowadzane pod pretekstem walki z pandemią były często chaotyczne, bezrefleksyjne, a nawet bezprawne. Skala ingerencji w prawa obywatelskie była bezprecedensowa, a wiele z tych ograniczeń nie było koniecznych dla ochrony zdrowia publicznego i naruszało konstytucyjne prawa obywateli.

I to już nie jest opinia publicystyczna. To jest stanowisko najwyższego organu sądowego w Polsce. Dlatego dziś – po 6 latach – potrzebujemy nie tylko refleksji, ale też odwagi politycznej. Odwagi, żeby powiedzieć prawdę. Odwagi, żeby przeprosić obywateli. I odwagi, żeby wyciągnąć wnioski – tak, aby państwo nigdy więcej nie sięgało po tak daleko idące ograniczenia wolności bez realnych podstaw.

Nie umknęło uwadze sądu, że ograniczenia były niekonstytucyjne – powiedziała wprost w ustnym uzasadnieniu wyroku uniewinniającego Marcina Kozę sędzia Barbara Wajerowska-Oniszczuk

Nie ograniczenia, tylko planowe niszczenie – mówi jedna z mieszkanek Rybnika, która wspomina tzw. godziny dla seniorów -Idąc z dwuletnią wnuczką, nie mogłam zrobić zakupów, bo przecież wnuczka nie jest seniorem. To nie „państwo” mi to zafundowało, tylko konkretne osoby: Piecha, Jabłoński, Matusiak i cała reszta tych politykierów, na widok których do teraz wyłączam telewizor. To był najgorszy rząd po 1945 roku – dodaje

To, co zrobili Piecha, Matusiak i czterdziestu innych posłów PiS, podpisując się pod projektem ustawy „Bezkarność Plus” i jego późniejszą wersją „Hoca”, jest skandaliczne. Druk 539 z 12 sierpnia 2020 r. przewidywał w Art. 10d, że można naruszać obowiązki służbowe lub prawo, jeśli działa się „w interesie społecznym” – czyli de facto nadano sobie immunitet na decyzje, które potem kosztowały życie i zdrowie Polaków. Potem Piecha jawnie tłumaczył sens segregacji sanitarnej, usprawiedliwiając ograniczenia praw obywatelskich. To pokazuje, że część polityków PiS traktowała pandemię nie jako wyzwanie zdrowotne, lecz jako narzędzie kontroli i bezkarności. Obywatele powinni znać nazwiska tych, którzy odpowiadają za decyzje prowadzące do chaosu w ochronie zdrowia i nadmiarowych zgonów, których symbolem już na zawsze pozostanie starszy pan stukający kijem w parapet zamkniętej na cztery spusty przychodni.
Pamiętajmy, że zmarło przedwcześnie ćwierć miliona Polaków, bo szalonym urzędnikom partii rządzącej i ścigających się z nimi tzw. opozycjonistom zamarzyła się „bohaterska” walka z nieistniejącą pandemią.
A lekarze, którzy odważyli się leczyć pacjentów w oparciu o wiedzę i doświadczenie do dziś są ścigani przez tzw. sądy lekarskie tracąc prawo do wykonywania zawodu
– mówi w rozmowie z nami poseł Roman Fritz, który podówczas bronił przedsiębiorców z kawiarni Żółty Młynek w centrum Rybnika, która wyglądała wtedy…

…tak:

Historia Polski ostatnich sześciu lat to nie tylko zamknięte przychodnie, nadmiarowe zgony i lasy pozbawione ludzi. To także opowieść o absurdzie władzy, która w imię kontroli i pozornych działań ochronnych niszczyła życie obywateli. Przy okazji z budżetu „wyparowało” 400 000 000 (słownie: czterysta milionów) złotych.

Polska przeznacza w sumie ponad 400 mln złotych na walkę z pandemią COVID-19 na świecie, to jest ok. 90 mln Euro.  Kwota ta obejmuje środki przeznaczone na badania nad koronawirusem, m.in. nad szczepionką, lekami i testami. Ta kwota, z której finansowany jest wkład naszych naukowców w światowe działania na rzecz pokonania wirusa to ok. 350 mln złotych – podkreślał w maju 2020 roku ówczesny wiceminister Paweł Jabłoński

Czy tych pieniędzy nie należało przeznaczyć w pierwszej kolejności na potrzeby polskich obywateli?

Polska zasługuje na państwo, które chroni swoich obywateli, a nie takie, które ich ogranicza i krzywdzi – mówił wówczas pod biurem posła B. Piechy Roman Fritz

Czy po sześciu latach ktokolwiek z obecnej największej partii opozycyjnej wyciągnął z tego wnioski? Na to pytanie Czytelnicy muszą sobie odpowiedzieć sami.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button