Wiadomości

Przywłaszczone 1 650 000 zł, niszczenie cudzego życia i ucieczka za granicę. Ujawniamy szczegóły naszego śledztwa w sprawie OMZRiK na Śląsku

Chciałoby się powiedzieć: niósł wilka razy kilka. Organizacja, która oczerniała i oceniała innych, sama znalazła się w centrum wizerunkowego kryzysu

Ale od początku. Przez lata występowali w roli tych, którzy wskazują granice. Tropili wypowiedzi, publikacje i zachowania, które ich zdaniem przekraczały normy prawa. Kierowali zawiadomienia do organów ścigania, nagłaśniali sprawy w mediach społecznościowych i budowali wizerunek organizacji stojącej na straży walki z rasizmem oraz ksenofobią. Tyle, że to wizerunek z gruntu nieprawdziwy.

Dziś coraz częściej pytania nie dotyczą już osób wskazywanych przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, ale samego Ośrodka i pewnych ludzi, którzy go stworzyli.

Jeden z założycieli organizacji ma już prawomocny wyrok za przestępstwa gospodarcze. Inna ważna persona usłyszała zarzuty dotyczące podejrzenia przywłaszczenia środków finansowych na łączną kwotę około 1 650 000 (słownie: milion sześćset pięćdziesiąt tysięcy) złotych. W ostatnim czasie zniknęły również internetowe zbiórki organizacji, a jej główny profil w mediach społecznościowych został zablokowany.

To historia organizacji, która z jednej strony zyskała rozpoznawalność jako aktywny uczestnik debaty publicznej, a z drugiej: sama stała się bohaterem licznych sporów, pytań i kontrowersji. Oraz wyroków karnych.

Początki OMZRiK wiązały się z ideą stworzenia organizacji, która będzie reagować na zachowania o charakterze rasistowskim i ksenofobicznym. Ośrodek szybko zaczął pojawiać się w przestrzeni publicznej. Informował o kolejnych zawiadomieniach składanych do prokuratury, nagłaśniał sprawy osób publicznych i komentował wydarzenia, które uznawał za przejawy nienawiści. Dla części osób była to potrzebna działalność obywatelska. Zwolennicy wskazywali, że w przestrzeni publicznej nie może być przyzwolenia na mowę nienawiści i że organizacje społeczne powinny reagować tam, gdzie państwo nie działa wystarczająco szybko.

Jednak równie szybko pojawiły się osoby, które przedstawiły nam rzeczywistą twarz OMZRiK, zarzucając liderom, że granica między obywatelską kontrolą a polityczną walką została przez organizację przekroczona. Zdaniem naszych informatorów zawiadomienia składane do prokuratury i nagłaśnianie konkretnych osób w internecie mogły stać się formą presji i publicznego piętnowania.

Jako Fundacja Twoje VETO zwróciliśmy szczególną uwagę na działalność OMZRiK, czyli Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Z tego powodu zainaugurowaliśmy kampanię społeczną pod nazwą „Nie dla OMZRiK”. Z posiadanych przez nas danych wynika, że w ostatnich pięciu latach środowisko to zainicjowało ponad 1600 postępowań, z czego około 95% zakończyło się odmową wszczęcia albo umorzeniem. W naszej ocenie pokazuje to, że nie mamy do czynienia wyłącznie z realnym ściganiem przypadków rasizmu czy ksenofobii, lecz z mechanizmem masowego angażowania organów ścigania przeciwko osobom o określonych poglądach. Fundacja Twoje VETO mówi temu „dość”. Uważamy, że nie wolno wykorzystywać zawiadomień, medialnej presji i publicznego etykietowania jako narzędzi do niszczenia ludzi, zastraszania patriotów i eliminowania ich z debaty publicznej. Wszystkie najważniejsze informacje, które przedstawiamy w naszym materiale, opieramy na dokumentach, danych i publicznie dostępnych faktach. Potwierdzeniem, że sprawa wymaga poważnej debaty publicznej, są również kolejne publikacje, w tym materiał Kanału Zero dotyczący działalności tego środowiska – mówi w rozmowie z nami Adam Kania, Prezes Fundacji Twoje VETO

Spór o granice działalności organizacji trwał latami. Z czasem jednak na pierwszy plan wyszły nie tylko działania samego Ośrodka, ale także osoby, które go tworzyły.

