Historia

Zwłoki w przydomowych ogrodach w Jejkowicach

Żona alkoholika, która doświadczyła przemocy z rąk swojego męża, okłamuje samą siebie, usprawiedliwiając zachowanie swojego oprawcy

Robi to po to, by zachować dobre samopoczucie i nie konfrontować się z bolesną rzeczywistością. Podobna historia przydarzyła się w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku porwanym w Sztokholmie pasażerom samolotu, co stało się źródłem kategorii zwanej syndromem sztokholmskim. Z nami jest tak samo – uciekamy często od prawdy historycznej, by ratować dobre samopoczucie. Strategia taka jest skazana na klęskę, bo dobre samopoczucie może się pojawić tylko bo bolesnym spojrzeniu prawdzie w oczy.

Walki z czasów II wojny światowej w okolicach Rybnika zakończyły się pod koniec marca 1945 roku. Po tym czasie nic nie wróciło do przedwojennych norm, bo na naszym terenie rozpoczęła się sowiecka rewolucja. Wir historii z tamtego okresu do dzisiaj pozostawił poprzekręcane pojęcia, fałszywe uproszczenia i kryjące się pod ziemią ślady grozy. Komunistyczne nazwy rybnickiej ulicy Wyzwolenia i pobliskiego Placu Wolności zaprzeczają swoim pierwotnym nazwom: sowieckie wyzwolenie było nową okupacją, a sowiecka wolność stała się nowym zniewoleniem. Wszystko to umyka zrozumieniu zwykłego człowieka, bo sowiecka propaganda do perfekcji opanowała kłamstwo. Stereotyp o inteligentnych Polakach i nierozgarniętych komunistach jest z gruntu fałszywy. Jest dokładnie odwrotnie i okres II wojny oraz komunizmu zakończy się dopiero wtedy, kiedy ta oczywistość stanie się powszechna.

Fałsz i okrucieństwo lat wojny oraz wczesnego komunizmu są widoczne na rybnickim cmentarzu komunalnym na ulicy Rudzkiej. Mogiła sowieckich żołnierzy znajduje się na starym cmentarzu żydowskim a materiał stojącego tam pomnika pochodzi ze zniszczonej i rozkradzionej kaplicy rybnickich protestantów. Poza tym, leżący tam sowieccy żołnierze w większości nie są Rosjanami a Ukraińcami, którzy przed ruszeniem do ataku modlili się często na kolanach a dopiero później pili wódkę, by osłabić lęk przed śmiercią. Na niedalekim cmentarzu w Jejkowicach prawda o wojnie również tchnie grozą i jest zakamuflowana w podobnym stopniu. Na środku parafialnej nekropolii znajduje się pomnik pomordowanych przez Niemców Polaków pod płytą którego spoczywają ofiary Marszu Śmierci ze stycznia 1945 roku. Polacy – powstańcy śląscy, nauczyciele, urzędnicy, nie spoczywają w tej mogile. Widnieją tam tylko ich imiona i nazwiska, bo ich ciała spłonęły w niemieckich krematoriach a prochy rozwiał wiatr. Na płycie nie ma informacji o więźniach, którzy przeżyli w niemieckich obozach koncentracyjnych, nie ma też słowa o kilkunastu zesłanych na roboty i kilkudziesięciu wcielonych do Wehrmachtu, którzy nigdy nie wrócili do domu, bo ich kości zostały na cmentarzach Francji, Niemiec, Włoch i Związku Radzieckiego. Nie ma też informacji o żołnierzach Wehrmachtu, którzy po wzięciu do niewoli walczyli w polskiej armii generała W. Andersa – wielu z nich zginęło w polskich mundurach. Zbrodnie bez większej kary – w procesach norymberskich skazano tylko kilkanaście osób, większość uniewinniono. Niemieccy oprawcy po wojnie awansowali społecznie i się bogacili, rodziny ich ofiar z Jejkowic mają tylko symboliczny grób swoich krewnych. Pod płytą-pomnikiem wojny spoczywają ciała kilkudziesięciu ofiar Marszu Śmierci, mimo tego, że przez Jejkowice nie ewakuowano więźniów z obozu w Auschwitz. Relacje żyjących świadków potwierdzają, że w mogile na jejkowickim cmentarzu spoczywają żołnierze niemieccy i sowieccy, których grzebano szybko podczas walk w początkach roku 1945 roku. Prawdziwa jest informacja z płyty nagrobnej, jak również relacje mieszkańców. Po wojnie w zbiorowej i międzynarodowej mogile wojennej pochowano ofiary Marszu Śmierci ekshumowane w pobliskich Orzepowicach i Chwałęcicach. Zbiorowa mogiła na jejkowickim cmentarzu zaczęła powstawać podczas walk w miejscowości. Front przebiegał dokładnie przez jej środek. Po wojnie okazało się, że miejscowość zniszczono w przeszło 90 procentach. Część mieszkańców Niemcy i Sowieci ewakuowali na czas walk, część jednak nie miała dokąd się ewakuować i została na miejscu. Po ustaniu walk, mieszkańcy spontanicznie grzebali martwych żołnierzy na miejscowym cmentarzu. Obawiano się zarazy i szykowano do wiosennych zasiewów. Część zwłok nadal spoczywa w przydomowych ogródkach. Powrót do domów był bolesny i niebezpieczny. Domostwa były zaminowane. Wielu ludzi, w tym dzieci, zginęło wchodząc na podwórza swoich spalonych domów. W raciborskim archiwum znajdują się cztery tomy akt określających straty wojenne miejscowości. Wiele z tych dokumentów jest zredagowanych na odwrotnej stronie niemieckiej korespondencji i druków propagandowych, co pokazuje, że krótko po wojnie brakował nawet czystych kartek papieru. Odbudowa miejscowości była dziełem heroicznym, tym bardziej, że powiązane była z koniecznością odbudowy szkoły i budowy kościoła (poprzedni spłonął doszczętnie podczas walk) a na to wszystko część mężczyzn została aresztowana przez Sowietów i wywieziona na przymusowe roboty w głąb Związku Radzieckiego. Spośród 26 osób tylko część powróciła z czasem do domów.

