Wiadomości

„Je**ć kapusi!”. Szokujący wpis szefa ZZ Kadra po reportażu o Pniówku

Tragiczne wydarzenia na kopalni Pniówek ciągle są przedmiotem badań. Tymczasem oburzenie wywołał wpis Artura Fildebrandta – wysoko postawionego związkowca

Przypomnijmy: sytuacja w kopalni Pniówek jest przedmiotem dociekań śledczych, którzy podejrzewają, że mamy do czynienia z poważnymi nieprawidłowościami związanymi z bezpieczeństwem pracy oraz fałszowaniem dokumentacji dotyczącej pomiarów metanu. Wybuch metanu 20 kwietnia 2022 roku spowodował śmierć dziewięciu górników, a siedmiu uznano za zaginionych. Śledztwo, prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach we współpracy z policją wykazało, że grupa metaniarzy z kopalni fałszowała pomiary metanu, co mogło mieć wpływ na bezpieczeństwo pracowników. Obszernie napisała o tym katowicka Wyborcza.

Proceder miał trwać kilka miesięcy, aż do dnia katastrofy – ustalili dziennikarze Gazety Wyborczej
-Zdaniem prokuratury z samą katastrofą nie miał jednak związku. Kilka dni temu zarzuty przedstawiono kolejnym 10 metaniarzom. Prokuratura ustaliła, że podejrzani wpisywali w raportach, że danego dnia byli we wskazanych miejscach i sprawdzili w nich stężenie metanu. – Okazywało się jednak, że metaniarza, który sporządził raport, np. tego dnia nie było w pracy, bo miał wolne. A dokumentację z fikcyjnymi danymi pomiarów uzupełnił po powrocie z urlopu – mówi nasz informator. Śledczy wykryli też, że metaniarze nie robili obchodu swojego rejonu. Siedzieli w jednym miejscu i wpisywali do raportu wyniki fikcyjnych pomiarów. Metaniarzy pogrążyła elektronika. Każdy górnik pracujący w kopalni Pniówek ma bowiem dyskietkę, którą odbija, gdy wchodzi na teren zakładu, a potem, gdy zjeżdża pod ziemię. Jest to odnotowywane w kopalnianym systemie komputerowym, który na zakończenie szychty sprawdza, czy liczba górników, którzy wyjechali na powierzchnię, zgadza się z liczbą tych, którzy zjechali. Dodatkowo górnicy mają w lampach czujniki pozwalające na ustalenie ich położenia, a pod ziemią działa system ARGUS. Dzięki sieci czujników rejestruje, jak górnicy poruszają się pod ziemią. Metaniarz w grudniu opowiedział „Wyborczej”, że był nacisk, aby nie zgłaszać przekroczenia metanu Pracujący nad sprawą policjanci i prokuratorzy przeanalizowali te wszystkie dane. I ustalili, że raporty z odczytów metanomierzy sporządzali ludzie, których danego dnia nie było na kopalni lub którzy byli w innym miejscu pod ziemią, niż wpisali to w raportach. Śledczy przeanalizowali także zapisy z pamięci metanomierzy. W grudniu jeden z górników, który jako pierwszy złamał zmowę milczenia i zeznał w prokuraturze, co się działo pod ziemią
:
Kto nie pracował w kopalni, ten nie wie, jaka tam panuje atmosfera. Każdy się boi o robotę, przepisy się nagina, bo wszyscy liczą, że nikomu nic się nie stanie – mówił nam metaniarz, który złożył zeznania w Gliwicach. Przyznał, że sam oszukiwał przy pomiarach, a dane wpisywane do raportów często brał z sufitu. – Był duży nacisk ze strony przełożonych, żeby nie zgłaszać, kiedy stężenie metanu sięgało powyżej 2 proc. Metanomierz świecił wtedy na czerwono i wydawał ciągły dźwięk. Jednak do raportu wpisywało się, że stężenie wynosiło np. 1,8 proc. I w kwitach wszystko było w porządku. Jednak na zakończenie szychty sztygar dostawał od każdego z nas osobną kartkę, na której wpisywaliśmy faktyczne stężenie. Co z nią potem robił, tego już nie wiem – opowiadał Wyborczej współpracujący z prokuraturą górnik z kopalni Pniówek.

Wczoraj bardzo mocnych słów użył szef związku zawodowego Kadra:

Kto oglądał reportaż TVN o KWK Pniówek? Pamiętajcie o tym przy tłustym czwartku.
(do słów dołączona jest grafika ze zdjęciem pączka i przekreśloną „60″
 [60 to potoczne określenie małego świadka koronnego]
Pamiętajcie, żeby uważać na pączki. Jeśli jednego zjesz z konfiturą, drugiego musisz z adwokatem. Smacznej kawusi! Wielu pączusi! Je…ać kapusi! ACAB” 
[skrót od: all cops are bastards – wszyscy gliniarze to bękarty] – napisał na swoim profilu Artur Fildebrandt

Te słowa wywołały lawinę komentarzy. Sugerowano nawet, że Fildebrandt miał coś wspólnego z nieprawidłowymi pomiarami stężenia metanu.

Te jego komentarze wywołały oburzenie zarówno wśród górników, jak i innych związkowców. Zdaniem niektórych, zachowanie przewodniczącego związku zawodowego było próbą zastraszania tych, którzy zdecydowali się ujawnić nieprawidłowości w kopalni – powiedział nam anonimowo jeden z pracowników Pniówka

Artur Fildebrandt bronił swojego postępowania, argumentując, że chciał bronić dobrego imienia pracowników kopalni, jednak jego słowa spotkały się z powszechną krytyką. Związkowcy i inni pracownicy pytali, dlaczego Fildebrandt obraża tych, którzy próbują wyjaśnić przyczyny katastrofy i zarzucali mu brak wrażliwości wobec rodzin ofiar oraz brak wsparcia dla osób, które postanowiły mówić prawdę. Co dalej wydarzy się w tej sprawie? Do tematu będziemy wracać.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button