Burza po naszym artykule. Politycy reagują na szkolne obiady. „Ta dieta to lewacki wymysł”

Nasz wczorajszy tekst o szkolnych obiadach wywołał lawinę reakcji. Do sprawy włączyli się politycy opozycji, a rodzice z kolejnych placówek potwierdzają, że problem może być znacznie szerszy niż jedna szkoła
Roman Fritz zapowiedział interwencję poselską, Andrzej Sączek zwraca uwagę na konsekwencje tzw. diety planetarnej, a rodzice pytają wprost: kto wymyślił jadłospisy, których dzieci nie chcą jeść?
Sprawa, którą opisaliśmy, zaczyna żyć własnym życiem, a po naszym artykule dotyczącym szkolnych posiłków odezwali się kolejni rodzice. Pojawiają się informacje o podobnych problemach również w innych placówkach, a nawet w przedszkolach.
Nie tylko szkoła, ale i przedszkole to samo. Dzieci głodne – napisała jedna z czytelniczek
Inna osoba zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt:
Najlepsze obiady w szkołach były, kiedy panie kucharki na miejscu gotowały.
I trudno przejść obok tych głosów obojętnie. Bo być może właśnie tutaj tkwi część problemu. Osoby pracujące przez lata w szkolnych kuchniach doskonale wiedziały, co dzieci jedzą, a czego nie chcą nawet próbować.
Jedna z byłych szkolnych kucharek napisała:
Byłam kucharką dobrych kilka lat w szkole. To my na kuchni widziałyśmy, co dzieciom najbardziej smakuje: fasolka po bretońsku, bigos, kluski na parze, spaghetti, kotlet z jaj, zupy: pomidorowa, grysikowa, grochówka, fasolowa i wiele innych potraw. Później zaczęły się zmiany i zaczęło się – porcje do zwrotu. No ale cóż, byli tacy, co wiedzieli lepiej.
To tylko jeden z komentarzy, ale podobnych głosów przybywa. I są w ostrym tonie:
Ta dieta to lewacki wymysł. O żywieniu dzieci decydują rodzice, a nie pani Spurek i jej chore idee.
Roman Fritz: będzie interwencja poselska
Do sprawy odniósł się poseł Roman Fritz, który zapowiedział interwencję poselską.
Poseł bardzo ostro skomentował nowe rozwiązania, kierując krytykę pod adresem minister edukacji Barbary Nowackiej. W swoim wpisie wskazał również na paradoks polegający na tym, że dzieci po odrzuceniu szkolnego posiłku mogą później wybierać znacznie mniej zdrowe jedzenie poza szkołą.
Andrzej Sączek: to także kwestia gospodarki
Wcześniej głos w sprawie zabrał również rybnicki radny Andrzej Sączek. Jego zdaniem za zmianami dotyczącymi żywienia kryje się szersza koncepcja ograniczania spożycia mięsa.
W tej diecie idzie o wyeliminowanie mięsa (białko i tłuszcze zwierzęce), czyli tego, czego nasz organizm potrzebuje bardziej niż cukrów” – napisał Sączek
Radny zwrócił również uwagę na gospodarcze konsekwencje ograniczania produkcji mięsa.
Dieta planetarna to również pośrednie niszczenie produkcji mięsa (wieprzowiny, drobiu, wołowiny…) i całego przemysłu spożywczo-mięsnego. Warto mieć świadomość. Przemysł mięsny w Polsce to jeden z najważniejszych i największych sektorów gospodarki żywnościowej, odpowiadający za blisko 27% wartości produkcji sprzedanej przemysłu spożywczego. To miejsca pracy. To bezpieczeństwo żywnościowe” – przekonuje
To już szersza dyskusja, której również nie zamierzamy unikać. W przestrzeni publicznej pojawiają się bowiem informacje o możliwym udziale organizacji pozarządowych promujących żywienie roślinne w tworzeniu lub propagowaniu określonych rozwiązań.
Nie przesądzamy, czy te informacje są prawdziwe.
Chcemy to sprawdzić. Dlatego właśnie w dyskusji powinno paść proste pytanie: jakie organizacje, fundacje, stowarzyszenia i eksperci uczestniczyli w przygotowaniu nowych zasad żywienia dzieci?
Do sprawy będziemy wracać.




Kebab w każdej szkole!