„Coście s********y uczynili z tą lecznicą???” Jak władza postanowiła zniszczyć szpital w Rydułtowach i Wodzisławiu. Ujawniamy wyniki śledztwa

Ten tekst kończę 18 października, dokładnie w dwudzieste urodziny mojej córki, która na świat przyszła na rydułtowskiej porodówce. Ponad 46 lat temu urodziłem się tam ja. Teraz już na świat nie przyjdzie tam żadne dziecko
Z jednej strony słyszymy o miliardach na modernizację ochrony zdrowia, z drugiej mieszkańcy Rydułtów i Wodzisławia obserwują kolejne ograniczenia działalności szpitala. Nasze dziennikarskie śledztwo pokazuje, że za kryzysem nie stoi wyłącznie jedna decyzja lokalnych władz. To efekt wieloletniego niedofinansowania, braku lekarzy, systemu kształcenia medyków oraz reformy szpitalnictwa, która przewiduje konsolidację i przeprofilowanie części placówek. W Wodzisławiu ten proces już widać: zawieszona porodówka, zagrożony oddział wewnętrzny i jednocześnie rozwój opieki długoterminowej. Pytanie brzmi: czy właśnie tak wygląda plan na przyszłość szpitali powiatowych?
Są takie momenty, kiedy pojedyncza informacja przestaje być tylko informacją. Kiedy słowa dyrektora szpitala, decyzje samorządu, dokumenty rządowe, pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy i opowieści pracowników zaczynają układać się w jeden obraz. I właśnie z takim momentem mamy dziś do czynienia w przypadku Szpitala Powiatowego w Wodzisławiu Śląskim i Rydułtowach. Z jednej strony słyszymy zapewnienia, że szpital trzeba ratować. Z drugiej – kolejne świadczenia znikają albo są zagrożone. Porodówka została zawieszona. Od połowy października planowane jest zawieszenie oddziału wewnętrznego. Szpital od lat zmaga się z problemami finansowymi, a dyrekcja bezskutecznie poszukuje lekarzy. Jednocześnie państwo mówi o reformie szpitalnictwa, konsolidacji i przeprofilowaniu placówek, a do Wodzisławia płyną pieniądze z KPO na rozwój opieki długoterminowej.
Czy to przypadkowy zbieg okoliczności?
A może mieszkańcy właśnie obserwują początek zmiany, o której politycy mówią językiem urzędowych dokumentów, a pacjenci widzą ją znacznie prościej: kolejny oddział przestaje działać?
Podczas wrześniowej sesji Rady Powiatu Wodzisławskiego dyrektor szpitala Cezary Tomiczek mówił o problemach bez ogródek.
Od trzech lat bezskutecznie poszukujemy lekarzy do pracy, a świadczenia są niedofinansowane – powiedział
Chwilę później padło zdanie, które powinno szczególnie mocno wybrzmieć: lekarze nie chcą tu pracować. Dyrektor opowiadał, że podczas rozmów z potencjalnymi lekarzami słyszy wręcz:
Nie, do Wodzisławia nie.
Dlaczego?
Bo jest niepewna sytuacja. O szpitalu mówi się źle.
C. Tomiczek wskazywał również na atmosferę wokół placówki i informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej.
Ale problem lekarzy jest znacznie starszy niż obecny kryzys wodzisławskiego szpitala. Przez lata Polska kształciła zbyt mało lekarzy w stosunku do potrzeb. Liczba miejsc na kierunkach lekarskich była regulowana przez państwo, a możliwości kształcenia ograniczały limity przyjęć i potencjał uczelni. Dziś konsekwencje tamtych decyzji widać szczególnie mocno w mniejszych szpitalach. Lekarz stał się towarem deficytowym, a placówka powiatowa musiała konkurować o niego z dużym szpitalem klinicznym czy sektorem prywatnym. Jeżeli specjalistów jest za mało, rosną stawki. Jeżeli rosną stawki, rosną koszty funkcjonowania. Jeżeli jednocześnie finansowanie świadczeń nie nadąża za kosztami, pojawia się problem finansowy. A kiedy zaczyna brakować pieniędzy, jeszcze trudniej jest zatrudnić lekarzy. Koło się zamyka.
NFZ nam płacił grosze, nakładał bandyckie limity i odmawiał płacenia za tzw. nadwykonania. Szpital powiatowy utonął w długach, a dziś bankrutuje. Samorząd nie mają już z czego dokładać – mówi nasz informator
I wtedy pojawił się argument, który znamy już z wielu miejsc w Polsce: oddział jest nierentowny, nie ma obsady, trzeba go zawiesić albo ograniczyć jego działalność.
