Wiadomości

Kłótnia o zasady w rybnickiej Szkole Podstawowej. Rodzice wzburzeni, Dyrekcja tonuje nastroje

Chodzi o bezpieczeństwo dzieci – przekonuje dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 5 w Rybniku. Rodzice odpowiadają: chodzi także o nasze prawo do wiedzy, jasnych zasad i kontaktu z dzieckiem. W szkole przy ul. Różańskiego początek roku szkolnego przyniósł nie tylko powrót uczniów do klas, ale także sporo emocji wokół zasad obowiązujących w placówce

Wczoraj po południu przed Szkołą Podstawową nr 5 w Rybniku z mediami spotkali się rodzice, którzy chcieli publicznie powiedzieć o swoich zastrzeżeniach. Powodów, jak się okazało, było sporo.

Najpierw pojawiła się kwestia wejścia rodziców do szkoły oraz odbierania dzieci ze świetlicy. Potem doszły pytania dotyczące posiłków, kart obiadowych, bezpieczeństwa drzwi i wyjść, a także sposobu wprowadzania nowych zasad. Po drugiej stronie tej historii jest dyrekcja, która przekonuje, że nie chodzi o izolowanie rodziców, lecz o zwiększenie bezpieczeństwa uczniów.

I właśnie o to jest ten spór.

Nie otrzymałem żadnej podstawy prawnej

Jednym z rodziców, który zaczął zabiegać o wyjaśnienie nowych zasad, jest Kuba, którego dziecko rozpoczęło naukę w szkole.

Jak relacjonował, podczas apelu poprzedzającego zajęcia rodzice mieli usłyszeć, że szkoła będzie zamknięta dla rodziców, a dzieci ze świetlicy będą odbierane wyłącznie o pełnych godzinach.

Na apelu usłyszeliśmy informacje, że szkoła ma być zamknięta całkowicie dla rodziców. Do tego usłyszeliśmy również, że odbiór dzieci ze świetlicy w godzinach popołudniowych ma odbywać się tylko i wyłącznie w pełnych godzinach. Oczywiście nie zgodziliśmy się z tym stanowiskiem – mówił

31 sierpnia poszedł do sekretariatu.

Poszedłem bezpośrednio do sekretariatu z prośbą o wytłumaczenie zaistniałej sytuacji, a przede wszystkim o to, żeby otrzymać jakiekolwiek podstawy prawne tego, co usłyszeliśmy – relacjonował

Według niego takich wyjaśnień nie otrzymał.

Nie otrzymałem nic, co by mówiło o tym, że szkoła ma być zamknięta, na jakiej podstawie ma być zamknięta, dlaczego dzieci mają być odbierane o pełnych godzinach – mówił

Ponieważ nie doszło wówczas do bezpośredniego spotkania z dyrektorką, rodzic złożył oficjalne pismo. Jak informował, skierował również pisma za pośrednictwem ePUAP do Kuratorium Oświaty oraz właściwej komórki Urzędu Miasta Rybnika.

Później doszło do spotkania z dyrektorką.

Na razie z mojej oceny rozmowa wyszła pozytywnie – przyznał -Jednak dopóki nie zobaczymy tego na piśmie, a jeszcze nic nie ma, bo strona www jest w przebudowie, nie mamy dostępu do zaktualizowanych zasad, o których mówiła pani dyrektor, no to nie uwierzymy.

Pół godziny przed szkołą?

Szczególne emocje wzbudziła kwestia odbierania dzieci ze świetlicy.

Jak relacjonował inny rodzic, pierwotnie miał pojawić się pomysł, aby dzieci były wydawane tylko o pełnych godzinach.

Jeżeli rodzic przyjdzie o godzinie 13.30, a odbiór miał być o 14.00, będzie musiał czekać pół godziny przed szkołą na odbiór dziecka – mówił

Czy dziecko mogłoby opuścić świetlicę wcześniej, gdyby jego rodzic już czekał?

