Bronek w dramatycznym stanie. Poseł i radny: być może to ostatnia chwila, by zapobiec tragedii

Izabela i Artur Drzazgowie od dłuższego czasu próbują pomóc bezdomnemu Bronkowi, znanemu wielu mieszkańcom Wodzisławia Śląskiego. Stan mężczyzny – według osób mających z nim bezpośredni kontakt – jest dramatyczny. W sprawę osobiście angażował się radny Alan Szatyło; teraz poseł Roman Fritz kieruje do Ministerstwa Zdrowia apel o znalezienie realnej ścieżki działania, zanim dojdzie do tragedii
Sprawa Bronka nie jest nowa. Mężczyzna od dłuższego czasu przebywa w przestrzeni publicznej Wodzisławia Śląskiego. Osoby, które regularnie mają z nim kontakt, alarmują, że jego stan zdrowia pogarsza się, a kolejne próby zapewnienia mu trwałej pomocy kończą się odmową albo powrotem na ulicę.
Na pierwszej linii tej pomocy są Izabela Drzazga i Artur Drzazga, związani ze Stowarzyszeniem Wiara Nadzieja Miłość i świetlicą dla osób w kryzysie bezdomności. To oni od dłuższego czasu starają się zapewniać Bronkowi podstawowe wsparcie i doprowadzić do rozwiązania jego sytuacji. Ich możliwości – podobnie jak możliwości wolontariuszy, społeczników czy lokalnego radnego – mają jednak granice. Według relacji osób zaangażowanych w sprawę stan ran Bronka jest dziś skrajnie poważny. W rozmowach używają one nawet dramatycznego określenia, że mężczyzna wręcz gnije na ulicy.
Nie jest to diagnoza medyczna, lecz obrazowe określenie sytuacji, którą obserwują ludzie próbujący mu pomagać – mówi nasz informator
Izabela Drzazga i Artur Drzazgowie od lat działają na rzecz osób znajdujących się w kryzysie bezdomności. Prowadzona przez stowarzyszenie świetlica daje potrzebującym możliwość otrzymania posiłku, odzieży, podstawowej pomocy higienicznej i zwykłego ludzkiego wsparcia. W przypadku Bronka sytuacja jest jednak wyjątkowo trudna. Mężczyzna niejednokrotnie odmawia leczenia i nie zgadza się na trwałe objęcie go opieką.
Drzazgowie i osoby skupione wokół świetlicy pomagają mu więc na tyle, na ile sam na tę pomoc pozwala. Problem przestał być wyłącznie kwestią bezdomności. Jeżeli stan zdrowia człowieka systematycznie się pogarsza, a on jednocześnie konsekwentnie odrzuca pomoc, powstaje pytanie, czy wciąż mamy do czynienia wyłącznie z autonomiczną decyzją dorosłego człowieka, czy też z sytuacją, w której potrzebna jest ocena jego zdolności do świadomego rozumienia konsekwencji takiej odmowy.
Nie można czekać, aż któregoś dnia pomoc przyjedzie już tylko po to, aby stwierdzić zgon.
Radny Alan Szatyło: szukaliśmy Bronka i wezwaliśmy karetkę
W działania świetlicy i pomoc osobom bezdomnym od dłuższego czasu angażuje się również radny Rady Miejskiej Wodzisławia Śląskiego Alan Szatyło. Wspiera działalność Stowarzyszenia Wiara, Nadzieja, Miłość oraz Izabelę Drzazgę i Artura Drzazgę w ich działaniach na rzecz osób w kryzysie bezdomności.
Podczas jednej z interwencji Alan Szatyło wraz z Izabelą Drzazgą, Arturem Drzazgą i osobami związanymi ze świetlicą szukał Bronka w mieście, aby umożliwić udzielenie mu pomocy. Po odnalezieniu mężczyzny na miejsce została wezwana karetka pogotowia ratunkowego. Bronek jednak pomocy odmówił. Ta sytuacja pokazuje sedno problemu. Można człowieka odnaleźć, wezwać zespół ratownictwa medycznego, rozmawiać z nim i przekonywać do leczenia. Jeżeli jednak dorosły człowiek mówi: nie, możliwości społeczników oraz przedstawicieli lokalnego samorządu bardzo szybko się kończą.
Był w szpitalu. Potem znów znalazł się na ulicy
Według informacji przekazywanych przez osoby zaangażowane w pomoc Bronek trafił już wcześniej do szpitala. Nie oznaczało to jednak rozwiązania problemu. Mężczyzna miał opuścić placówkę i ponownie znaleźć się na ulicy.