Jedną z najważniejszych postaci w historii OMZRiK był ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości uciekinier do Norwegii.

To on był współtwórcą organizacji i przez lata jedną z jej najbardziej rozpoznawalnych twarzy. Jego nazwisko jednak z czasem zaczęło pojawiać się nie tylko przy okazji działalności społecznej. Został prawomocnie skazany przez sąd w sprawie dotyczącej przestępstw gospodarczych. Wyrok obejmował m.in. oszustwa, podrabianie dokumentów oraz przywłaszczenie środków finansowych. Sąd wymierzył mu karę dwóch lat pozbawienia wolności.

Karę nigdy niewykonaną, bo skazany… zniknął.

Według publicznie dostępnych informacji opuścił Polskę i przebywa obecnie za granicą. Nie odbywając orzeczonej kary.

Dziwi mnie to, że przed przestępcą skazanym prawomocnym wyrokiem oraz przed jego wspólnikiem, wobec którego również pojawiły się zarzuty, na kolana pada nie „wymiar sprawiedliwości”, lecz „bezmiar niesprawiedliwości”. Przejawy bezmiaru są wszak widoczne niemal wszędzie i obnażają słabości instytucji państwa – skomentował tę sprawę poseł Roman Fritz

I to był moment przełomowy. Organizacja, która przez lata oceniała innych i wskazywała osoby podejrzewane o łamanie norm społecznych, sama znalazła się w sytuacji podważającej jej wiarygodność.

To organizacja, której działalność polega na tropieniu w przestrzeni publicznej wyrazistych polskich patriotów, stygmatyzowaniu ich, zaszczuwaniu i eliminowaniu ze społeczeństwa za pomocą donosów kierowanych do organów ścigania. To nie jest działalność obywatelska. To mechanizm niszczenia ludzi. Model biznesowy oparty na strachu, presji, medialnej nagonce i wykorzystywaniu państwowego aparatu represji przeciwko wybranym ofiarom – mówi jeden z naszych informatorów

W uzasadnieniach sądowych dotyczących wyżej wymienionej sprawy karnej pojawiły się bardzo mocne oceny jego działań. Sądy analizowały sposób funkcjonowania, mechanizmy finansowe oraz okoliczności, które miały wskazywać na działania nastawione na osiąganie korzyści majątkowych. Wyniki tej analizy są wstrząsające:

Nie wiadomo nawet, od czego zacząć, ponieważ sprawa ma tak wiele wątków i obejmuje tak liczne okoliczności, że ich przedstawienie wymagałoby szczegółowego omówienia kilkunastu lat życia oskarżonego. Dopiero taki obraz pozwala zrozumieć, w jaki sposób oskarżony przez lata naruszał porządek prawny, jednocześnie czerpiąc z tego wymierne korzyści majątkowe. Równocześnie kreował swój wizerunek w mediach jako osoby kierującej się pobudkami altruistycznymi, działającej w interesie społecznym, nigdy nienaruszającej prawa i takiej, której działalność nie wyrządziła nikomu krzywdy. Jest to nieprawda. Okoliczności ujawnione w sprawie wskazują również na cechy osobowości oskarżonego. W ocenie sądu jest to osoba pozbawiona hamulców etycznych i moralnych w dążeniu do unikania spłaty swoich zobowiązań. Towarzyszyło jej poczucie bezkarności oraz postawa arogancka, wręcz impertynencka. Trudno bowiem zaakceptować sytuację, w której ktoś przedstawia się opinii publicznej jako społecznik i altruista, podczas gdy jednocześnie dopuszcza się tak licznych naruszeń prawa karnego – mówił sędzia uzasadniając wyrok skazujący jednego z założycieli

Problemy wokół osób związanych z OMZRiK nie zakończyły się jednak na tej sprawie.

