Setki tysięcy ton odpadów na płonącej hałdzie tuż przy polskiej granicy

Ponad 786 000 ton odpadów wykorzystanych podczas rekultywacji, prawomocna kara administracyjna dla państwowego przedsiębiorstwa Diamo oraz prowadzone postępowania dotyczące ryzyka dla środowiska. Podczas konferencji prasowej na hałdzie Heřmanice padły wyjątkowo mocne oskarżenia pod adresem czeskiej spółki odpowiedzialnej za rekultywację
Hałda Heřmanice to ponad 100-hektarowy kompleks odpadów pogórniczych, który od 1997 roku pozostaje aktywny termicznie. W jego wnętrzu zachodzą procesy samozagrzewania i spalania, powodujące emisję gazów oraz pyłów. Od 2002 roku za rekultywację odpowiada państwowe przedsiębiorstwo Diamo.
Setki tysięcy ton odpadów
Z przedstawionych podczas konferencji dokumentów wynika, że w latach 2020–2024 na teren hałdy trafiło 218 492 ton odpadów wykorzystywanych przez Diamo. Dodatkowo przy budowie ściany oddzielającej OVS A wykorzystano 568 399 ton odpadów budowlanych i rozbiórkowych. Łącznie daje to ponad 786 tysięcy ton materiałów, które – zgodnie z decyzjami czeskich organów – stanowiły odpady. To ilość odpowiadająca blisko 39 tysiącom samochodów ciężarowych o ładowności 20 ton.
Czeska Inspekcja Ochrony Środowiska (ČIŽP) uznała, że odpady były wykorzystywane na terenach nieposiadających wymaganych zezwoleń. Kontrole wykazały również przekroczenia parametrów dopuszczających wykorzystanie części materiału do zasypywania oraz obecność dużych fragmentów betonu, skał i elementów budowlanych niezgodnych z deklarowaną frakcją.
Za stwierdzone naruszenia Diamo zostało prawomocnie ukarane administracyjną karą w wysokości 1,2 mln koron czeskich.
„Ta ściana miała zatrzymać gazy”
Podczas konferencji na hałdzie Jiří Michalisko zwrócił uwagę na konstrukcję, która – jak podkreślał – miała zabezpieczać teren przed rozprzestrzenianiem się procesów zachodzących wewnątrz hałdy.
Za mną widać ścianę, która miała być szczelna i miała powstrzymywać przenikanie gazów powstających wewnątrz hałdy. Przed nami znajduje się termicznie aktywna hałda odpadów pogórniczych, która pali się od 1997 roku. Miał tu zostać wykonany szczelny ekran o długości 47 metrów, który miał zatrzymać rozprzestrzenianie się aktywności termicznej. Jego uszkodzenie stanowiłoby poważne zagrożenie dla środowiska naturalnego w całej okolicy – powiedział
Zarzuty wobec Diamo
Michalisko zarzucił państwowemu przedsiębiorstwu, że rekultywacja nie jest prowadzona zgodnie z zaleceniami ekspertów.
Niestety Diamo nie prowadzi rekultywacji zgodnie z zaleceniami komisji ekspertów. Zamiast tego utworzono tutaj największe nielegalne składowisko odpadów budowlanych i gruzu, na terenie nieprzeznaczonym do tego celu. Odpady zasypały rów, który miał stanowić barierę dla rozprzestrzeniania się aktywności termicznej. Sytuacja jest bardzo poważna. Państwo zawodzi, podobnie jak wszystkie organy nadzoru, które nie chcą rozwiązać problemu – stwierdził
Podczas konferencji głos zabrał również poseł Roman Fritz, który pytał o reakcję władz.
Czy państwo wie o tym? Czy coś robi? – zapytał -Oczywiście, że państwo i przedsiębiorstwo Diamo o tym wiedzą. Przekonują polityków, mieszkańców i instytucje, że wszystko jest pod kontrolą i zabezpieczenia są wystarczające. Niestety na każdym kroku okazuje się, że mijają się z prawdą. Każde kolejne odkrycie pokazuje, że rzeczywistość wygląda inaczej – mówił
„To może dotyczyć również Polski”
Według uczestników konferencji problem nie ogranicza się wyłącznie do Czech.
Jednocześnie nielegalnie gospodarują odpadami na terenie do tego nieprzeznaczonym. To obszar szerokiej doliny Odry, a zagrożenie dotyczy również naszych północnych sąsiadów. Chcemy zapobiec sytuacji, w której zanieczyszczone substancje chemiczne przedostaną się z wodami Odry do Polski i spowodują poważne szkody – podkreślił J. Michalisko
Roman Fritz zaznaczył z kolei, że sprawa nie może być traktowana jako wyłącznie lokalny problem Ostrawy.
Jeżeli istnieje ryzyko oddziaływania na powietrze, wody czy dorzecze Odry, mówimy o problemie transgranicznym. Polacy mają takie samo prawo znać prawdę o stanie tego obiektu jak mieszkańcy Czech – mówił poseł
Jak dodał, decyzje czeskich organów administracyjnych potwierdzają nieprawidłowości przy gospodarowaniu odpadami.
To nie są przypuszczenia czy opinie. Mamy oficjalne decyzje państwowych instytucji, które wskazują na naruszenia prawa. Skala jest ogromna i wymaga pełnej przejrzystości oraz wspólnej kontroli po obu stronach granicy – podkreślił
Najostrzejsze słowa
Na zakończenie konferencji Jiří Michalisko użył wyjątkowo mocnego porównania.
Także tutaj okazuje się, że oficjalne zapewnienia są nieprawdziwe. Państwowe przedsiębiorstwo Diamo działa w sposób, którego – moim zdaniem – mogłaby pozazdrościć nawet sycylijska mafia, jeśli chodzi o nielegalne postępowanie z odpadami. To naprawdę sytuacja, która budzi ogromne zastrzeżenia – powiedział
Trwa postępowanie dotyczące składowiska chemicznego
Równolegle czeska Inspekcja Ochrony Środowiska prowadzi postępowanie dotyczące ryzyka rozprzestrzeniania się procesów termicznych w kierunku zamkniętego składowiska odpadów chemicznych należącego do OKK Koksovny.
Zapowiedziano kolejne pobory próbek oraz ocenę skuteczności ściany oddzielającej OVS A. Organizatorzy konferencji apelują również o powołanie niezależnego polsko-czeskiego zespołu ekspertów, wykonanie publicznych badań powietrza, gleb i wód oraz opublikowanie pełnych wyników analiz.
Jednocześnie podkreślono, że na obecnym etapie nie ma podstaw do stwierdzenia, iż toksyczne substancje już przedostają się do Polski lub doszło do skażenia Odry. Takie wnioski mogą zostać sformułowane dopiero po zakończeniu badań. Ale uczestnicy konferencji mówią coś dokładnie odwrotnego.



