Pijani funkcjonariusze z Pszowa i niemiecka prostytutka

Temat powstań śląskich ciągle jest mało zbadany, bo pokrywają go warstwy co najmniej trzech opisów propagandowych: przedwojennej polskiej, komunistycznej i niemieckiej
Temat ten wymaga przede wszystkim zrozumienia kontekstu ich wybuchu i głębszej analizy materiałów źródłowych. Powstania były formą budowania nowego świata po samobójstwie starej Europy, którym była I wojna światowa rozpoczęta przez Austrię i Niemcy, które w 1917 wysłały do carskiej Rosji W.I. Lenina, którego ideały zatruwały Europę przez cały XX wiek i końca nie widać. Po zakończeniu walk w 1918 roku w państwie Hohenzollernów wybuchła rewolucja do tego stopnia radykalna, że Bawaria przez kilka miesięcy była komunistyczna. Powstały wtedy Węgry, Czechosłowacja, republiki bałtyckie, Finlandia i wiele innych państw, a setki tysięcy ludzi na Górnym Śląsku nie chciało płacić niemieckich odszkodowań Francji i Anglii – Niemcy skończyły wypłacać reparacje za I wojnę dopiero w 2010 roku, prawie sto lat po jej zakończeniu. Warto zaglądać do źródeł w imię prawdy, również tej dotyczącej naszej małej, rodzinnej historii. Powstania śląskie były udziałem wielu naszych przodków. We wspomnianym archiwum znajdują się tysiące zaświadczeń o udziale w nim i poza rozkazami, planami sytuacyjnymi, listami aprowizacyjnymi, rozkazami bojowymi, znajdują się tam również raporty dotyczące powstańczej codzienności. Niektóre szokuję, inne bawią i na pewno ożywiają wyblakłą przeszłość. Warto tam zajrzeć, bo tylko prawda jest ciekawa. Poniżej link do powstańczych zaświadczeń:
https://wbh.wp.mil.pl/pl/pages/powiatowa-komisja-likwidacyjna-rybnik-2020-01-13-j8sr
(foldery od I.130.87.3 do 4), krótka analiza subiektywizmu i patosu w relacjach oraz opracowaniach historycznych, a także fragmenty raportów opisujących powstańczą codzienność.
Dotarcie do prawdy historycznej jest nie lada wyzwaniem. Najcenniejsze są oczywiście materiały źródłowe, choć i one wielokrotnie są skażone nieuniknionym subiektywizmem. Podobnie jest z relacjami świadków i autorami publikacji historycznych. Tak jest również w wypadku bitwy pod Olzą, drugiej co do wielkości i znaczenia podczas III powstania. W największym zarysie było tak: oddziały Selbstschutzu, czyli niemieckiej samoobrony wraz z oficerami przekroczyły linię Odry pod Olzą 23 maja 1921 roku. Oddziały wspierał zbudowany w Raciborzu pociąg pancerny Bruno. W pierwszej fazie bitwy powstańcy ponieśli klęskę i siły niemieckie dotarły aż pod Buków. Powstańcze archiwa podają listę walczących, rannych i poległych – po obu stronach padło około stu walczących. Powstańcami w przytłaczającej mierze byli Górnoślązacy wspierani w czasie walk przez oficerów z Polski. W czasie bitwy olzańskiej, po wejściu sił niemieckich, z Pszowa sprowadzono własnej produkcji pociąg pancerny oraz jednostki pułku raciborskiego i atak odparto. Alojzy Seget był wtedy dowódcą pułku raciborskiego. To powstaniec śląski pochodzący z Lubomi i wykpiwany czasami w niemieckich opracowaniach z powodu niskiego stopnia – sierżant. Kpiny są nieuzasadnione, ponieważ był on sprawnym dowódcą i człowiekiem wielu talentów – w czasie II wojny światowej skończył studia w Londynie. Powstańczy dowódca z Lubomi o bitwie pod Olzą pisze o Niemcach tak:
Rozgłaszali plotkę, że udało im się zlikwidować powstańców za jednym zamachem. Tymczasem stało się inaczej. Myśmy ich zlikwidowali brawurowym kontratakiem i zabrali im całą broń. Niemcy uciekli za Odrę na czeską stronę. Ci którzy usiłowali się przeprawić przez wodę, przeważnie potopili się. Mosty zostały przez nas zburzone. Tak skończył się dla Niemców wypad na teren powstańczy. To był najbardziej krwawy dzień dla powstańców IV pułku raciborskiego. W tym dniu powstańcy pokazali, że w ich żyłach płynie polska krew i że odważnie potrafią stawić czoło swoim wrogom.