Nie, nie mogłoby, pomimo że opiekun prawny czekał na zewnątrz – odpowiedział

Według relacji rodzica po rozmowie z dyrektorką miało się to jednak zmienić.

Pani dyrektor mnie zapewniła, na razie tylko słownie, że to, co ująłem w piśmie, nie będzie stosowane. Szkoła absolutnie nie będzie zamknięta dla rodziców – mówił

„Dziecko przyszło do domu bez obiadu”

To jednak dopiero początek. Kolejne zastrzeżenia przedstawił Michał – rodzic uczennicy drugiej klasy.

Dzisiaj córka przyszła ze szkoły i poinformowała mnie, że odmówiono jej wydania posiłku, dlatego że ostatnią lekcją jest religia, na którą nie jest zapisana i nie może poczekać na ten obiad na korytarzu – relacjonował

Jak podkreślał, o takiej sytuacji wcześniej nie wiedział.

Nie wiem, czy na świetlicy może, czy nie może być. Być może nie chciała tam iść albo nie jest zapisana. Nie mam pojęcia, bo nie zostałem o tym wcześniej poinformowany. Po prostu przyszła do domu, obiadu nie zjadła – mówił

Jego zastrzeżenia budzi także system kart obiadowych.

Jeżeli dziewięcioletnie dziecko zapomni takiej karty w domu, to z tego, co rozumiem, po prostu obiadu nie zje. Albo jak taką kartę mu ktoś podwędzi, że tak powiem, dla żartu i będzie sobie chciał odbić, to dziecko również nie zje, bo będzie to odznaczone jako posiłek zjedzony – argumentował -Jest to dla mnie abstrakcja jakaś totalna i to są wymysły – stwierdził

Rodzic podkreślał przy tym, że z jego rozmów z rodzicami dzieci uczęszczających do innych szkół wynika, iż podobne rozwiązania nie są tam stosowane.

Zaczynamy się obawiać o bezpieczeństwo

Najmocniej zabrzmiał jednak głos Michała Rataja, ojca trzech uczniów szkoły.

Ja bym się chciał wypowiedzieć przede wszystkim ze strony rodziców, do których do szkoły chodzi moich trzech synów i z tą szkołą trochę mam jednak styczność – mówił

Jego zdaniem problem nie pojawił się nagle.

Z roku na rok naprawdę dochodzi do bardzo absurdalnych rozwiązań i bardzo absurdalnych zapisów wewnętrznych, które docelowo gdzieś tam, przynajmniej na tę chwilę, z zapisów doprowadzają do próby izolacji rodziców od dzieci, ale przede wszystkim szkoły od rodziców – uważa

Jak podkreślał, rodzice powinni być partnerem dla szkoły.

Pamiętajmy, gdzieś tam rodzice jednak są nadrzędni, to są opiekunowie prawni, a szkoła jest tym partnerem w tym systemie oświaty. Dlatego tutaj mocno zaburzone jest zaufanie nasze, rodziców, do pani dyrektor – mówił

M. Rataj zwrócił również uwagę na kwestie, które – jego zdaniem – mogą mieć bezpośredni związek z bezpieczeństwem.

Zaczynamy się obawiać. Zaczynamy się obawiać do tego stopnia, że zaczynamy się, przynajmniej ja osobiście, obawiać o bezpieczeństwo dzieci, ale takie bezpośrednie bezpieczeństwo dzieci – powiedział

Wskazał między innymi na zamykane drzwi.

Wprowadzenie zamykanych wszystkich drzwi, że w zamkach nie ma kluczy, a to nie są zamki otwierane od wewnątrz na zewnątrz, gdzie z zewnątrz nikt nie dojdzie, może doprowadzić w pewnym momencie do tragedii, gdzie będzie trzeba szybko ewakuować budynek i nie będzie czasu na punkty zbiorcze – argumentował

Kolejna sprawa, na którą zwrócił uwagę, dotyczy wejścia przystosowanego dla osób z niepełnosprawnościami i rodziców z wózkami.

