Jak pracownik kolei próbował wprowadzić lokalne media w błąd. Bezlitośnie zweryfikowano historię z Chałupek

29 lipca na stacji kolejowej w Chałupkach miało dojść do sytuacji, która szybko mogła stać się kolejną lokalną „sensacją”. Problem w tym, że duża część przedstawianej przez pracownika kolei historii nie miała żadnego pokrycia w faktach. Potwierdziła to oficjalnie raciborska policja
W centrum sprawy znalazła się relacja dotycząca pracownika ochrony i interwencji policji na stacji w Chałupkach. Z przedstawianych informacji wynikało, że po sytuacji związanej z ochroną i rozmową z dziećmi na miejsce miała zostać wezwana policja, a ochroniarz miał następnie otrzymać mandat za przeklinanie w miejscu publicznym.
Tyle że właśnie ten fragment historii został przez policję jednoznacznie zakwestionowany.
Wiadomości przekazywane przez jednego z uczestników zdarzenia można zobaczyć w przekazanej korespondencji. W rozmowie pojawia się m.in. informacja:
I uciekli na peron drugi myślałeś że nie zadzwonię a zadzwoniłem i przyjechali.
oraz:
Dostał mandat za przeklinanie w miejscu publicznym i…
To właśnie te twierdzenia okazują się kluczowe. Pracownik kolei bowiem… kłamał.
Jak ustaliła i oficjalnie przekazała Komenda Powiatowa Policji w Raciborzu, 29 lipca policja nie otrzymała żadnego zgłoszenia dotyczącego opisywanych działań wobec pracownika ochrony. Funkcjonariusze nie podejmowali w tej sprawie żadnych czynności, nie sporządzali dokumentacji i nie nakładali na ochroniarza mandatu karnego.
Krótko mówiąc: historia o policyjnej interwencji, mandacie i ukaraniu ochroniarza nie wydarzyła się w sposób przedstawiony w przekazywanej relacji.
Co istotne, policja nie ograniczyła się do zdementowania pojedynczego szczegółu. W oficjalnym komunikacie z 6 sierpnia wskazała wprost, że informacje dotyczące 29 lipca nie znajdują potwierdzenia w faktach.
To ważne, ponieważ nie mówimy wyłącznie o prywatnej rozmowie kilku osób. Informacje przekazywane w takiej formie mogą następnie trafiać do lokalnych redakcji, mediów społecznościowych i kolejnych odbiorców. W efekcie jedna niezweryfikowana opowieść może zacząć funkcjonować jako rzekomy fakt.
W tej historii trzeba przy tym oddzielić rzeczy, które rzeczywiście miały miejsce, od tych, które zostały dopowiedziane.
Z dostępnych informacji wynika, że ochroniarze rozmawiali z dziećmi, a na miejscu znajdowali się również ich rodzice. To jednak nie oznacza, że prawdziwa jest cała późniejsza narracja dotycząca rzekomego telefonu na 112, przyjazdu policji, interwencji wobec ochroniarza i wystawienia mu mandatu.
I właśnie ten mechanizm jest tutaj najbardziej interesujący.
Jedna prawdziwa informacja może zostać połączona z kilkoma nieprawdziwymi szczegółami i w ten sposób powstaje historia, która brzmi wiarygodnie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z oficjalnymi danymi.
Policja w Raciborzu nazwała takie działania wprost: przedstawianie niezweryfikowanych informacji jako faktów wprowadza opinię publiczną w błąd i przyczynia się do rozpowszechniania dezinformacji.
Pytanie pozostaje więc proste: dlaczego osoba przekazująca tę historię nie zweryfikowała, czy policja rzeczywiście przyjechała na miejsce i czy rzeczywiście wystawiła ochroniarzowi mandat?
Bo gdyby zrobiła to przed przekazaniem informacji dalej, bardzo szybko okazałoby się, że najważniejszy element tej opowieści po prostu się nie zgadza.




Poproszę dane redakcji . Ponieważ teraz państwo publikują fake newsa gdyż na grupie kolejowej jest pismo instytucji odpowiedzialnej za porządek na kolei . Gracie w grę kolejowego Rybnik, więc to trzeba zgłosić do odpowiednich instytucji. Ciekawi mnie czy ktoś się zgłosił jako uczestnik zdarzenia bezpośrednio do was jako media z opisem swojego stanowiska i prosił o pomoc media ? Proszę o dane redakcji .