Okrucieństwa i propaganda XX wieku nauczyła nas dystansu do wielkich słów, a być może nawet cynizmu. Trudno się dziwić. Opisywane wydarzenia pochodzą jednak z innego czasu. Poza tym był to czas walki i zaangażowanie a oceny wroga są elementem wyposażenia walczących.
Po niemieckiej stronie patosu i ocen również było i jest sporo, co dla polskiego czytelnika może być szokujące, ponieważ zakłada on, że skoro na Zachodzie nie było komunizmu, to nie było też i nie ma propagandy. Założenie takie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Propaganda powstańcza istniała również po polskiej stronie, to prawda, ale dostało się jej rykoszetem w PRL-u przy jednoczesnym wykorzystywaniu faktu powstań do budowania propagandy antyniemieckiej. Po upadku komunizmu mało kto w sposób gruntowny zajmuje tą kwestią. Szkoda, bo mimo wielu warstw propagandowych, powstania były bardzo ważnym elementem naszej historii. Rzućmy okiem na zachodnie i z definicji obiektywne opracowania historyczne. Niemiecki autor Hermann Katsch w swojej publikacji z 1921 roku o Selbstschutzu, czyli Samoobronie pisze tak:
III powstanie śląskie nie było jak powódź, która zalała ziemię ze wschodu albo południa lecz jak wylew wód gruntowych, które zalały większą część ziem Górnego Śląska gromadami powstańców. Większe miasta odcięte odcięte od terenów wiejskich stały się niczym wyspy wielowiekowej kultury niemieckiej otoczone mrocznym zalewem dzikich buntowników (s. 16)
Oceny przeciwnika podczas walk nie są niczym zaskakującym, natomiast dużym problemem jest mieszanie faktów z propagandową fantazją. Wspomniany niemiecki autor o bitwie nad Olzą pisze:
W wioskach po prawym brzegu Odry rozbrzmiały dzwony szturmowe, górnicy wyszli z kopalni i zostali siłą uzbrojeni. Pod dowództwem regularnej piechoty z Poznania i Krakowa, Polacy szturmowali niewielki dom Siegiera. Ich własny pociąg pancerny zniknął, ale po stronie polskiej przybył prawdziwy francuski pociąg pancerny z czołgami, aby dołączyć do bitwy.
Powyższa relacja nie jest formą dopuszczalnego subiektywizmu, ale zniekształceniem faktów. Nikt na siłę górników z kopalni nie wyciągał- patrz wyniki plebiscytu, pociąg był jeden i to polski, a o jakichkolwiek czołgach mowy być nie może, bo ich nie było. W dalszej części autor pisze, że niemieckie odziały dotarły wzdłuż lewego brzegu Odry aż do Raciborza. Prawda jest taka, że zatrzymano je 15 kilometrów bliżej – w Bukowie. W niemieckim opisie poza wątpliwymi faktami, niewątpliwy jest entuzjazm autora, który mimo faktu wyparcia sił niemieckich i przegranej wojny jest niezachwiany. Niemiecki autor pisze o walczących po bitwie:
Z ich postawy emanowała niezachwiana wiara we własne siły, siły niemieckich wojowników, niepokonanych nawet w wielkiej wojnie – wszyscy byli zjednoczeni duchem z 1914 roku!
Zajrzyjmy do powstańczych archiwów, bo tylko prawda jest ciekawa: wielu z powstańców śląskich trzymało broń w rękach od 1914 roku, czyli siedem lat. Powstania były zrywem militarnym i towarzyszyło mu wszystko to, co typowe dla działań zbrojnych. Walczono w sposób zdyscyplinowany a czasem chaotyczny, odnoszono rany, grzebano zmarłych tracono i zdobywano teren, chodzono na msze, pito piwo, ale zdarzały się tez dezercje, niesubordynacja, lokalne bunty wskutek braku aprowizacji albo żołdu a nawet gwałty. Niektóre z tych zachowań budzą grozę inne rozbawienie. Powstańcze archiwa ciągle opowiadają powstańcze dzieje.