Kolejny rozdział dotyczy innej osoby z samej wierchuszki. Według informacji dotyczących prowadzonego postępowania usłyszał on zarzuty związane z pełnieniem funkcji w zarządach dwóch fundacji.

Śledczy zarzucają mu przywłaszczenie środków finansowych. W jednej sprawie chodzi o kwotę przekraczającą 200 tysięcy złotych, a w drugiej o ponad 1,4 miliona złotych. Łącznie wskazywana suma to około 1,65 miliona złotych. Oczywiście na tym etapie są to zarzuty, a nie prawomocne rozstrzygnięcie sądu. Ostateczna ocena odpowiedzialności należy do wymiaru sprawiedliwości. Ale już sam fakt prowadzenia takiego postępowania stał się jednak kolejnym poważnym problemem wizerunkowym dla organizacji, która przez lata występowała jako recenzent działań innych osób i środowisk.

I w tle pojawiła się również kwestia pieniędzy.

OMZRiK przez lata prowadził internetowe zbiórki i korzystał ze wsparcia darczyńców. Krytycy organizacji od dawna pytali o przejrzystość finansowania oraz sposób wykorzystywania pozyskiwanych środków. A w ostatnim czasie pojawiły się informacje o usunięciu zbiórek organizacji z platformy Zrzutka. Problemy dotknęły także obecności OMZRiK w mediach społecznościowych. Główny profil na Facebooku, który miał skupiać ponad 400 tysięcy obserwujących, został zablokowany.

Organizacja zaczęła korzystać z konta zapasowego.

Dla przeciwników był to kolejny symbol kryzysu. Dla samego Ośrodka – utrudnienie działalności i kolejny element sporu wokół jego funkcjonowania.

Na naszym lokalnym polu jednym z najbardziej znanych konfliktów związanych z OMZRiK była sprawa Natalii Ruś, znanej w internecie jako Najjjka. Blogerka znalazła się w zainteresowaniu organizacji po swoich publikacjach i wypowiedziach w mediach społecznościowych. Sprawa szybko stała się symbolem szerszej debaty o granicach wolności słowa.

Gdybym miał wskazać przykład, który najlepiej pokazuje mechanizm działania tej organizacji – wystarczy przywołać konkretną sprawę. Sprawę Najjjki. Szefowie OMZRiK znaleźli sobie wyjątkowo wygodne zajęcie: wykorzystując możliwość publicznego zabierania głosu, kreują oskarżenia i ataki wymierzone w ludzi określających się jako polscy patrioci. Zamiast odpowiedzialnej debaty mamy próbę budowania własnej pozycji poprzez uderzanie w innych – mówi w rozmowie z nami poseł Roman Fritz od dawna śledzący proces Natalii i działania OMZRiK w tej sprawie

Od dłuższego czasu czuję się atakowana przez OMZRiK, który mam wrażenie prześladuje mnie i próbuje ograniczać moje konstytucyjne prawo do wolności słowa w imię politycznej poprawności – stwierdziła z kolei sama N. Ruś

Jedno wydaje się pewne – historia zatoczyła wyjątkowe koło. Po uniewinnieniu Natalii Ruś, na stronie OMZRiK pojawiła się kolejna zbiórka pieniędzy na prowadzenie następnych procesów. Teraz organizacja, która przez lata kierowała zawiadomienia przeciwko innym i domagała się ich rozliczania, sama coraz częściej staje się przedmiotem pytań dotyczących własnej działalności, finansowania i osób stojących za jej powstaniem.

Spór wokół OMZRiK nie dotyczy już wyłącznie ideologii czy granic wolności słowa. Coraz częściej dotyczy odpowiedzialności – także tych, którzy przez lata występowali w roli oskarżycieli. Bo w państwie prawa nikt nie powinien pozostawać poza społeczną oceną ani poza kontrolą opinii publicznej. Ta historia pokazuje, że ci, którzy najgłośniej domagaki się rozliczeń innych, teraz sami muszą odpowiedzieć na pytania o własne działania.

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

  1. Redaktorze naczelny. Dlaczego w artykule nie padają nazwiska? Choćby osób już prawomocnie skazanych? Odwagi!🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button