Słynny poeta i wielka polityka szlachty w Jajkowicach

Po roku pracy światło dzienne ujrzała monografia historyczna Jejkowice z perspektywy przeszłości autorstwa mojej skromnej osoby
Losy miejscowości zostały przedstawione w kontekście historii regionu, więc odbiór czytelniczy publikacji w naturalny sposób przekracza granice Jejkowic. Ta bogata w historię miejscowość jest związana z wielką polityką górnośląskich Piastów i Przemyślidów. Jej mieszkańcy w przeszłości doświadczyli wielu wojen, w tym husyckiej, trzydziestoletniej i tych najokrutniejszych – dwudziestowiecznych. Jejkowice są gniazdem wszystkich tych, którzy noszą nazwisko Wojaczek, włączając w to poetę Rafała Wojaczka. Dziedzictwo przeszłości Jejkowic jest widoczne w charakterze jej mieszkańców, którzy już w XVIII wieku zostali właścicielami gospodarstw i samodzielnie odbudowali po drugiej wojnie miejscowość, która była zniszczona w blisko 80 procentach.
Wieś ma korzenie szlacheckie. Założyli ją rycerze z rodu Jajko (stąd celowa pisownia w tytule) Trzech ich przedstawicieli służyło książętom raciborskim w charakterze starostów. Jeden z nich, Mikundej, czyli Mikołaj, wraz ze swymi poddanymi walczył z krzyżakami w roku 1414 u boku Władysława Jagiełły. W połowie XV wieku szlachcie z Jejkowic sprzedali swoje dobra księciu raciborskiemu i od tego czasu w miejscowości niepodzielnie panują chłopi. W XVIII wieku dobra szlacheckie w Jejkowicach należały do Mathusa (Mateusza) Skupnia od którego kupił je w 1768 roku Joannes Wojaczek Człowiek ten był najprawdopodobniej żołnierzem pruskim, który pojawił się w miejscowości w roku zakończenia wojen śląskich. Musiał być dobrym zarządcą i człowiekiem pełnym życiowej energii, bo jego rodzina rozrosła się do tego stopnia, że obecnie w całej Polsce występuje około tysiąca osób noszących to nazwisko i prawie na pewno wszyscy ci ludzie są potomkami Joannesa Wojaczka z Jejkowic. Siedziba rycerska w której zamieszkał chłopski właściciel znajdowała się najprawdopodobniej w miejscu, gdzie obecnie w miejscowości jest karczma Strzelec. Pierwszy z Wojaczków musiał inspirować niezależnością pozostałych mieszkańców miejscowości, bo ci, krótko po nim, wykupili w rąk hrabiów Wengerskich pola, które od stuleci uprawiali ich przodkowie.W publikacji jest długa lista jejkowickich gospodarzy, którzy jeszcze przed rewolucją we Francji i przed napoleońskim wstrząsem w Europie stali sią panami na swojej ziemi.
Mieszkańców Jejkowic dotykały boleśnie wojny począwszy od husyckiej w XV wieku. W wieku XIX walczyli oni dla Ottona Bismarcka pokonując Francję – w szkolnej kronice zachował się ich spis. Blisko sto osób brało udział w pierwszej wojnie światowej. Wiele z nich zostało rannych, wiele zginęło i ich kości rozsiane są po całej Europie. Rozczarowanie nieodpowiedzialnością Cesarstwa Niemieckiego sprawiło, ze przeszło pięćdziesięciu powstańców śląskich ruszyło pod dowództwem Teodora Ryszki do walki o to, by Jejkowice były w granicach II Rzeczpospolitej. Wygrali, ale zapłacili za to dużą cenę po roku 1939, kiedy w miejscowości pojawili się Niemcy. Wielu z powstańców śląskich, wraz z nauczycielami i urzędnikami zginęło w obozach koncentracyjnych. Dziesiątki mężczyzn z Jejkowic ubrano w mundury Wehrmachtu. Część z nich z ginęła, część po wzięciu do niewoli przez aliantów, przeszła do armii gen. W. Andersa, wielu zostało okaleczonych do końca życia. A najgorsze miało dopiero nadejść. W styczniu 1945 roku we wschodniej części miejscowości, przy granicy z Zebrzydowicami, pojawiły się sowieckie czołgi, których ataki odpierali pancerfaustami Niemcy z dywizji narciarskiej. Nie mieli szans. Przewaga Sowietów była kilkukrotna. Skutkiem walk w miejscowości została zniszczona większości zabudowań, w tym kościół i szkoła. Ofiary walk, sowieckie i niemieckie, spoczywają w większości na parafialnym cmentarzu, na nich zaś złożono ciała ofiar Marszu Śmierci, które po wojnie ekshumowano wcześniej w Chwałęcicach i Orzepowicach. Wiele innych ciał żołnierskich spoczywa na polach i w ogrodach mieszkańców Jejkowic. Ofiary wojny pojawiały się nawet po jej zakończeniu. Wiele osób zginęło lub zostało okaleczonych wchodząc na miny, którymi miejscowość była naszpikowana.
