Wiadomości

Nie żyje ciężko poparzony Kamil

Tą historią żyła cała Polska. Niestety dziś skończyła się tragicznie

Katowany przez ojczyma i matkę ośmioletni częstochowianin był celowo oblewany wrzątkiem, sadzany na rozgrzanym piecu i przypalany papierosami. Według lekarza, który go leczył, chłopiec był regularnie maltretowany przez swoją matkę oraz jej partnera. Medycy opisywali poważne obrażenia, jakie zauważono na ciele dziecka, wskazujące na przemoc fizyczną i psychiczną – chłopiec miał między innymi połamane kończyny. Matka i jej partner zostali zatrzymani przez policję i usłyszeli zarzuty w związku z tymi wydarzeniami. Chłopiec w ciężkim stanie został przetransportowany do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Dziś rano szpital ten poinformował o jego śmierci.

Kamilek zmarł dziś rano. Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca była postępująca niewydolność wielonarządowa. Doprowadziła do niej poważna choroba oparzeniowa i ciężkie zakażenie całego organizmu, spowodowane rozległymi, długo nie leczonymi ranami oparzeniowymi. Kamilek przez cały czas pobytu w szpitalu był głęboko nieprzytomny. Nie miał świadomości gdzie jest, ani co go spotkało. Ani przez chwilę nie cierpiał. Kamilek otrzymał w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka wszelką możliwą pomoc medyczną. Korzystał z zaawansowanych metod leczenia, m. in. z respiratoterapii, dializoterapii oraz wysokospecjalistycznej aparatury ECMO, zapewniającej wspomaganie krążenia i pozaustrojowe natlenianie krwi. Był pod ciągłą, niezwykle troskliwą opieką naszego personelu medycznego. To wszystko niestety nie wystarczyło, aby uratować chłopca. W imieniu personelu szpitala przekazujemy wyrazy głębokiego współczucia biologicznemu ojcu dziecka. Dziękujemy też wszystkim tym osobom, które tak bardzo przejęły się losem chłopca. Wspólnie z Państwem, jako personel szpitala, dzielimy dziś wielki smutek z powodu odejścia Kamilka. – czytamy na oficjalnym fanpejdżu GCZD

Kamil przebywał w katowickim szpitalu od 3 kwietnia. Jego matka i ojczym decyzją sądu zostali na trzy miesiące aresztowani.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button