Zamknięte drzwi przy wejściu dla inwalidów, czyli tam, gdzie mamy podjazd inwalidzki, czy dla kobiet z wózkiem, z małymi dziećmi. Sytuacja z wczoraj, gdzie drzwi zostały zabarykadowane i powiedziano, że kobieta z małym dzieckiem w wózku powinna iść od frontu i targać po schodach ten wózek – relacjonował

Według jego relacji dopiero zdecydowana reakcja doprowadziła do wpuszczenia kobiety do budynku.

Rozwiązania proponowane przez panią dyrektor są chaotyczne, niezrozumiałe dla nas, niekonsultowane z rodzicami, wprowadzane już i dopiero potem, jak zaczyna się odzew, ogień, to pani dyrektor zaczyna cokolwiek zmieniać. A to nie powinno tak działać – mówił

Dyrektor: Bezpieczeństwo jest sprawą najwyższej wagi

Na zarzuty rodziców odpowiedziała Dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 5.

Rozpoczynam piąty rok bycia tutaj dyrektorem i powiem tak: dla mnie jako dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 5 bezpieczeństwo uczniów, dzieci, które tutaj mam, jest sprawą priorytetową – podkreśliła

W placówce uczy się około 450 dzieci, a do przedszkola uczęszcza kolejnych 32.

Jest to mój obowiązek jako dyrektora, ale też takie poczucie odpowiedzialności za wszystkie dzieci – mówiła.

Dyrektorka tłumaczyła, że w tym roku szkoła została zobowiązana do wdrożenia systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji.

Stąd też byłam zmuszona zmienić pewne zasady. Powiem, to była taka zmiana kosmetyczna – przekonywała

Jak zaznaczyła, obowiązek wpisywania się osób wchodzących do szkoły do ewidencji nie jest nowy.

Każda osoba, która wchodzi do szkoły, podobnie wzorem lat ubiegłych, jest zobowiązana wpisać się do ewidencji wejść. Tak jak było, więc to żadna zmiana, ponieważ tak działało już od dwóch lat – wyjaśniła

Nowe rozwiązanie dotyczy natomiast sposobu poruszania się po budynku.

Postanowiłam, że w tym roku dzieci będą wchodziły i wychodziły wyłącznie od strony szatni, a rodzice, podobnie jak jest to we wszystkich tutaj sąsiednich szkołach, odbierają dzieci o ustalonej godzinie – mówiła

Dyrektorka zdecydowanie odrzuciła zarzut, że szkoła została zamknięta dla rodziców.

Pewien rodzic nie znał specyfiki szkoły i zinterpretował sobie zasady, o których mówiłam, w taki sposób, że ja rzekomo zamykam szkołę, że nie może nikt skorzystać nawet z sekretariatu, co jest absolutnie wielkim kłamstwem, jest nieprawdą.

„Nie jestem w stanie rozpoznać każdego rodzica”

Dyrektorka przekonuje, że ograniczenie swobodnego dostępu do budynku nie jest wymierzone przeciwko rodzicom.

Rodziców traktuję z największym szacunkiem, z powagą. Są partnerami tutaj w działaniu – zapewniła -Ale istnieje problem identyfikacji osób, które mogą pojawić się w szkole. Oprócz rodziców mogą tutaj do szkoły wejść również osoby niepowołane. Wiadomo, ja nie jestem w stanie jako dyrektor rozpoznać każdego rodzica, każdego partnera, matki, taty, partnerkę, ojca, ciocie, wujków – tłumaczyła Właśnie dlatego szkoła powinna kontrolować dostęp do budynku. Mogą wtargnąć osoby niepowołane, takie, które mogą zrobić krzywdę moim dzieciom.

Ja naprawdę do tego bezpieczeństwa moich wspaniałych uczniów, którzy są naprawdę wyjątkowi, są bardzo zdolni, podchodzę z największym taktem. To jest dla mnie sprawa najwyższej wagi właśnie, to bezpieczeństwo.