Po wojnie, mieszkańcy zakasali rękawy i odbudowali miejscowość tak, że dzisiaj nie sposób dostrzec śladów zniszczeń.
W Jejkowicach i Zebrzydowicach w czasie wojny byli partyzanci z AK. Nie przestali walczyć po wojnie. Pierwszy powojenny sołtys miejscowości, Stanisław Błażejewski witał komunistycznego wojewodę Aleksandra Zawadzkiego i w tym samym czasie informował rząd londyński o sfałszowanych w miejscowości wynikach referendum oraz wyborów. Zdekonspirowano go wskutek donosu sąsiada i skazano na śmierć. Wskutek zabiegów żony, która sprzedała krowę, by mieć gotówkę na łapówki, Stanisławowi Błażejewskiemu zamieniono wyrok na ciężkie roboty w głębi Związku Radzieckiego. Jego zdesperowany syn chwycił za broń i zaczął walczyć z komunistami. Wskutek obławy w Zebrzydowicach zginął, a służby bezpieczeństwa rozpuściły pogłoski o bandyckim charakterze działań całej rodziny.
Okupacyjna historia Jejkowic, mimo okrucieństw, karmi nadzieję na tkwiąca w człowieku szlachetność. Dowodzą tego co najmniej dwie historie. Ojciec Rafała Wojaczka – poety, był śląskim powstańcem, którego po 1939 roku wysłano do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Stryj poety był od dawna w NSDAP i mimo różnic politycznych i narodowościowych wydobył swego brata z obozu. Podobnie przyzwoicie zachował się Wilhelm Pieczka ducha niemieckiego, który w czasie okupacji był niemieckim sołtysem. Zatrudnił w swoim młynie przedwojennego, polskiego sołtysa Pawła Wencla i chronił go przed obozem koncentracyjnym. Niemiecki sołtys po wojnie stracił majątek, ale przed śmiercią w ubeckiej katowni ocalił go Paweł Wencel.
Takich historii, obrazujących dzieje całego regionu w publikacji jest mnóstwo. Z monografii można się dowiedzieć o nieszczęśliwej miłości rosyjskiego oficera do jejkowiczanki, o dzielnym Emilu Wojaczku, który uciekł z Marszu Śmierci, o synu, który z zamian za wypuszczenie ojca z obozu koncentracyjnego poszedł do Wehrmachtu, o Gzelu, który kiedyś był jejkowicki, o koszuli nocnej Jana Pawła II, o szkielecie celtyckiego wojownika, którego dalej kryje ziemia i o wielu innych historiach, które przerastają wyobraźnię.
Małe miejscowości zawierają w sobie skondensowaną historię nie tylko regionu, ale całej ludzkości. Małe miejscowości są tak samo ważne jak te wielkie. Na pewno myśli tak Pan Bóg, który na objawienie się swego syna wybrał ignorowaną przez wielkich tego świata skromną wioseczkę z nie najlepiej rozbudowaną infrastrukturą noclegową.