Stanisław Błażejewski został pierwszym wójtem w powojennych Jejkowicach. Człowiek ten w czasie okupacji należał do podziemnych struktur Armii Krajowej. Złapany przez Niemców, został więźniem obozu koncentracyjnego. Po wojnie, wraz z towarzyszem broni, Jerzym Kufietą z Zebrzydowic prowadził nadal działalność konspiracyjną i informował władze polskie w Londynie o poczynaniach komunistów. Urząd Bezpieczeństwa złapał obu i torturował w rybnickich katowniach – jedna z nich była na terenie dzisiejszej szkoły muzycznej w Rybniku prz ulicy Więźniów Politycznych. Pokazowy proces zdrajców Polski Ludowej urządzono w sali restauracji Świerklaniec. Stanisław Błażejewski otrzymał trzykrotny wyrok śmierci, który dzięki żonie, która sprzedała krowę na łapówki, zamieniono na wywózkę do ZSRR. Syn Stanisława Błażejewskiego dotarł do resztek broni zebrzydowicko-jejkowickich partyzantów i stworzył własną grupę zbrojną. Wskutek obławy UB zabito go w Zebrzydowicach i zakomunikowano publicznie rozbicie grupy przestępczej. Przekonanie o bandyckim charakterze grupy syna Stanisława Błażejewskiego panuje w miejscowościach po dziś dzień i biorąc pod uwagę metody działania komunistów, jest prawie pewne, że było to działanie propagandowe mające obrzydzić zwykłym ludziom patriotyczny ruch oporu.

Obcy przeorali nasza ziemię. Urządzili sobie na niej pole bitwy, z pokonanych zrobili niewolników a potem narzucili własną wizję historii. Może dlatego tylu ludzi wypiera polskość, by uniknąć tej bolesnej i upokarzającej świadomości? Dajmy spokój tym starym dziejom, kogo to obchodzi? Jakoś trzeba żyć. Żona alkoholika tak by zareagowała, kierując się samobójczą naiwnością, że oprawca kiedyś złagodnieje. Oprawcy nie łagodnieją. Dawno temu, po pierwszym rozbiorze Rzeczpospolitej wiedział to już biskup Ignacy Krasicki:

Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie.
Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię;
Już go mieli rozerwać; rzekło: «Jakim prawem?»
«Smacznyś, słaby i w lesie!» — Zjedli niezabawem. 

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button