Tyle że zanim ktokolwiek powie mieszkańcom, że oddział jest nierentowny, warto zadać pytanie, kto ustala zasady, według których ma być rentowny.
Dyrektor Tomiczek podczas sesji wskazywał bowiem wprost na Narodowy Fundusz Zdrowia:
Tak jak i w wielu innych szpitalach powiatowych, finansowanie to Narodowy Fundusz Zdrowia i to on decyduje o kontrakcie, który otrzymujemy – mówił
Szpital stara się o zwiększenie kontraktu, ale – jak przekonywał dyrektor – otrzymuje odmowę.
Nie mamy wpływu na wycenę świadczeń, które są w szpitalu – podkreślał
To kolejny element układanki. Szpital musi zapewnić lekarzy, pielęgniarki, diagnostykę, sprzęt, leki, energię, utrzymanie budynków i całą infrastrukturę. Jednocześnie za wykonane świadczenia otrzymuje pieniądze według zasad ustalanych na poziomie państwowego systemu finansowania ochrony zdrowia. Kiedy koszty rosną szybciej niż finansowanie, zadłużenie rośnie. A kiedy rośnie zadłużenie, pojawia się presja na ograniczenie działalności.
Wicestarosta Barbara Chrobok podczas sesji mówi wprost, że problem nie powstał wczoraj:
Ta zapaść ciągnie się latami – powiedziała
I trudno z tym stwierdzeniem dyskutować. Trudniejsze jest jednak kolejne pytanie: co państwo zamierza zrobić z placówkami, które znalazły się w takiej sytuacji? Trzymacie się? To trzymajcie się dalej – teraz będzie jeszcze mocniej.
Bo właśnie tutaj w naszej historii pojawia się Krajowy Plan Odbudowy.
W oficjalnych dokumentach dotyczących reformy szpitalnictwa znalazły się zapisy dotyczące konsolidacji, przeprofilowania oraz zmiany zakresu i struktury świadczeń. Nie znaleźliśmy dokumentu, który nakazywałby wprost zlikwidować szpital w Wodzisławiu czy Rydułtowach. Nie można więc uczciwie napisać, że Komisja Europejska wydała polecenie: zlikwidować ten szpital. Ale równie nieuczciwe byłoby twierdzenie, że reforma nie przewiduje głębokich zmian w funkcjonowaniu szpitali powiatowych. Przewiduje.
Politycy w Warszawie podpisali z Komisją Europejską pakt, żeby dostać unijny kredyt. Warunek? Przepchnięcie ustawy, która zmusi te zadłużone szpitale do ostrych cięć pod groźbą natychmiastowego bankructwa. Ukryli to pod hasełkami typu konsolidacja sieci szpitali albo racjonalizacja struktury świadczeń. Po co ten żargon? Żebyście się przeciętna babcia w Rydułtowach nie zorientowała, że nie ma dla niej miejsca w szpitalu! – przekonuje nasz informator –I chciałoby się zapytać jak w słynnej piosence Kazika: „coście s********y uczynili z tą lecznicą???„
W praktyce to odcięcie finansowania rzekomo nierentownych oddziałów.
I tu zaczyna się rzecz najbardziej interesująca.
KPO ma przynosić miliardy na modernizację ochrony zdrowia. Wodzisławski szpital rzeczywiście otrzymuje środki związane z tym programem. Tyle że pieniądze te są przeznaczane między innymi na rozwój opieki długoterminowej i modernizację infrastruktury Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. To nie są pieniądze, które można po prostu przeznaczyć na bieżące utrzymanie porodówki. Nie są to też środki, które można dowolnie skierować na pensje lekarzy czy ratowanie każdego zagrożonego oddziału.
I tutaj pojawia się pytanie, którego nie można już ignorować.
Czy można jednocześnie mówić o ratowaniu szpitala, przeznaczać miliony na jego modernizację, a jednocześnie ograniczać dostęp do kolejnych świadczeń?
Oczywiście można. Formalnie szpital nadal będzie istniał. Będzie miał budynki, sprzęt, łóżka, personel i kolejne inwestycje. Tylko że dla mieszkańca najważniejsze pytanie brzmi inaczej: jakie świadczenia będzie można tam otrzymać?
Bo pacjentowi nie jest potrzebna sama tabliczka z nazwą szpitala.
Potrzebna jest pomoc.
