Klaudia Jachira do rybnickiego posła: „sława Ukraini!!!”

Sejmowa debata nad prezydenckim projektem ustawy dotyczącym penalizacji propagowania banderyzmu już od początku przebiegała w atmosferze silnych emocji. Projekt zakłada doprecyzowanie przepisów dotyczących zbrodni UPA oraz ściganie publicznego zaprzeczania i relatywizowania zbrodni popełnionych na Polakach, w tym ludobójstwa wołyńskiego
W trakcie dyskusji głos zabrał m.in. poseł Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej, który pytał, czy używanie w polskim parlamencie hasła Sława Ukraini mogłoby być objęte penalizacją w świetle projektowanych przepisów. Właśnie w tym momencie doszło do sytuacji, która natychmiast stała się jednym z najbardziej komentowanych incydentów dnia.
Obecna na sali posłanka Klaudia Jachira głośno wykrzyknęła:
Sława Ukraini!
Reakcja była natychmiastowa. Poseł Roman Fritz ostro skomentował zachowanie, mówiąc o bezczelności i zarzucając parlamentarzystce prowokowanie napięcia w trakcie poważnej debaty dotyczącej wrażliwych kwestii historycznych.
Sam incydent szybko wykroczył poza ramy sejmowej wymiany zdań. Wpisuje się bowiem w szerszy kontekst sporu o język pamięci historycznej, odpowiedzialność za zbrodnie UPA oraz granice politycznej ekspresji w polskim parlamencie.
Zwolennicy ostrej linii wobec banderyzmu wskazują, że tego typu okrzyki – niezależnie od intencji – mają wymiar polityczny i symboliczny, a ich używanie w Sejmie może być odbierane jako prowokacja wobec ofiar zbrodni na Wołyniu. Krytycy takich interpretacji z kolei podkreślają, że hasło to bywa również używane w kontekście wsparcia dla Ukrainy w obliczu wojny i nie musi mieć charakteru historyczno-ideologicznego.
Spór o znaczenie jednego okrzyku pokazuje jednak coś więcej niż tylko kolejną sejmową awanturę: to spór o przyszłość polskiej polityki zagranicznej – w szczególności o stosunki z Ukrainą.




Fascynuje mnie od zawsze samozadowolenie tej postaci. Zresztą tak samo jak każde inne samozadowolenie wszystkich chłopców z poszetkami.