Powstańcy się modlili. Trudno w czasie walk, kiedy można stracić życie, spotkać ateistę.
Po bitwie pod Olzą zginęło wielu powstańców. Po 12 czerwca 1921 walki i ustały i przyszedł czas na nabożeństwa żałobne. Dowódca 3 batalionu pułku rybnickiego, Franciszek Marszolik pisze w dzienniku rozkazów:
Dnia 28 czerwca b.r odbędzie się w Pstrążnej w kościele żałobne nabożeństwo za spokój dusz wszystkich towarzyszy broni i kolegów naszych z 5 pułku poległych w walkach za wolność Śląska i uroczyste poświęcenie krzyża pamiątkowego. W tym celu rozkazuję: w nabożeństwie wezmą udział wszystkie kompanie wszystkich baonów. Zbiórka kompanii w Pstrążnej o godzinie 9 rano. Pozostaną tylko posterunki, kuchnia i kucharze. O ile zaś któraś z kompanii nie może wziąć w całości udziału, przyśle delegację. Zaznaczam jednak, że każdy który ma pamięć na braci naszych poległych, wziąć udział powinien.
W czasie powstania, jak w wypadku każdego starcia zbrojnego, modlitwa nie jest jedynym sposobem szukania ukojenia. Od zawsze dla wielu w takich sytuacjach alkohol był przystanią wytchnienia. W czasie powstań obowiązywał zakaz spożywania mocnego alkoholu -piwo było dopuszczalne. Mimo zakazu, zdarzały się jednak sytuacje jego łamania. Przypadek taki miał miejsce w traktyerni, czyli podrzędnej restauracji w Lubomi u Segetha. Ciekawe, czy wspominany w poniższym raporcie szynkarz był krewnym dowódcy pułku raciborskiego. Nazwisko pozwala przypuszczać, że tak, co tylko wzmaga atmosferę skandalu bijącą z poniższego raportu w dokumentacji pułku raciborskiego. Rzecz ciągnęła się dosyć długo a początek miał miejsce po bitwie pod Olzą:
19.6.1921. Protokół w sprawie aresztowania szynkarza Segetha za rozpijanie wojskowych alkoholem.
O 9-tej zamknięto traktyerię (traktierię) i zaczął gospodarz rozpijać ludzi. W traktyerni siedzieli żandarmi z Lubomi i ( nieczytelne) się z kelnerką. Mocno spity był baonowy I baonu, lecz ten umiał się znaleźć mimo opicia, bo poszedł spać natychmiast. W traktyerni był Boczek Ignacy i Kołek Wilhelm z 9-tej. Oni zwrócili uwagę Segethowi, że nie wolno dawać alkoholu i natychmiast zawezwał (karczmarz) spitą żandarmerię, by aresztowała obu a nawet chciał zbić Kołka. Wezwana żandarmeria była z Pszowa. Szynkarz Segeth groził, że wyrzuci 9-tą kompanię z sali, bo oni nie mają (prawa?) do czynienia w jego domu. Kelnerka była mocno pijana i podczas tańca (tańczono przy harmonyi) powiedziała, że ona chętnie umrze za Niemcy (Ich sterbe für Deutschland). Według zeznań powstańców ma ona również być prostytutką, co by rzucało ( nieczytelne – chyba oskarżenie) na szynkarza jako wspólnika prostytutki.
Zeznania potwierdzają powstańcy jako świadkowie: Ignacy Boczek, Duda Józef, Szebesta Józef, Klon Józef, Płaczek Józef, Zimny(?) Frydrych, Kamczek Bonifacius, Kołek Wilhelm
Dopisek pod spodem: Zresztą zeznanie to może potwierdzić cała kompania 9-ta jako leżąca na sali Segetha. Protokół spisano rano.
