Publicystyka

Zielone konie, czyli architektoniczne perełki Rybnika

Z architektem i znawcą historii Rybnika Jackiem Kamińskim rozmawia Paweł Polok

Paweł Polok: W ramach naszych obchodów 800. urodzin Rybnika chcieliśmy przypomnieć i pokazać budynki, które są dla Rybnika charakterystyczne.

Jacek Kamiński: Fantastycznie! Zatem pierwszy, który jest – można powiedzieć – dziełem niepełnym w związku z rozbiórką pod koniec wieku osiemnastego. Mowa oczywiście o kościele akademickim na Górce. To, co wewnątrz zostało, możemy podziwiać właśnie w trakcie Mszy Świętej i tam też zapraszam w niedzielę na 11:00. Drugi obiekt, na który chciałbym zwrócić uwagę jest poza historycznym Rybnikiem – na Paruszowcu. Ale za trzy lata mamy stulecie przyłączenia, więc przez te trzy pokolenia Paruszowiec się z Rybnikiem zrósł. I tam mamy na rogu ulicy Wielopolskiej i Mikołowskiej dawną siedzibę nadleśnictwa. To jest budynek z pierwszej połowy XIX wieku, najstarszy obiekt w dzielnicy i jeden z najstarszych nieprzekształconych obiektów w mieście. Ale jest zagrożony niestety, ponieważ w planach jest tam budowa ronda. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. I trzeci obiekt, który jest wart omówienia, to Okrąglak przy ul. Wysokiej. Okrąglak, który został niedawno wpisany do rejestru zabytków. Czyli jego walory musiały być na tyle wysokie, że konserwator o tym zdecydował. Mowa oczywiście o konserwatorze wojewódzkim.

Jakie są te jego główne walory?

To jest dobra architektura lat 70. autorstwa rybniczanki Barbary Meisel, która wprawdzie projektowała to w Gliwicach w ramach projektu tamtejszego, ale wtedy tak to funkcjonowało. W tym budynku, po raz pierwszy w Rybniku, zastosowano ścianę osłonową inaczej zwaną kurtyną. Czyli to, co my widzimy, nie podtrzymuje dachu ani kolejnych kondygnacji. Taka ciekawostka. I sam układ jest dość interesujący, bo na dole mieliśmy słynny kulok, czyli kawiarnię o okrągłym kształcie. Na Śląsku coś okrągłego mówi się kulok (śmiech). A u góry bardzo ciekawa duża sala. Teraz tylko pytanie, kiedy Cech Rzemiosł wyremontuje budynek, który od pół wieku służy rybniczanom.

Jeżeli jesteśmy w tym rejonie miasta, to zapytam o budynek teatru, który ma fantastyczną akustykę…

I teraz dochodzimy do tego, kto tę akustykę zaprojektował. Mieliśmy taką słynną sportsmenkę Irenę Szewińską z domu Kirszenstein. Właśnie jej ojciec zaprojektował dla naszego obiektu akustykę. To jest oczywiście drobny wycinek, ale niezmiernie istotny dla całego projektu, który jest dziełem tria: Jerzy Gottfried (lwowianin, ale dzieciństwo spędził w Rybniku), Henryk Buszko i Aleksander Franta. Franta i Buszko stworzyli kolejny już projekt, ponieważ wcześniejsze były w duchu socrealizmu i miały być wybudowane przy kościele św. Antoniego w zupełnie innym miejscu, w zupełnie innej formie. Jednakże oni stworzyli projekt, który wykorzystywał układ terenu, czyli wzniesienie. I na jego szczycie umieszczono modernistyczny, bardzo wysokiej klasy obiekt. Majstersztyk. I podobnie jak Okrąglak uzyskał wpis do rejestru zabytków. To jest o tyle ważne, że jednej strony jest to potwierdzenie jego jakości architektonicznej, a z drugiej w zasadzie uniemożliwienie zniszczenie jego walorów, ponieważ teraz wszelkie prace teraz będą prowadzone pod okiem specjalistów.

Z budynku teatru, z jego piętra administracyjnego, mamy w stronę zachodnią piękną panoramę śródmieścia Rybnika.

Tak! To jest w sposób mistrzowski, niczym gdzieś we Włoszech, zaprojektowana i wybudowana loggia, gdzie ten obraz świata, czyli krajobraz, jest rytmicznie podzielony. Idąc i patrząc w stronę rynku mamy kolejne sekwencje. Jest to rozwiązanie, które budzi podziw dla jego twórców. Na marginesie: twórcy, to trio, zwali się Zielonymi Końmi. Taką nazwę sobie ustalili w jednym z konkursów. Inni architekci też ich tak nazywali. Cała ich twórczość jest najwyższej klasy – od samego początku do końca. Praktycznie można powiedzieć, że druga połowa XX wieku to w architekturze na Górnym Śląsku są głównie oni.

Nie mogę nie zapytać o budynek, który mnie jest osobiście bliski. Kościół i klasztor Franciszkanów na Smolnej. To jest funkcjonalizm?