To właśnie ten moment rodzi najtrudniejsze pytanie: czy osoba w tak poważnym stanie rzeczywiście jest zdolna w pełni świadomie ocenić konsekwencje odmowy leczenia? Czy rozumie ryzyko dalszego nieleczenia ran, pozostawania na ulicy i rezygnacji z opieki? Odpowiedzi na takie pytania nie mogą udzielić wolontariusze ani radny. To zadanie dla właściwych służb medycznych i instytucji państwa.
Roman Fritz kieruje sprawę do Ministerstwa Zdrowia
Teraz sprawa ma trafić na szczebel centralny. Poseł Roman Fritz przygotował zapytanie do Ministerstwa Zdrowia, w którym zwraca się nie tylko o interpretację obowiązujących przepisów, lecz przede wszystkim o wskazanie konkretnej, zgodnej z prawem ścieżki działania w przypadku Bronka. Ministerstwo ma zostać zapytane między innymi o to, kto i w jakim trybie powinien ocenić zdolność pacjenta do świadomej odmowy leczenia, co może zrobić szpital, gdy ciężko chory pacjent opuszcza placówkę, oraz która instytucja powinna koordynować przypadek znajdujący się jednocześnie na styku ochrony zdrowia, psychiatrii, pomocy społecznej i wymiaru sprawiedliwości. W zapytaniu ma się znaleźć także prośba o współpracę – w razie potrzeby – z Rzecznikiem Praw Pacjenta, Narodowym Funduszem Zdrowia, wojewodą, właściwymi podmiotami leczniczymi, pomocą społeczną oraz innymi resortami. Chodzi o to, aby odpowiedź państwa nie zakończyła się na wskazaniu, że sprawa należy do kompetencji innego organu. Gdzie kończy się prawo do odmowy, a zaczyna obowiązek ochrony? Prawo dorosłego człowieka do decydowania o własnym leczeniu jest fundamentalne. Nie każda odmowa pomocy daje państwu prawo do zastosowania przymusu. W tej sprawie nie chodzi więc o postulowanie przymusowego leczenia dla zasady. Chodzi o ustalenie, czy odmowa Bronka jest rzeczywiście decyzją świadomą i swobodną.
Jeżeli istnieją poważne wątpliwości co do jego zdolności do oceny własnego stanu, system powinien potrafić takie wątpliwości szybko zweryfikować. W przeciwnym razie prawo człowieka do decydowania o sobie może zostać pomylone z bezradnym przyglądaniem się postępującemu wyniszczeniu osoby, która być może nie jest zdolna realnie ocenić skutków własnych decyzji. Izabela i Artur od dłuższego czasu podejmują również działania zmierzające do uregulowania sytuacji Bronka. Wśród rozważanych rozwiązań pojawia się kwestia ubezwłasnowolnienia. Nie jest to jednak decyzja lekarza, pracownika socjalnego czy organizacji społecznej – o takim środku rozstrzyga sąd po spełnieniu przesłanek przewidzianych prawem.
Lokalna pomoc doszła do granicy swoich możliwości
Sprawa Bronka pokazuje, jak daleko może sięgać pomoc społeczników – i gdzie zaczyna się odpowiedzialność instytucji. Izabela Drzazga i Artur Drzazga mogą zapewniać jedzenie, odzież, higienę i wsparcie. Świetlica może otwierać drzwi. Radny Szatyło może interweniować, nagłaśniać problem i wzywać służby. Ratownicy mogą przyjechać na miejsce. Lekarze mogą proponować leczenie. Jeżeli jednak po tych wszystkich działaniach człowiek ponownie znajduje się na ulicy w coraz gorszym stanie, potrzebna jest odpowiedź na pytanie, kto ma wykonać następny krok. Właśnie dlatego poseł Fritz chce, aby Ministerstwo Zdrowia nie ograniczyło się do przytoczenia przepisów. W przygotowanym apelu pada prośba o pomoc dla konkretnego człowieka oraz o uruchomienie – w granicach kompetencji państwa – skutecznej ścieżki działania.
Nie chciałbym, aby następne pismo w sprawie Bronka trzeba było pisać już po tragedii. Dzisiaj ta szansa być może jeszcze istnieje. Proszę jej nie zmarnować – mówi poseł
Czy naprawdę zrobiono wszystko, aby uratować Bronka? To pytanie dziś wciąż można zadać przed tragedią, a nie po niej. Wodzisławscy społecznicy od dawna robią, poseł Roman Fritz przenosi sprawę na poziom ministerialny. Jeżeli istnieje jeszcze możliwość zadziałania skuteczniej, to właśnie teraz trzeba ją wykorzystać. Bo za kilka tygodni lub miesięcy pytanie „czy można było zrobić więcej?” może być już tylko pytaniem zadawanym po fakcie.
Nota redakcyjna: opis stanu zdrowia Bronka opiera się na relacjach osób zaangażowanych w pomoc. Określenia potoczne nie stanowią diagnozy medycznej.