„Gdybym była na miejscu rodziców, cieszyłabym się”

Dyrektorka nie kryje zdziwienia tym, że działania mające – w jej ocenie – zwiększyć bezpieczeństwo zostały odebrane przez część rodziców jako wymierzone przeciwko nim.

Dziwię się, bardzo dziwię się tym, że ja chcę zadbać naprawdę o takie doskonałe bezpieczeństwo dzieci, które tutaj przychodzą, a rodzice odbierają to jako taki element skierowany przeciwko nim. Nic bardziej błędnego – przekonywała

Gdybym była na miejscu tych rodziców, wręcz bym się cieszyła, byłabym zadowolona, że moje dziecko jest zaopiekowane, że nikt obcy do szkoły nie wejdzie. I taki jest mój zamysł – mówiła

Odniosła się również do zarzutu, że rodzice zostali odcięci od szkoły i przypomniała, że rodzice pierwszoklasistów uczestniczyli w spotkaniach i dniach adaptacyjnych.

Co ze świetlicą?

Dyrektorka przyznała jednocześnie, że organizacja odbioru dzieci ze świetlicy wymagała sprawdzenia w praktyce.

Świetlica jest na drugim piętrze i też musiałam ograniczyć dla bezpieczeństwa dzieci wchodzenie rodziców. Zadecydowaliśmy, że dzisiaj był pierwszy dzień, więc na razie tak testowaliśmy – wyjaśniła

Dzieci miały być przywoływane ze świetlicy przez pracowników szkoły.

W szatni była jedna z pań sprzątających, przywoływała dzieci telefonicznie, u góry jedna z pań sprowadzała dzieci – relacjonowała Dyrektorka

Jednocześnie zapewniła, że zasady nie są ostatecznie ustalone, a sprawa ma być przedmiotem dalszych rozmów z rodzicami.

Dzisiaj właśnie jest zebranie z rodzicami uczniów klas od drugiej do ósmej, a w poniedziałek będzie zebranie Rady Rodziców. I naprawdę współpracuje mi się rewelacyjnie. Uważam, że mam wspaniałą Radę Rodziców. Wypracujemy znowu jakieś kolejne inne zasady, bo pracujemy na zasadzie dialogu – podkreśliła.

I właśnie dialog wydaje się dziś najważniejszym słowem w całym sporze. Rodzice chcą jasnych zasad, dostępu do informacji i pewności, że ich dzieci mogą bez przeszkód korzystać ze szkoły i przysługujących im świadczeń. Dyrekcja wskazuje z kolei na odpowiedzialność za bezpieczeństwo kilkuset uczniów i konieczność kontrolowania tego, kto znajduje się w budynku.

Na miejscu pojawił się również radny Rybnikа Damian Twardawa, członek Komisji Edukacji Rady Miasta Rybnika. Jak zaznaczył, przyjechał przede wszystkim wysłuchać rodziców.

Dostałem taki sygnał od rodziców, przyjechałem do szkoły. Mój syn również tutaj chodził, więc jestem zainteresowany tą sprawą i na razie się przysłuchuję – powiedział radny

D. Twardawa zadeklarował, że jeśli zajdzie taka potrzeba, może skontaktować się z Wydziałem Edukacji Urzędu Miasta.

Najpierw posłuchajmy, co mają rodzice do powiedzenia do końca i zobaczymy, jaka będzie reakcja dyrekcji – zaznaczył

Na razie część spornych kwestii – według deklaracji dyrektorki i relacji rodziców – ma być łagodzona. Problem w tym, że rodzice oczekują, aby słowne zapewnienia znalazły odzwierciedlenie w oficjalnych, dostępnych dla wszystkich zasadach.

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

  1. „Dzieci mają być przywoływane przez jedną z pań.” Pani dyrektor jak się wprowadza takie zasady to najpierw montuje się domofon i takie rzeczy mają przedszkola w Rybniku już od kilkunastu lat. A nie odbieranie o określonych godzinach to co rodzice mają czekać po 50 minut na dziecko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button