Świadectwo

Kazik Staszewski się nawrócił. I z Kazika się śmieją niemal wszyscy – łącznie z najbliższymi
No cóż. Można faktycznie pokręcić z uśmiechem głową, bo lider Kultu twierdzi, że Pan Jezus przyszedł do niego w stroju rowerzysty, gdy leżał w szpitalu Z tym, że akurat ja się nie śmieję…
…to była typowa zgrywa i szpan ażeby zaimponować na Facebooku. Pracowałem w kotłowni, kiedy był tam jeszcze piec na węgiel więc cały brudny wpadłem na świetny pomysł – taki cały umorusany w roboczych ciuchach wsiadłem do samochodu, pojechałem do centrum miasta, stanąłem w głównym przejściu między placem Wolności, a Rynkiem, wziąłem pusty kubek po kawie i udawałem, że żebrzę. Jednoosobowy aktor w przybranej roli żebraka przy okazji prosząc młodych przechodniów, by zrobili mi zdjęcie, ażeby potem je przesłać na FB pod tytułem: Patrzcie jaki niefart – zostałem bezdomnym. Tę fotografię zresztą mam do dziś. Wybitnie tępy numer. I ja sam głupi jak but. Zresztą zobaczcie sami…
Oprócz mnie w przejściu były jeszcze dwie osoby: starszy bezdomny, mocno zalatujący, i chwiejny bezdomny, który był z tym Drugim – o wiele młodszym. Tamten siedział na chodniku oparty o ścianę. Był młodym, przystojnym mężczyzną, nie wyglądał na bezdomnego lecz bardziej na włóczęgę. Takiego powsinogę. Ale z całą godnością człowieka wolnego. Nie był brudny, nie miał napiętnowanej na twarzy choroby alkoholowej lub znamion innych twardych narkotyków, był czysty i rozbawiony. Promieniał. Emanował cały pogodą. Patrzył na mnie jasnymi oczami, takim nie do określenia ludzkim językiem (bo za ubogi) czystym wzrokiem. Nie wypowiedział do mnie ani słowa. Zarażony tym Jego uśmiechem zapytałem:
Co jest? (moment uwidoczniony na zdjęciu)
Nie odpowiedział, ale jego pogodna twarz, cały On wydawał się powiedzieć – wiem to na pewno:
SKORO CHCESZ…
Od tamtego czasu wszyscy bezdomni, niezależnie, czy ich znam czy nie, witają się ze mną, pozdrawiają, ucinają krótkie, serdeczne rozmowy. Na moją deklaracje, że nie piję od ćwierć wieku nigdy nie wychciewają pieniędzy. Odstępują od jałmużny. My – ćpuny mamy też swoje zasady (dziwne?). Zawsze wtedy w zamian kupuję im słodycze na które ich nigdy nie stać. Ja sam zresztą parę lat później zostałem opiekunem w ogrzewalni, by teraz aktualnie pracować w psychiatrii, gdzie spotykam co rusz naprawdę wykluczonych. Nie toleruję określeń żul lub menel. Ludzie bez adresu stali mi się bardzo bliscy i wyznaję twardo zasadę Pawła Apostoła by z nich nie szydzić. To też jakby z pragmatycznej zasady, bo jak przyjdzie, co do czego, to oni dadzą sobie radę. My natomiast – przywykli do ciągłego komfortu ciągle ciepłej wody w kranie i ciągle ciepłych posiłków – już niekoniecznie.
Nie śmieję się z Kazika Staszewskiego bo ja również spotkałem Jezusa Chrystusa – Boga Żywego. Myślę, że mam jednak większy fart od frontmana Kultu. Kazika uzdrowił fizycznie po nieudanej operacji w szpitalu – mnie z kolei z głupoty.
Zresztą to był początek rzeczy jakie robi dla mnie każdego dnia, a ja chyba jednak nie do końca naprawiony – dalej głupi, bo za większość tych cudów nie potrafię należycie dziękować. Choć z drugiej strony doświadczam od tamtego czasu prawdziwego objawienia w moim życiu – nie chce mi się już zgrywać.