Wygląda na to, że 9 kompania pułku raciborskiego kwaterowała w restauracji Segheta i zareagowała na pijaństwo. Sprawa musiała być głośna, bo przesłuchiwano później wielu świadków i ich zeznania zachowały się do dziś. Sytuacja jest nieco komiczna, ale kiedy sprawdzić, kim był w miarę rozsądny dowódca I baonu, to nastrój się nieco zmienia. Pijany dowódca, który po upomnieniu poszedł spać to Franciszek Klon z Rogowa, rocznik 1901, czyli młody chłopak mający 20 lat. Z czasem został policjantem, którego po wybuchu II wojny światowej ewakuowano do Lwowa. Aresztowany przez Armię Czerwoną i wysłany do Ostaszkowa. Zabito go w Kalininie a jego ciało spoczywa w Miednoje.
Po bitwie olzańskiej napięcie się zmniejszyło, co miało wpływ na rozluźnienie dyscypliny. Przedtem też zdarzały się najprzeróżniejsze wybryki a nawet zbrodnie. Jest w dokumentacji powstańczej raport o gwałcie dokonanym przez powstańców w Brzeziu, są i takie, które mówią o groźbie buntu z powodu niewypłacania żołdu i zasiłków dla rodzin oraz takie które mówią o kradzieżach. Dowództwo powstańcze reagowało. Franciszek Marszolik pisał:
Dochodzą coraz częściej skargi spokojnej ludności, że pojedynczy powstańce odbierają im żywność i rozmajte przedmioty. Zwracam uwagę jeszcze raz, że należy się względem ludności czy to polskiej czy niemieckiej zachowywać zawsze uczciwie i poprawnie. Wszelkie naruszenia cudzej własności, rabunek lub gwałt będzie bezwzględnie karany śmiercią albo ciężkim więzieniem.
Zdarzały się też podczas III powstania nadużycia mniejszego kalibru, które skrzętnie odnotowywano. Raport z pułku rybnickiego z 4 czerwca 1921:
W kuchni tutejszego sztabu 5 p.p. zatrudnione były dotychczas Cichecki Helena i Dembek Cecilja zamieszkałe w Niedobczycach (Römergrube). Z powodu zbyteczności w kuchni wysłano tych pań do Lysek, do dyspozycje referenta sanitarnego. Dzisiaj po południu zjawiły się te same znowu w kuchni. Mając zamiar odchodzić, zrobiono niespodziewaną rewizję. W paczkach znajdujących się w posiadaniu tych dwóch pań stwierdzono następujące rzeczy, które w drodze niesprawiedliwej zostały z kuchni tutejszej pobrane: 3-4 funty ryżu, 2-3 słoniny, 2-3 wątrobianki, 1 paczka Maggis SuppanwurZal, 1- Erbswurst, 5 funtów cukru, 1 chleb. (..) uprasza się w mieszkaniach tych pan urządzić energicznie rewizje i najsurowsze ukaranie.
Cecilja i Helena z Niedobczyc miały po prostu inne priorytety życiowe. Przynależność Górnego Śląska do Polski była dla nich sprawą wtórną. Jest też bardzo prawdopodobne, że były zamężne i najprawdopodobniej ich mężowie doceniali ten typ kobiet, która ukradnie produkty na obiad, skoro są problemy z tradycyjnymi metodami ich pozyskania. Wynikałoby z tego, że dla Cecilji i Heleny z Niedobczyc małżeństwo też mogło być solidną wartością.
W powstaniu brali udział głównie bardzo młodzi ludzie, często chłopcy, którzy mieli po dwadzieścia parę lat a walki nie toczyły się na pustyni i w buszu, tylko w miejscu gdzie pełno ładnych zamężnych i niezamężnych kobiet. Pokus było sporo a pojawił się nowy środek, by je realizować – samochody. Wiadomo o tym z raportów pułku rybnickiego:
Zakazuję energicznie wynajmowania do jakichś tam bądź przejażdżek. Nikt bez pozwolenia dowódcy pułk żądać samochodu nie śmie. Przewożenia dziewcząt – nareszcie zaprzestać musi. Samowładne rozporządzanie samochodami będzie grzywną karane. Na kilometr – 10 marek. Baonowi muszą się do tego zastosować. Jest to wojskowość a nie samowola!
I niestety już nigdy się nie dowiemy, czy intencją oburzonego sztabowca była dbałość o dyscyplinę i powstańczy sprzęt, czy tez kierowała nim zazdrość wynikająca z tego, że nie wpadł na nowy i najprawdopodobniej skuteczny sposób uwodzenia lokalnych piękności. Powstańcze archiwa nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania. A szkoda.