Może nie do końca, na pewno jest to modernizm, czyli architektura, która z zasady ogranicza dekoracje, czasem wręcz odrzuca je całkowicie w swoim skrajnym nurcie, który zwiemy funkcjonalizmem właśnie. A w tym kościele mamy pewne elementy dekoracyjne. I szczerze mówiąc jakby tak się tak dobrze przypatrzeć, to jest to obiekt bardzo mocno osadzony w tradycji. Gdy wejść do nawy głównej, to tak troszeczkę się czujemy jak w dawnych bazylikach! Czyli to nie jest całkowite zerwanie z tradycją. Co ciekawe, najpierw wybudowano klasztor, a później kościół – ta wspaniała budowla, która – pamiętajmy – jest widoczna już z pogranicza Niedobczyc i Zamysłowa! Wjeżdżając do Rybnika mamy czytelny sygnał, że oto tuż przed samym centrum mamy tego typu obiekt.

Szkoda wielkiego ołtarza z marmuru kararyjskiego, który został w latach siedemdziesiątych rozebrany…

To była taka moda na modernizację, która w wielu wypadkach trwa nadal. Czyli pozbywamy się pewnych dawnych rozwiązań, które nam się nudzą, a potem po latach kolejne pokolenie czy nawet kolejne pokolenia bardzo żałują tych decyzji. I to jest chyba taka przestroga na przyszłość, żeby zawsze kilkukrotnie się zastanowić przed ingerencją w obiekty zabytkowe, dawne – nawet jeśli one formalnie statusu zabytku nie posiadają i nie mają nadzoru konserwatorskiego. Nie zawsze warto. Czasem może lepiej być ciut bardziej powściągliwym. Przemyśleć, przedyskutować. Niestety obserwujemy nadal bardzo dużo takich sytuacji.

Jeśli chodzi o Rybnik to chyba jesteśmy w stosunkowo dobrej sytuacji? Czy się mylę?

Generalnie nie jest najgorzej, aczkolwiek mogłoby być lepiej. Myśmy się nigdy – z racji tego, że to było dość długo miasto małe czy średnie – nie doczekali charakterystycznej dla miast dziewiętnastowiecznych zabudowy kwartałowej. To, co jest typowe dla Katowic, dla Bytomia czy Gliwic u nas nie zdążyło się rozwinąć, weszły nowe tendencje w urbanistyce, gdzie raczej się operowało bryłami wolnostojącymi. I dlatego z naszego punktu widzenia tym groźniejsze są przekształcenia nieudolne. Wszak jeżeli one są wykonane zgodnie z zasadami, to to nie jest szkodliwe. Ale przekształcenia nieudolne lub wręcz likwidacja – to klęska. Mamy na Hallera słynną kamienicę tuż przy Plazie, która już przez dekady przechodzi różne procesy, głównie degradacji – z różnych przyczyn. I ona w tej chwili ulega rozbiórce. Zapewne to jest wynik nakazu Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, ale obawiam się, że czasem te decyzje mogą być zbyt pochopne, bo moim zdaniem jest to obiekt do uratowania. Gdybyśmy w ten sposób traktowali tego typu obiekty, to w 1945 roku 80% Warszawy musiałoby zostać rozebrane, a nie odbudowane. Nie wiem co tam na tym miejscu powstanie, bo u nas czasami bywa tak, że się rozbiera i zostaje pusty plac. Taki klasyczny już przypadek to – po sąsiedzku w stosunku do tej kamienicy – dawna stolarnia przy ulicy Wiejskiej, która została rozebrana jakieś ćwierć wieku temu i do dzisiaj tam na pustym placu rośnie trawa i samosiejki. W centrum miasta, między Nacyną a Wiejską i ul. Hallera.

U tak, tak zwanego diobła. Miała tam powstać stacja benzynowa, ale właściciel nie otrzymał zgody.

I słusznie, bo to nie jest miejsce na stację benzynową. Wracając do głównego wątku: u nas nie jest bardzo źle. Nie mamy takich problemów jak przykładowo Chorzów, Bytom, niektóre zabrzańskie dzielnice czy Ruda Śląska, gdzie są całe hektary nieużytków, które kiedyś były w jakiś sposób zagospodarowane. No ale mogłoby być lepiej.

Szkoda też RyFaMy…

Z jednej strony szkoda, ale z drugiej – o ile zapowiedzi inwestora się ziszczą – teren zostanie ponownie zagospodarowany, a cenne fragmenty zabudowy utrzymane. Głównie chodzi mi o halę z 1858 roku. Sama ta hala jest ponad dwukrotnie większa niż nasz rynek. Jest to przestrzeń gigantyczna i też o bardzo dobrej architekturze. Mało kto sobie to uzmysławia, bo to był teren zamknięty zakładu przemysłowego, ale to może być jedno z najlepszych miejsc do zamieszkania w mieście. Samo centrum, więc trzeba to bardzo dobrze zaprojektować i oczywiście wprowadzić odpowiednią ilość zieleni, ale jest szansa na nowe życie, bo RyFaMa i kuźnia – to warte podkreśelnia: RyFaMa i kuźnia – działały ponad 120 lat, a teraz jest szans na na nowe życie. I na koniec anegdota związana z tą kuźnią właśnie: Adolf z Gerardem, czyli właściciele, rozmawiali i Adolf pyta Gerarda: co to je autochton? No to taki, co sam miyszko już downo. Pierona, ja myśloł, że jaki wyzwisko i żech w pysk doł tymu chopu!

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły

3 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button