Kobieta rodząca w nocy nie potrzebuje informacji, że budynek został zmodernizowany za pieniądze z KPO. Potrzebuje porodówki. Człowiek z ostrym bólem potrzebuje lekarza. Pacjent po wypadku potrzebuje szybkiej diagnostyki i leczenia. I właśnie dlatego każde przeprofilowanie szpitala powinno być analizowane nie tylko przez księgowych i urzędników, ale również przez pryzmat bezpieczeństwa mieszkańców.
Wodzisław już zna odpowiedź na jedno z tych pytań. Porodówka została zawieszona. Zawieszenie kolejnych świadczeń to tylko kwestia czasu.
A jednocześnie rozwijana jest opieka długoterminowa. Można oczywiście powiedzieć, że społeczeństwo się starzeje i potrzebuje właśnie takich świadczeń. To prawda. Potrzeby demograficzne Polski się zmieniają. Problem polega jednak na tym, że rozwój jednego rodzaju opieki nie może automatycznie oznaczać utraty innego rodzaju bezpieczeństwa. I właśnie dlatego trzeba patrzeć nie na pojedyncze decyzje, ale na cały proces. W dokumentach reformy szpitalnictwa mówi się o konsolidacji. Mówi się o przeprofilowaniu. Mówi się o dostosowaniu świadczeń do potrzeb zdrowotnych. Wszystko brzmi racjonalnie, dopóki nie postawimy tego obok konkretnego mieszkańca Rydułtów czy Wodzisławia. Bo dla niego przeprofilowanie może oznaczać po prostu: tego już tutaj nie ma – słyszymy
Rydułtowy są w tej historii równie ważne. Szpital w Rydułtowach i Wodzisławiu stanowi dla mieszkańców powiatu jeden z podstawowych elementów bezpieczeństwa zdrowotnego. Granica między administracyjną strukturą a realnym życiem pacjenta jest jednak bardzo prosta. Kilka czy kilkanaście kilometrów może wydawać się niewielką odległością. Przy nagłym zagrożeniu życia każdy kilometr ma znaczenie.
Dlatego nie można sprowadzać całej dyskusji do pytania, czy budynek szpitala pozostanie.
Pytanie brzmi: co w tym budynku będzie się znajdowało? Podczas sesji starosta Leszek Bizoń powiedział:
To jest wprost walka o utrzymanie dla naszego powiatu całego szpitala.
Po chwili dodał jednak
Czasami trzeba nawet poświęcić jakiś ułamek po to, aby szpital w ogóle istniał.
I to zdanie jest kluczowe.
Bo czym jest ów ułamek?
Porodówką?
Oddziałem wewnętrznym?
Kolejnymi łóżkami?
Kolejnymi świadczeniami?
A może za kilka lat okaże się, że ułamków będzie już tak wiele, że pozostanie zupełnie inny szpital niż ten, który mieszkańcy znali przez dekady? Tego właśnie nie wolno przemilczeć.
Szpital za jakiś czas zmieni nazwę na „Powiatowe Centrum Zdrowia”. Budynek będzie lśnił nowością, powisi flaga unijna, politycy zadowoleni. Tyle że w środku nie będzie ostrego dyżuru, chirurgii urazowej ani porodówki! Tak będzie – dodaje nasz informator z przekąsem –Urzędowa elita uznała, że prawo do szybkiego uratowania życia po wypadku to luksus dla bogatych z wielkich miast. Prowincja ma się zwinąć. Jak dostaniesz zawału albo ci żona zacznie rodzić w nocy na wsi, to twój problem. Jedź 60 kilometrów dalej do metropolii, a jak nie zdążysz, to też twój problem. Co więcej, ta banda tchórzy z Warszawy zaprojektowała to tak, żebyście za zamknięcie oddziału winili lokalnego starostę albo dyrektora, a nie systemowych architektów z rządu i Brukseli! Tym bardziej że problem nie dotyczy wyłącznie pieniędzy i lekarzy. Dotyczy również dialogu z pracownikami.
Iwona Borchulska z Zarządu Regionu Śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych powiedziała podczas sesji, że oczekuje przede wszystkim stabilności zatrudnienia.
W tym temacie nikt ze mną nie rozmawia – mówiła
I rozmawiał nie będzie, bo nikt nie wie, jak ukształtuje się przyszłość. Beata Rduch, przewodnicząca organizacji związkowej działającej przy wodzisławskim szpitalu, również krytycznie oceniła komunikację pomiędzy pracodawcą a przedstawicielami pracowników. Na pytanie, czy dialog istnieje, Iwona Borchulska odpowiedziała krótko:
Nie ma.
Mamy więc szpital w kryzysie finansowym. Mamy brak lekarzy. Mamy zawieszoną porodówkę. Mamy zapowiedź zawieszenia oddziału wewnętrznego. Mamy pracowników mówiących o braku dialogu. Mamy dyrekcję wskazującą na problemy z finansowaniem. Mamy samorząd mówiący o walce o przetrwanie. Mamy reformę państwową przewidującą konsolidację i przeprofilowanie. I mamy pieniądze z KPO, które mają między innymi wspierać rozwój opieki długoterminowej.
To już nie jest pojedynczy fakt.
To jest wzór.
Nie twierdzę, że ktoś przy jednym stole podjął decyzję: zlikwidujemy szpital w Wodzisławiu i Rydułtowach. Nie znalazłem takiego dokumentu w ciągu całego mojego śledztwa. Nie ma podstaw, by tak napisać.
Ale jest coś znacznie bardziej niepokojącego.
System, w którym przez lata powstawały problemy kadrowe i finansowe, a teraz rozwiązaniem ma być między innymi zmiana profilu części szpitali.
I właśnie tutaj pojawia się odpowiedzialność polityczna.
Nie jednej partii.
Nie jednego ministra.
Nie jednego starosty.
Kolejne rządy odpowiadają za politykę ochrony zdrowia i kształcenia lekarzy. Państwo odpowiada za konstrukcję systemu. NFZ za kontraktowanie i finansowanie świadczeń. Samorząd za decyzje dotyczące podległej placówki. Dyrekcja za zarządzanie szpitalem. A politycy lokalni za to, czy temat szpitala wykorzystują do kolejnej wojny partyjnej, czy rzeczywiście próbują znaleźć rozwiązanie.
Bo jedno jest pewne: mieszkańca nie interesuje, kto wygra konferencję prasową.
Mieszkańca interesuje, czy kiedy jego dziecko zachoruje, będzie miał gdzie pojechać.
Czy kobieta zaczynająca rodzić będzie miała gdzie urodzić, czy człowiek z ostrym bólem będzie miał dostęp do lekarza, czy po wypadku pomoc będzie dostępna kilka kilometrów od domu, czy kilkadziesiąt.
Wicestarosta Barbara Chrobok apelowała, aby nie wykorzystywać szpitala do walki politycznej.
Powinniśmy się integrować, iść razem. Ratujmy ten szpital ile się da i jak się da – mówiła
To słuszne wezwanie. Ale jednocześnie nie można zasłaniać się nim przed zadawaniem trudnych pytań.
Bo jeśli mieszkańcy nie będą pytać teraz, mogą za kilka lat usłyszeć, że pewnych oddziałów już nie ma, ponieważ tak zdecydował rynek, tak wynika z demografii, nie było lekarzy, nie było pieniędzy albo tak wymagała reforma.
Tylko że każda z tych decyzji ma autora.
A każda decyzja dotycząca likwidacji lub ograniczenia świadczenia ma konsekwencje.
Dlatego jako redakcja ROW.info będziemy pytać dalej.
Jaki jest docelowy profil Szpitala Powiatowego w Wodzisławiu Śląskim i Rydułtowach? Które oddziały mają pozostać? Które mogą zostać przeprofilowane? Ile pieniędzy z KPO otrzymała placówka i na co dokładnie zostaną wydane? Jak zmieniało się finansowanie szpitala w ostatnich latach? Ilu lekarzy brakuje? Ile kosztuje zapewnienie obsady dyżurowej? Jakie były powody zawieszenia porodówki? Dlaczego zagrożony jest oddział wewnętrzny? I przede wszystkim: czy obecne zmiany są wyłącznie decyzjami lokalnymi, czy stanowią część szerszej reformy polskiego szpitalnictwa?
Bo być może za kilka lat ktoś powie, że szpital w Wodzisławiu przecież nadal istnieje.
I będzie miał rację.
Tylko mieszkańcy mogą wtedy zapytać:
Ale czy to jeszcze jest ten sam szpital?
A mieszkańcy pewnego dnia odkryją, że najważniejszych świadczeń, dla których przez dziesięciolecia istniał ich szpital, już w nim nie ma. I właśnie dlatego sprawa Rydułtów i Wodzisławia wymaga odpowiedzi już dzisiaj.
Nie za pięć lat.
Nie wtedy, kiedy decyzje będą już nieodwracalne.
Dzisiaj.



